1. Bezprawnik -
  2. Podatki -
  3. Rząd szykuje trzecią stawkę PIT. Wiadomo już, kto i ile mógłby na tym zyskać

Rząd szykuje trzecią stawkę PIT. Wiadomo już, kto i ile mógłby na tym zyskać

Rząd analizuje możliwość wprowadzenia trzeciej stawki PIT — najprawdopodobniej wynoszącej ok. 24 proc. — pomiędzy dzisiejszymi 12 a 32 proc. Najwyższa możliwa korzyść to 200 zł miesięcznie, a więc 2400 zł w skali roku. Pełną kwotę otrzymałaby wyłącznie osoba zarabiająca powyżej ok. 14,8 tys. zł brutto. Przy 12,8 tys. zł brutto korzyść spada do niecałych 70 zł miesięcznie, a poniżej 12 tys. zł brutto nie ma jej w ogóle.

Trzecia stawka wraca, choć nikt tego tak nie nazywa

Rozmowy toczą się między liderami koalicji a resortem finansów, a decyzje mają zapaść jeszcze w sierpniu, ponieważ zmiana miałaby zostać uwzględniona w pracach nad budżetem na 2027 r. Trzeba przy tym pamiętać, że mowa o ustaleniach dziennikarskich money.pl; projekt ustawy z taką stawką nie został opublikowany, więc każda liczba pozostaje wariantem, a nie decyzją.

Sam kierunek trudno nazwać zaskoczeniem. W 2025 r. drugi próg przekroczyło ponad 2,4 mln osób, a w ciągu roku przybyło ich około pół miliona. Próg pozostaje niezmieniony od 2022 r., wynagrodzenia rosną, a kolejne grupy podatników trafiają do wyższej stawki bez żadnej decyzji rządu. Można się domyślać, że rządzącym zależy mniej na samych kwotach, a bardziej na usunięciu efektu, który podatnik odczuwa w konkretnym miesiącu roku, gdy nagle dostaje niższe wypłaty do końca roku.

Próg okaże się ważniejszy niż sama stawka

O ile wysokość nowej stawki wydaje się względnie ustalona, o tyle nadal nie wiadomo, od jakiego dochodu miałaby obowiązywać. Polska 2050 postuluje próg na poziomie 140 tys. zł i złożyła w tej sprawie projekt w Sejmie; Przemysław Czarnek z PiS mówi o 180 tys. zł. W Sejmie pojawiały się zresztą pomysły idące jeszcze dalej, jak drugi próg podatkowy od 171 tys. zł.

Rozmówcy money.pl wskazują poziom „bliższy Pełczyńskiej-Nałęcz niż Czarnkowi”, a więc mieszczący się między 130 a 150 tys. zł. Lewica zgłasza dodatkowo stawkę wyższą niż 32 proc. dla najlepiej zarabiających, co częściowo pokryłoby koszt obniżki w środku skali.

Co stawka 24 proc. oznaczałaby w praktyce?

Osoba z rocznym dochodem 130 tys. zł ma dziś 10 tys. zł nadwyżki opodatkowanej stawką 32 proc., czyli płaci od niej 3200 zł. Przy stawce 24 proc. zapłaciłaby 2400 zł, a więc zyskałaby 800 zł rocznie, czyli około 67 zł miesięcznie. Odpowiada to wynagrodzeniu rzędu 12,8 tys. zł brutto.

Dla porównania samo podniesienie progu do 140 tys. zł dałoby najlepiej zarabiającym 4000 zł rocznie.

Tańsze dla budżetu, mniej warte dla podatnika

Podniesienie progu do 140 tys. zł wyceniano na maksymalnie 9 mld zł rocznie, natomiast wariant z pośrednią stawką na 3–4 mld zł. Ulga na każdą złotówkę ponad progiem wynosi tu 8, a nie 20 punktów procentowych, a pełna korzyść wyczerpuje się przy 150 tys. zł podstawy. Nie da się ukryć, że to najtańsza z dyskutowanych opcji i prawdopodobnie właśnie dlatego uchodzi obecnie za faworyta.

Kto zyska, a kto nie dostanie ani złotówki?

Warto zauważyć, kogo ta zmiana w ogóle dotyczy. Drugi próg przekracza mniej więcej co dziesiąty podatnik PIT; pozostali nie zyskaliby ani złotówki. Wyższa kwota wolna — z 30 do 60 tys. zł — objęłaby wszystkich rozliczających się według skali, ale szanse na to są niewielkie, ponieważ na tak szerokie rozwiązanie brakuje pieniędzy. W roku wyborczym łatwiej zatem sfinansować gest wobec węższej grupy przy podobnym efekcie medialnym.

Etatowiec dostanie, ryczałtowiec może stracić

Druga część reformy pozostaje niemal niezauważona. Rząd nie wyklucza bowiem obcięcia limitu przychodów uprawniającego do ryczałtu — z równowartości 2 mln euro z powrotem do 250 tys. zł, czyli do poziomu sprzed Polskiego Ładu. Rozważane jest również podniesienie samych stawek ryczałtu w części branż, przez co plusy i minusy ryczałtu wyglądałyby zupełnie inaczej niż dzisiaj.

Skala podatkowa nie obejmuje przy tym ani ryczałtowców, ani liniowców. Przedsiębiorca rozliczający się ryczałtem nie zyskałby na stawce 24 proc. nic, a po obniżeniu limitu musiałby przejść na skalę albo podatek liniowy, wraz z inną konstrukcją składki zdrowotnej i obowiązkiem dokumentowania kosztów. Przy przychodzie rzędu kilkuset tysięcy złotych rocznie mowa o różnicy liczonej w tysiącach — tyle że po stronie kosztów, a nie korzyści.

Bez waloryzacji progów problem wróci przed 2030 r.

W żadnym z wariantów nie pojawia się mechanizm corocznej waloryzacji progów. Przy wzroście wynagrodzeń rzędu 7 proc. rocznie próg 150 tys. zł miałby po niespełna czterech latach taką siłę nabywczą, jaką 120 tys. zł ma dzisiaj. Rozwiązanie przedstawiane jako naprawa problemu odsuwałoby go zatem o jedną kadencję.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover