1. Bezprawnik -
  2. Samorządy -
  3. Nowy prezydent Krakowa odziedziczy bombę. Długi, strefa czystego transportu i metro za 20 lat

Nowy prezydent Krakowa odziedziczy bombę. Długi, strefa czystego transportu i metro za 20 lat

Kraków po raz drugi w tej kadencji wybierze prezydenta miasta. Pierwsza tura zaplanowana jest na niedzielę 27 września, ewentualna druga na 11 października, a najnowszy sondaż nie pozostawia złudzeń: wyścig o fotel po odwołanym w referendum Aleksandrze Miszalskim rozstrzygnie się najpewniej między Łukaszem Gibałą a Moniką Piątkowską. To starcie nie tylko dwóch nazwisk, ale dwóch zupełnie różnych opowieści o mieście. A dla przyszłego włodarza nagrodą wcale nie będzie spokojne urzędowanie, tylko miasto z długami, strefą czystego transportu i metrem odsuniętym o pokolenie.

Skąd w ogóle przedterminowe wybory w Krakowie?

Wszystko zaczęło się od majowego referendum, które przeszło do historii polskiego samorządu. Za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego zagłosowało 171 581 mieszkańców, przy zaledwie 3631 głosach przeciw, a frekwencja przekroczyła wymagany próg 26,98 proc. Nigdy wcześniej mieszkańcy tak dużego polskiego miasta nie pozbyli się prezydenta w połowie kadencji. Co ciekawe, sondaże exit poll sugerowały początkowo, że prezydent Krakowa i rada miasta odwołani zostaną wspólnie. Ostatecznie rada ocalała, bo w głosowaniu jej dotyczącym frekwencja wyniosła 29,97 proc., a próg ważności był wyższy i wymagał 179 792 ważnych kart.

Warto przypomnieć, że odwołanie wójta, burmistrza czy prezydenta miasta w drodze referendum lokalnego wymaga zebrania podpisów co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania, a samo głosowanie jest ważne dopiero przy frekwencji wynoszącej 3/5 liczby osób uczestniczących w wyborze danego organu. W Krakowie ta poprzeczka została przeskoczona, choć w skali kraju zdecydowana większość takich referendów przepada właśnie na frekwencji.

Od końca maja miastem zarządza wyznaczony przez premiera Stanisław Kracik, samorządowiec z długim stażem i były wojewoda małopolski. Choć ustawodawca zapowiadał koniec z komisarzami w miastach, zmiany dotyczyły przede wszystkim sytuacji wygaśnięcia mandatu, na przykład po wyborze włodarza do parlamentu. Przy odwołaniu w referendum to nadal premier wskazuje osobę pełniącą funkcję prezydenta do czasu przedterminowych wyborów.

Sondaż przed wyborami prezydenta Krakowa

Badanie przeprowadzone na panelach Ariadna i SW Research, którego wyniki opisała „Gazeta Krakowska", daje wyraźne prowadzenie Łukaszowi Gibale. Szef stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców może liczyć na 25,1 proc. poparcia. Sondaż zrealizowano metodą CAWI w dniach 22–27 lipca na próbie tysiąca mieszkańców Krakowa. Dla Gibały to już czwarte podejście do prezydentury, a rachunki z przeszłości ma niewyrównane: w 2024 roku przegrał drugą turę z Miszalskim różnicą około 5 tys. głosów.

Drugie miejsce zajmuje senatorka Monika Piątkowska z wynikiem 12 proc. To wspólna kandydatka Koalicji Obywatelskiej i PSL, co samo w sobie jest ciekawostką: głównym rywalem KO w Krakowie wyjątkowo nie jest PiS, tylko lokalny ruch miejski. Za Piątkowską plasują się Daria Gosek-Popiołek z Lewicy (9,8 proc.) i kandydat PiS Michał Drewnicki (8,8 proc.).

Dopiero po rejestracji komitetów wyborczych sondaże obejmują kandydatów, którzy faktycznie stają do wyborów, a nie jedynie polityków rozważających start. Wcześniejsze badania mierzyły raczej potencjał nazwisk niż realną rywalizację, więc kolejne pomiary będą już znacznie bardziej miarodajne.

Pozostali kandydaci i jedna piąta niezdecydowanych

Dalsze miejsca zajmują Aleksandra Owca z Razem (5,8 proc.), Bartosz Bocheńczak z Konfederacji (4,8 proc.), Michał Klimek z Konfederacji Korony Polskiej (3,4 proc.) oraz były prezes NIK Marian Banaś (2,8 proc.). Jan Hoffmann, lider inicjatywy referendalnej, która obaliła Miszalskiego, może liczyć na 1,6 proc. Człowiek, który uruchomił całą lawinę, sam raczej z niej nie skorzysta.

Najważniejsza liczba w całym badaniu to jednak 20,6 proc. niezdecydowanych. Co istotne, nikt z ankietowanych nie zadeklarował, że nie pójdzie na wybory. Jedna piąta elektoratu wciąż czeka na argumenty, a to oznacza, że kampania może jeszcze wywrócić stawkę.

