- Bezprawnik -
- Praca -
- Od jutra wyższe wynagrodzenia w ochronie zdrowia. Podwyżki nie tylko dla lekarzy
Od jutra wyższe wynagrodzenia w ochronie zdrowia. Podwyżki nie tylko dla lekarzy
Lekarz specjalista zarobi od lipca co najmniej 12 910,16 zł brutto, a rezydent w priorytetowej dziedzinie po dwóch latach szkolenia — 12 714,29 zł. Różnica między człowiekiem, który właśnie kończy specjalizację, a tym, który ma ją od dawna, stopniała do niespełna dwustu złotych. To efekt wchodzącej 1 lipca corocznej waloryzacji płac w ochronie zdrowia, która tym razem podnosi stawki o 8,82 proc.
Nowe minimalne pensje w ochronie zdrowia. Podwyżka napędzana przez przeciętne wynagrodzenie
Minimalne wynagrodzenia zasadnicze w podmiotach leczniczych są powiązane z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej za rok poprzedni. GUS podał, że w 2025 r. wyniosło ono 8903,56 zł, i właśnie ta kwota, pomnożona przez ustawowe współczynniki pracy przypisane do poszczególnych grup zawodowych, daje stawki obowiązujące od lipca. Stąd jednolity wzrost o 8,82 proc. w całym sektorze — niezależnie od tego, czy mowa o salowej, czy o lekarzu z najwyższym współczynnikiem. To kolejna odsłona dyskusji o tym, jak ma wyglądać nowa płaca minimalna w ochronie zdrowia.
Kto zyskuje najwięcej w ujęciu kwotowym?
Najwięcej w ujęciu kwotowym zyskuje lekarz albo lekarz dentysta ze specjalizacją (współczynnik 1,45). Jego ustawowe minimum rośnie o 1046,67 zł i sięga 12 910,16 zł brutto. Grupa druga, czyli między innymi pielęgniarki i położne z tytułem magistra i specjalizacją, a także farmaceuci, fizjoterapeuci czy diagności laboratoryjni z analogicznymi kwalifikacjami, otrzymają 11 485,59 zł (wzrost o 931,17 zł). Lekarz bez specjalizacji — 10 595,24 zł, stażysta — 8458,38 zł, a na drugim końcu tabeli salowa i sanitariusz — 5787,31 zł.
Warto przy tym przypomnieć, że to wynagrodzenie zasadnicze, a nie pełna pensja. Do podstawy dochodzą dodatki — stażowy, nocny, świąteczny, dyżurowy — przez co realne kwoty na rękę bywają wyraźnie wyższe od ustawowego minimum. Dotyczy to zwłaszcza personelu pielęgniarskiego pracującego w systemie zmianowym; o tym, jak silne potrafią być w tym środowisku napięcia płacowe, przypominają sytuacje, gdy pielęgniarki zapowiadają strajk.
Nie da się przy tym ukryć, że ustawowe minimum w ochronie zdrowia to coś zupełnie innego niż powszechna płaca minimalna, która od stycznia 2026 r. wynosi 4806 zł brutto — i te dwie liczby nie powinny być ze sobą zestawiane.
Rezydent depcze po piętach specjaliście. Resort celowo podniósł stawki w dziedzinach deficytowych
W Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie wysokości zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego lekarzy i lekarzy dentystów odbywających specjalizację w trybie rezydentury. Stawka zależy od dwóch rzeczy — roku szkolenia oraz tego, czy dana dziedzina trafiła na listę priorytetowych.
Priorytetowe dziedziny i zaskakujący efekt zrównania stawek
W dziedzinach uznanych za priorytetowe — należą do nich m.in. anestezjologia i intensywna terapia, chirurgia ogólna, pediatria, psychiatria czy medycyna rodzinna — rezydent zarobi 11 654,76 zł brutto w pierwszych dwóch latach szkolenia oraz 12 714,29 zł po tym okresie. To natomiast oznacza, że lekarza wciąż szkolącego się dzieli od pełnoprawnego specjalisty zaledwie 195,87 zł. W pozostałych specjalizacjach jest skromniej — 10 595,24 zł na starcie i 10 913,10 zł po dwóch latach.
Taki rozkład stawek nie jest przypadkiem. Resort zdrowia otwarcie przyznaje, że wyższe wynagrodzenie w dziedzinach priorytetowych ma zachęcać młodych lekarzy do wybierania kierunków, w których systemowi najbardziej brakuje rąk do pracy. Problem braku chętnych na specjalizacje od lat dotyka właśnie tych deficytowych dziedzin. Można się domyślać, że premia rzędu ponad tysiąca złotych miesięcznie wobec specjalizacji „zwykłych" może wpłynąć na decyzję przynajmniej części absolwentów medycyny.
Rozporządzenie reguluje też sytuację dentystów, którzy zaczęli szkolenie z ortodoncji przed 1 lipca 2020 r. — mimo że ortodoncja nie znalazła się na liście priorytetowej, zachowają oni wyższe stawki aż do końca szkolenia. Pieniądze to zresztą tylko część równania, bo na atrakcyjność danej ścieżki wpływa też jakość samego kształcenia lekarzy.
Kto za to zapłaci? NFZ wciąż czeka na ostateczne wyceny
Pieniądze na podwyżki rezydentów — jak zaznacza Ministerstwo Zdrowia — zostały już zabezpieczone w budżecie państwa na 2026 r. i nie generują dodatkowych kosztów dla finansów publicznych. Inaczej wygląda to przy waloryzacji obejmującej wszystkie grupy zawodowe, bo tu rachunek przejmuje przede wszystkim NFZ. Według rekomendacji AOTMiT na pokrycie lipcowych podwyżek potrzeba około 3,5 mld zł w skali drugiego półrocza 2026 r. plus około 1 mld zł na waloryzację świadczeń. To kwota, którą placówki muszą odzyskać przez aneksy do umów z funduszem — a od ich tempa zależy płynność części szpitali.
Trzeba zaznaczyć, że stawka tegorocznej waloryzacja długo nie była pewna. Ministerstwo Zdrowia przez kilka miesięcy forsowało przesunięcie podwyżek na styczeń 2027 r. i obniżenie ich dynamiki, jednak na posiedzeniu Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia 16 marca nie udało się osiągnąć porozumienia. Wobec braku zgody ustawa pozostała w niezmienionym kształcie, co oznacza, że stawki rosną od 1 lipca na dotychczasowych zasadach.
Coroczna aktualizacja obejmuje około 700 tys. osób zatrudnionych w sektorze, a samo rozporządzenie o rezydentach dotyczy około 52 tys. lekarzy w trakcie szkolenia specjalizacyjnego.
