- Bezprawnik -
- Państwo -
- Obniżenie wieku emerytalnego dla mężczyzn do 60 lat jedyną możliwą opcją. Minister deklaruje
Obniżenie wieku emerytalnego dla mężczyzn do 60 lat jedyną możliwą opcją. Minister deklaruje
Tak długo, jak Agnieszka Dziemianowicz‑Bąk pozostaje ministrą pracy, wiek emerytalny w Polsce nie zostanie podniesiony — taką deklarację szefowa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej złożyła w poniedziałek 22 czerwca podczas spotkania z mieszkańcami w Płocku. Dziemianowicz-Bąk uważa wręcz, że wiek emerytalny mógłby zostać zrównany - ale w dół, poprzez obniżenie wieku emerytalnego dla mężczyzn.
Deklaracja ministry. Nie podwyżka, lecz ewentualne obniżenie
Wypowiedź padła nieprzypadkowo. Temat wieku emerytalnego wracał w ostatnich tygodniach kilka razy, głównie za sprawą głosów wewnątrz koalicji sugerujących, że demografia prędzej czy później wymusi zmiany. Dziemianowicz‑Bąk postanowiła te spekulacje uciąć. Zadeklarowała, że dopóki kieruje resortem pracy, wiek emerytalny kobiet i mężczyzn nie będzie podnoszony, a resort jest otwarty na rozmowę o zrównywaniu — ale w dół.
Warto zauważyć, że ministra nie zamyka tym samym drogi do jakiejkolwiek reformy — przesuwa jedynie jej kierunek. W jej ocenie, gdyby kiedykolwiek miało dojść do ustawowego zrównania, oznaczałoby to obniżenie progu dla mężczyzn do 60 lat, a nie podwyższenie go kobietom. Trzeba przyznać, że to rozwiązanie kosztowne dla budżetu, bo skróciłoby okres odprowadzania składek przez sporą grupę zatrudnionych — i właśnie dlatego pozostaje na razie raczej deklaracją polityczną niż gotowym projektem.
Zachęty zamiast przymusu
Resort stawia obecnie na inną ścieżkę — zachęty zamiast przymusu. Przesłanie ministry sprowadza się do tezy, że osoby po dekadach pracy powinny mieć wybór: odpocząć albo pozostać aktywne, a jeśli decydują się pracować dłużej, to państwo ma im to ułatwiać i tworzyć odpowiednie warunki na rynku pracy. W praktyce chodzi o dofinansowania do zatrudniania seniorów i elastyczny czas pracy, a nie o ustawowe wydłużanie kariery zawodowej. Co ciekawe, w przeszłości pojawiały się nawet pomysły, by zwolnić emerytów z podatku i składek, które miały działać dokładnie w tym kierunku.
Czego naprawdę chcą Polacy? Sondaż pokazuje rozjazd z ekspertami
Co ciekawe, deklaracja ministry akurat w jednym punkcie pokrywa się z nastrojami społecznymi. Z majowego sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że 53,8 proc. badanych chce jakiejś formy zrównania wieku emerytalnego, przy czym najczęściej wskazują na zrównanie w dół. Wspólny próg na poziomie 60 lat popiera 21,9 proc. ankietowanych, równy wiek 63 lat — niespełna jedna piąta, a za równaniem w górę opowiada się łącznie 14,2 proc. Z kolei 37 proc. uczestników badania nie widzi potrzeby żadnych zmian; sondaż przeprowadzono na próbie 1067 osób.
Nie da się jednak ukryć, że eksperci patrzą na to zupełnie inaczej. Komentatorzy cytowani przez dziennik nie mają wątpliwości, że zrównanie powinno nastąpić w górę, a wyrównywanie wieku emerytalnego i powiązanie go z oczekiwaną długością życia rekomendują Polsce OECD oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Prof. Marek Góra ze Szkoły Głównej Handlowej wskazuje wręcz, że niższy wiek emerytalny działa na niekorzyść kobiet — krócej odprowadzają składki, dłużej żyją, a średnia emerytura mężczyzny bywa o połowę wyższa. To zresztą jeden z argumentów, dla których część prawników mówi wprost, że wyższy wiek emerytalny mężczyzn to forma dyskryminacji.
Temat tabu dla polityków
Można się zatem domyślać, skąd bierze się polityczna ostrożność. „Rzeczpospolita” zauważa, że zmiana wieku emerytalnego pozostaje dla polityków tematem tabu — i deklaracja z Płocka tę diagnozę raczej potwierdza, niż jej zaprzecza. Ciekawe jednak, że nastroje zaczynają się zmieniać, bo to właśnie wiek emerytalny pokolenie z traktuje inaczej niż starsze roczniki — młodsi częściej opowiadają się za zrównaniem progów dla obu płci.
Co to oznacza w praktyce dla przyszłych emerytów?
Dla osób zbliżających się do progu emerytalnego najważniejszy wniosek jest taki, że w tej kadencji nikt nie każe im pracować dłużej, niż zakłada dziś obowiązująca ustawa. Wiek emerytalny wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, a prawo do najniższej emerytury — od 1 marca 2026 r. jest to 1978,49 zł brutto — przysługuje przy stażu 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn.
Trzeba jednak zaznaczyć, że deklaracja ministry jest wiążąca tylko o tyle, o ile pozostaje ona na stanowisku — przy zmianie układu politycznego kierunek może się odwrócić. Mimo to nie brakuje głosów, że konieczny będzie wzrost wieku emerytalnego, do czego Polska zobowiązała się zresztą w ramach KPO.
Limity dorabiania, o których trzeba pamiętać
Dla tych, którzy rozważają dłuższą aktywność zawodową, kluczowe są limity dorabiania. Od czerwca 2026 r. przychód do 6694,10 zł brutto miesięcznie nie wpływa na wysokość świadczenia; powyżej tej kwoty, ale do 12 431,80 zł brutto, ZUS może je zmniejszyć, a po przekroczeniu górnego progu — zawiesić wypłatę. Osiągnięcie powszechnego wieku emerytalnego znosi te ograniczenia, więc kto chce pracować bez limitu, musi najpierw formalnie nabyć prawo do emerytury.
Warto więc sprawdzić własny staż, policzyć przewidywaną wysokość świadczenia i — jeśli planuje się dorabianie do emerytury zus przed osiągnięciem wieku emerytalnego — pilnować kwartalnych progów, bo te zmieniają się co trzy miesiące.