Rewolucja kontra ewolucja. Dwie opowieści o Krakowie

Gibała od lat buduje przekaz wokół głębokiej zmiany. Odwołuje się do niezadowolenia z dotychczasowego sposobu zarządzania Krakowem i obiecuje zerwanie z modelem, który jego zdaniem miasto zawiódł. Referendum, w którego kampanię jego środowisko było zaangażowane, jest dla tej narracji naturalnym paliwem: skoro krakowianie odwołali prezydenta, to znaczy, że chcą przełomu, a nie korekty. Jego kapitałem pozostaje rozpoznawalność i konsekwentnie budowany wizerunek kandydata spoza układu. Słabością zaś to, że dokładnie z tą samą strategią przegrywał już trzykrotnie.

Piątkowska idzie w przeciwnym kierunku. Jej kampania, prowadzona pod hasłem „Ponad Podziałami", przekonuje, że Kraków jest miastem, z którego można być dumnym, tyle że wymaga sprawniejszego zarządzania. Zamiast rewolucji: usprawnienie. Kandydatka akcentuje doświadczenie menedżerskie i administracyjne, w tym lata pracy w krakowskim magistracie przy strategii rozwoju miasta, a obecnie mandat senatorski. Samo hasło jest zresztą czytelnym sygnałem taktycznym: choć za kandydaturą stoją KO i PSL, przekaz celuje w wyborców spoza partyjnego zaplecza. W ewentualnej drugiej turze, gdzie o wyniku decyduje zdolność przyciągania elektoratów odpadniętych kandydatów, taka pozycja może się okazać cenniejsza niż twardy partyjny szyld. Zwłaszcza że szyld KO po referendum jest w Krakowie obciążeniem, nie atutem.

Gniew, który odwołał Miszalskiego, gra na korzyść narracji zmiany. Ale zmęczenie chaosem i wakatem na stanowisku prezydenta może równie dobrze pchnąć wyborców w stronę obietnicy stabilizacji. W percepcji niektórych mieszkańców Krakowa okres chaosu nie trwa od maja, lecz od odejścia z urzędu Jacka Majchrowskiego, który umiał sobie zjednać zawsze szeroką koalicję poparcia od KO po lewicę.

Eksperci studzą emocje: to dopiero początek wyścigu

Politolog Szymon Ossowski z UAM, cytowany przez naTemat, wskazuje, że w Krakowie nic nie jest przesądzone, a przy tak licznej stawce kandydatów druga tura jest praktycznie pewna. Przypomina przy tym, że Gibała prowadził w sondażach również w 2024 roku, po czym przegrał obie tury. Z kolei Marcin Duma, założyciel IBRiS, zwraca uwagę na odmienne modele obu faworytów: Gibała od kilkunastu lat konsekwentnie buduje kapitał wokół ambicji rządzenia miastem, Piątkowska wnosi doświadczenie administracyjne i parlamentarne bez bagażu przegranych kampanii samorządowych. Jak ocenia Duma, „najważniejszy wniosek z dzisiejszych badań nie jest taki, kto wygra wybory", tylko że właściwa rywalizacja dopiero się rozpoczyna.

Wyzwania przed Krakowem: długi, strefa czystego transportu i metro na horyzoncie 2045 roku

Kto wygra, ten odziedziczy problemy, które w dużej mierze pogrzebały Miszalskiego. Wśród głównych zarzutów jego przeciwników były zadłużenie miasta, wprowadzenie strefy czystego transportu, podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej oraz zatrudnianie znajomych.

Najbardziej zapalnym tematem pozostaje strefa czystego transportu w Krakowie, która od lat funduje mieszkańcom prawny rollercoaster: od uchwały obejmującej całe miasto, przez unieważnienie jej przez WSA, po nową wersję, która zaczęła obowiązywać 1 lipca 2026 roku i objęła obszary, na których działają między innymi szpitale oraz poradnie specjalistyczne. Nowy prezydent będzie musiał rozstrzygnąć, czy strefę utrzymać, złagodzić, czy ponownie przebudować, wiedząc, że to właśnie ona wyprowadziła część wyborców na referendum. I tu obie kampanijne narracje zderzą się z rzeczywistością najszybciej: „głęboka zmiana" oznaczałaby demontaż strefy, „sprawne zarządzanie" raczej jej korektę.

Drugi wielki temat to finanse i inwestycje. Pytanie, kiedy metro w Krakowie faktycznie powstanie, doczekało się ostatnio brutalnie szczerej odpowiedzi: pełniący obowiązki prezydenta Stanisław Kracik oszacował realny start budowy na lata 2040–2045, podczas gdy ekipa Miszalskiego mówiła o rozpoczęciu prac około 2030 roku. Do tego dochodzi konieczność uporządkowania budżetu miasta i odbudowania zaufania mieszkańców, którzy pokazali już, że potrafią rozliczyć władzę przed upływem kadencji. Kandydaci mają na przekonanie krakowian niecałe dwa miesiące. A krakowianie, jak udowodnili w maju, głosować umieją.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover