W praktyce po wpisaniu numeru VIN użytkownik otrzymywał jedynie podstawowe dane identyfikacyjne, a właściwa historia – czyli to, co konsument rozumie przez „sprawdzenie” – była dostępna wyłącznie za opłatą 74,90 zł. Zespół Orzekający nie miał wątpliwości: przeciętny odbiorca mógł czuć się wprowadzony w błąd.
Sprawa trafiła do KER po skardze użytkownika, który zauważył rozbieżność między obietnicą „darmowego” sprawdzenia a faktycznym modelem działania serwisu. Autoiso broniło się, że darmowa jest jedynie część raportu – marka, model, rok produkcji czy informacje o usterkach fabrycznych. Dopiero po zakupie pełnego raportu użytkownik miał dostęp do historii zdarzeń, przeglądów i innych kluczowych danych.
Problem w tym, że w marketingu słowa mają swoje konsekwencje
„Darmowe sprawdzenie historii pojazdu” sugeruje dostęp do informacji o przeszłości auta bez ponoszenia kosztów. Tymczasem to, co Autoiso nazywało „sprawdzeniem”, było raczej zapowiedzią, że w płatnym raporcie jakieś dane będą – bez ich ujawniania. To model znany z wielu serwisów: pokażemy Ci, że coś wiemy, ale nie powiemy co, dopóki nie zapłacisz. Z perspektywy prawa i etyki reklamy takie zabiegi zbyt łatwo balansują na granicy manipulacji.
KER zwróciła uwagę, że komunikat był kategoryczny, pozbawiony zastrzeżeń i nieprecyzyjny. A ograniczenia i koszty powinny być jasne jeszcze przed kliknięciem „sprawdź”, nie dopiero po przeklikaniu formularza. To dość uniwersalna zasada, szczególnie w usługach cyfrowych – jeśli coś jest „za darmo”, konsument nie powinien odkrywać dopiero na końcu, że jednak nie do końca.
Co ważne, Autoiso usunęło zakwestionowane hasło już po zgłoszeniu skargi. Komisja odnotowała to pozytywnie, ale jednocześnie podkreśliła, że nie usuwa to wcześniejszego naruszenia. Wyrok zapadł na podstawie dowodów zgromadzonych przez skarżącego – nagrania ekranu pokazującego, jak wyglądał proces i jakie komunikaty widział użytkownik.
To kolejna sprawa, która pokazuje, jak wrażliwym obszarem są reklamy usług „freemium” – oferujących coś niby darmowego, ale w praktyce tylko w zakresie tak okrojonym, że budzi to wątpliwości. Rynek aut używanych jest szczególnie dotknięty takimi praktykami, bo użytkownicy desperacko szukają informacji o przeszłości samochodu, a serwisy raportowe żyją z monetyzowania tej potrzeby.
Warto dodać, że w Polsce dostęp do wielu danych o historii pojazdu – np. przebiegu czy szkód z polis OC – jest możliwy z darmowych źródeł, jak usługa „Historia Pojazdu” z CEPiK. Raporty komercyjne mają oczywiście dodatkową wartość, zwłaszcza jeśli korzystają z zagranicznych baz. Jednak marketing powinien jasno oddzielać to, co jest gratis, od tego, co kosztuje 74,90 zł.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj