1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. UOKiK chce brać pożyczki pod fałszywym nazwiskiem. Fintechy i firmy pożyczkowe mają powody do pytań

UOKiK chce brać pożyczki pod fałszywym nazwiskiem. Fintechy i firmy pożyczkowe mają powody do pytań

Kontroler UOKiK zakłada konto w sklepie internetowym, zamawia towar, płaci i po tygodniu odstępuje od umowy. Dopiero wtedy pokazuje upoważnienie. A gdy w grę wchodzi pożyczka, wniosek składa ktoś z dokumentami na nieistniejącą osobę, przygotowanymi przez policję. Tak ma wyglądać kontrola po nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, która jest teraz w konsultacjach. Dla sklepów to zmiana odczuwalna, dla branży kredytowej znacznie poważniejsza.

Jerzy Wilczek23.10.2026 6:40
Finanse

Zakup kontrolowany UOKiK, czyli co dokładnie przewiduje projekt

Projekt figuruje w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów pod numerem UC142, a jego autorem jest Prezes UOKiK. Na stronach Rządowego Centrum Legislacji pojawił się na początku października 2026 r., rząd chce go przyjąć jeszcze w IV kwartale. Formalnie chodzi o dokończenie wdrożenia unijnego rozporządzenia CPC (2017/2394) o współpracy organów ochrony konsumentów, które od 2020 r. wymaga, by urzędy mogły dokonywać zakupów testowych, w razie potrzeby pod ukrytą tożsamością (art. 9 ust. 3 lit. d).

Dziś kontroler może udawać klienta, ale tylko do pewnego momentu. Może przejść przez proces zakupowy, nie może jednak zawrzeć umowy. Projekt to zmienia. Według opisu w wykazie prac i relacji m.in. Prawo.pl kontrolujący ma kupować pod danymi wylosowanymi z bazy prowadzonej przez Prezesa UOKiK: innym imieniem, nazwiskiem, adresem i e-mailem, który nie zdradza urzędu. Na takie działanie potrzebna będzie zgoda Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a upoważnienie kontroler okaże dopiero po zakończeniu czynności.

Pożyczka na przybraną tożsamość z historią kredytową

Najciekawsza jest druga ścieżka. Przy produktach złożonych i ryzykownych, przede wszystkim finansowych, sama zmyślona nazwa i adres nie wystarczą, bo pożyczkodawca zażąda PESEL-u i sprawdzi historię kredytową. Dlatego w takich sprawach UOKiK miałby za zgodą sądu zlecać zakup policji, która dysponuje dokumentami ukrywającymi tożsamość. W opisie projektu wprost mowa o tym, że chodzi także o legendę obejmującą historię transakcji lub kredytową.

To już nie jest „tajemniczy klient” w wersji znanej z handlu. Na początku października pisaliśmy, że kontrolerzy UOKiK-u będą mogli dokonywać zakupów kontrolnych pod fałszywą tożsamością, a w 2025 r. opisywaliśmy projekt, w którym rolę tę mieli dostać inspektorzy nadzoru rynku, czyli urzędnicy jako tajemniczy klienci. Teraz po raz pierwszy w grę wchodzi fikcyjny kredytobiorca.

Kogo dotyczy nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów

Zakupy kontrolowane obejmą w praktyce każdy biznes B2C, ale ciężar rozkłada się nierówno. Sklepy internetowe i platformy muszą się liczyć z tym, że urząd sprawdzi nie tylko regulamin, lecz cały proces: realizację zamówienia, zwrot pieniędzy po odstąpieniu od umowy, obsługę reklamacji. Do tej pory kontrola UOKiK w sklepach kojarzyła się głównie z cenówkami na półkach. Teraz ma objąć to, co dzieje się po kliknięciu „zamawiam”.

Firmy pożyczkowe, fintechy oferujące odroczone płatności, pośrednicy kredytowi i banki stoją przed innym scenariuszem. Tu kontroler nie sprawdzi jedynie, czy formularz informacyjny jest kompletny. Przejdzie scoring, podpisze umowę, dostanie pieniądze i zobaczy, co dzieje się dalej. A projekt daje urzędowi też przeszukania w sprawach konsumenckich i blokady stron.

Pytania o BIK i zabezpieczenia antyfraudowe

Projekt krytykuje m.in. Szymon Fiecek, prezes Grupy Comperia.pl oraz spółek ComfinoPay i Comperia Ubezpieczenia. Trzeba pamiętać, że to głos z wnętrza branży finansowej, która ma naturalny interes w tym, by kontrole były łagodniejsze. Część jego uwag trafia jednak w punkty, których projekt rzeczywiście nie rozstrzyga. W swoim komentarzu Fiecek pisze: „Projekt nie wyjaśnia, jak historia kredytowa dla przybranej tożsamości ma powstać ani czy testowe umowy trafią do BIK i innych baz, na podstawie których cały rynek ocenia zdolność kredytową.”

To nie jest drobiazg. Jeśli testowa pożyczka zostanie zaraportowana, w bazach pojawi się zobowiązanie osoby, która nie istnieje, a inni kredytodawcy będą na tej podstawie podejmować decyzje. Fiecek przywołuje też fragment uzasadnienia, w którym sami autorzy przyznają, że ta kompetencja „stwarza szereg problemów natury prawno-organizacyjnej oraz systemowej”. Według niego ocena skutków regulacji zakłada, że takie zakupy będą zdarzać się w pojedynczych przypadkach w roku. Zwraca również uwagę, że do zaopiniowania zaproszono m.in. izby handlu internetowego i telekomunikacji, KNF i Rzecznika Finansowego, ale nie organizacje banków, firm pożyczkowych czy fintechów. Tych dwóch informacji nie udało mi się samodzielnie sprawdzić w dokumentach projektu.

Odrzucony wniosek: prawidłowe działanie czy utrudnianie kontroli

Drugi problem jest bardziej praktyczny. Systemy antyfraudowe są budowane po to, by wyłapywać wnioski z niespójnymi danymi, świeżymi tożsamościami i nietypową historią. Fikcyjny klient spełnia te kryteria niemal z definicji. Jeżeli algorytm go zatrzyma, firma zrobiła to, czego oczekuje od niej nadzór i przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów zna jednak kary za utrudnianie kontroli i projekt, przynajmniej w opisywanym kształcie, nie mówi, jak urząd potraktuje taką odmowę. Moim zdaniem to powinno zostać zapisane wprost, zanim pierwszy test się odbędzie, a nie wyjaśniane później w postępowaniu.

Co firma pożyczkowa lub sklep internetowy może zrobić już teraz

Projekt jest na etapie konsultacji i jeszcze się zmieni. Logika kontroli „od strony klienta” raczej jednak zostanie, bo wymaga jej prawo unijne. Najrozsądniej przejść własną ścieżkę zakupową tak, jak przeszedłby ją kontroler.

Pierwsze pytanie dotyczy momentu, w którym klient poznaje całkowity koszt. Jeśli RRSO, prowizje i opłaty dodatkowe wychodzą dopiero na etapie podpisu, to jest problem nie tylko wizerunkowy. Kto pamięta, czym jest sankcja kredytu darmowego, wie, że błędy informacyjne w umowie kredytu konsumenckiego mogą kosztować całe odsetki i prowizje.

Drugie dotyczy dodatków. Ubezpieczenie, pakiet szybszej decyzji czy płatna opcja przedłużenia powinny być dobrowolne naprawdę, a nie zaznaczone domyślnie albo ukryte w wielostopniowym procesie. Takie mechanizmy UOKiK opisuje jako dark patterns i kontroler z zawartą umową w ręku znacznie łatwiej je udokumentuje.

Trzecie dotyczy dowodów. Firma powinna umieć odtworzyć, jakie warunki klient zobaczył i zaakceptował w konkretnym dniu: wersję regulaminu, treść ekranów, ofertę wyświetloną przy wniosku.

Fiecek podsumowuje swoje stanowisko słowami: „Moim zdaniem klient powinien rozumieć, co podpisuje, a firma wiedzieć, według jakich zasad jest oceniana.” Trudno się z tym nie zgodzić, nawet jeśli autor ma w tej sprawie własny interes. Zakupy kontrolowane są potrzebne, bo bez nich urząd widzi tylko fasadę. Ale fikcyjny kredytobiorca w realnym systemie informacji kredytowej wymaga reguł równie przejrzystych, jak te, których UOKiK słusznie wymaga od rynku.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover