1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Dlaczego OC w Polsce jest na samochód, a nie kierowcę? W grę wchodzą miliardy złotych

Dlaczego OC w Polsce jest na samochód, a nie kierowcę? W grę wchodzą miliardy złotych

Od czasu do czasu wraca dyskusja o tym, czy OC komunikacyjne w Polsce nie powinno być przypisane do kierowcy zamiast do samochodu. Niektórzy uważają, że obecny system jest niesprawiedliwy, gdyż obowiązuje ubezpieczanie każdego zarejestrowanego samochodu, nawet takiego, który nie porusza się po drogach publicznych. Czy OC na kierowcę byłoby lepszym rozwiązaniem?

Marcin Szermański01.08.2026 12:12
Moto

Ubezpieczenie OC na samochód niż na kierowcę bardziej się opłaca zakładom ubezpieczeniowym

Ameryki nie odkryję, jeśli napiszę, że obecny system jest korzystny dla towarzystw ubezpieczeniowych, bo pozwala przypisać polisę do konkretnego pojazdu i upraszcza kalkulację ryzyka. Jest też prostszy przy egzekwowaniu ciągłości ubezpieczenia. Widać to nawet w sytuacjach skrajnych — przepisy regulują osobno choćby to, co dzieje się z OC po śmierci właściciela, bo obowiązek ubezpieczenia i tak pozostaje sprzężony z pojazdem, a nie z konkretną osobą.

Przy wyliczaniu składki ubezpieczyciele biorą pod uwagę m.in. markę samochodu, moc silnika, ale także jego pojemność skokową, choć w dobie downsizingu i jednostek z turbodoładowaniem moc nie zależy już liniowo od pojemności silnika. A w końcu im większa moc, tym lepsze osiągi, a więc potencjalnie większe ryzyko kolizji.

Tak czy inaczej, przejście na inny model oznaczałoby konieczność stworzenia zupełnie nowych zasad wyliczania składek.

Jak wyliczyć ryzyko (cenę OC) na kierowcę, który ma różne samochody?

Obecny system może być pod niektórymi względami wygodniejszy, gdyż np. możemy swobodnie pożyczyć swój samochód znajomemu. W innym przypadku musielibyśmy się upewnić, czy ma on zawartą komunikacyjną polisę OC.

Niemniej dziś najwięcej powodów do narzekań mogą mieć osoby dysponujące więcej niż jednym samochodem. Gdyby obowiązywało takie prawo jak np. w Wielkiej Brytanii – gdzie OC jest przypisane do kierowcy – nie trzeba byłoby ubezpieczać każdego samochodu z osobna. Wystarczyłoby wykupić komunikacyjną polisę OC na siebie.

Inna sprawa, jak wyliczyć taką składkę – w końcu taki kierowca może jeździć – czysto hipotetycznie – zarówno Fiatem Pandą, jak i Porsche Panamerą. Ubezpieczając samochód w ramach OC, różnice w cenie między tymi modelami mogą być naprawdę duże. Dziś parametry pojazdu są jednym z głównych narzędzi cenowych — nawet w poradnikach tłumaczących, jak obniżyć koszty ubezpieczenia samochodu dla młodych kierowców, na pierwszym miejscu pojawia się wybór auta o słabszym silniku.

Problem z ustaleniem sprawcy zdarzenia

Przeciwnicy rozwiązania rodem z Wysp Brytyjskich twierdzą, że tamtejszy system ubezpieczeń nie sprawdziłby się w Polsce. Wskazują na możliwe problemy z ustaleniem sprawcy zdarzenia, a tym samym potencjalne kłopoty z uzyskaniem odszkodowania. Jeśli dziś kierowca ucieknie z miejsca wypadku i zostawi rozbity samochód, od razu wiadomo, z czyjego OC zostanie wypłacone odszkodowanie (o ile polisa była oczywiście wykupiona). To jeden z argumentów przeciwników takiego rozwiązania. W praktyce ustalenie odpowiedzialności mogłoby być bardziej skomplikowane niż w obecnym systemie.

Model brytyjski = większe pole do popisu dla UFG?

Dlatego wydaje mi się, że przejście na inną metodę ubezpieczeń komunikacyjnych mogłoby oznaczać więcej wypłacanych odszkodowań z UFG (Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny). Jeśli tak, UFG mogłoby dążyć do zwiększenia wysokości składek odprowadzanych przez ubezpieczycieli. Obecnie ubezpieczyciele odprowadzają do tego Funduszu dokładnie 1,3% wartości każdej polisy komunikacyjnej OC.

Jeśli rzeczywiście wzrosłaby liczba wypłat z UFG, fundusz mógłby potrzebować większych wpływów. Warto pamiętać, że odszkodowania z OC i tak biją kolejne rekordy — sam rynek komunikacyjny wypłaca dziś poszkodowanym kilkanaście miliardów złotych rocznie. To z kolei mogłoby oznaczać wyższe składki odprowadzane przez ubezpieczycieli, a w efekcie również wyższe ceny polis, za które zapłacą kierowcy. Dziś muszą oni opłacać osobne OC dla każdego zarejestrowanego na siebie samochodu.

Auto w remoncie, a składka pełna

Czy to sprawiedliwe, że przysłowiowy Kowalski płaci za wszystkie samochody, którymi jeździ? Nawet jeśli uznamy, że tak, to co w sytuacji, gdy ów Kowalski np. remontuje swój samochód? Dziś trzeba płacić ubezpieczenie OC nawet na samochód rozebrany do ostatniej śrubki, o ile pozostaje zarejestrowany. Odbudowa czy renowacja klasyka może trwać parę lat i zanim wyjedzie na drogę publiczną, to przez te lata spędzone w garażu musi mieć opłacane 100% składki OC. To już na pewno nie jest sprawiedliwe.

Więcej samochodów czy kierowców? Dane z CEP i CEK

Niektórzy wskazują jeszcze jeden powód, dla którego ubezpieczyciele nie chcą odwrócić zasad ubezpieczeń komunikacyjnych OC. Chodzi o to, że samochodów osobowych jest więcej niż kierowców, którzy mieliby wykupywać OC na swój numer PESEL.

W bazie CEP (Centralna Ewidencja Pojazdów) znajduje się ok. 27,3 mln zarejestrowanych samochodów osobowych. Zgodnie z obecnymi przepisami wszystkie muszą mieć ważne OC. Z kolei w Centralnej Ewidencji Kierowców (CEK) znajduje się ok. 21,5 mln kierowców z prawem jazdy kat. B. Można przyjąć, że około 75% dorosłej populacji Polski ma prawo jazdy tej kategorii.

Jeśli liczby nie kłamią, wszystkich zarejestrowanych samochodów osobowych jest o około 27% więcej niż kierowców posiadających prawo jazdy kategorii B. Jednak według części szacunków realna liczba samochodów uczestniczących w ruchu drogowym wynosi ok. 20-21 mln, a więc mniej więcej tyle, ilu jest kierowców.

Czy oznacza to, że ewentualna zmiana zasad i tak nie wpłynęłaby znacząco na liczbę zawieranych polis OC w Polsce?

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze

Niekoniecznie. Znając życie, wielu Polaków nie zawierałoby polisy OC wtedy, kiedy nie byłoby to konieczne. Samochód kurzy się w garażu i dawno nim nie jeździłeś? Nie spiesz się z OC i wykup je dopiero przed podróżą. Taka taktyka mogłaby być ukrócona np. przez utratę zniżek za brak kontynuacji polisy.

Niemniej i tak towarzystwa zaliczyłyby spore straty. Zapewne nie chodzi o „drobne" miliony, a o miliardy złotych. Może to być jeden z powodów, dla których pomysł OC przypisanego do kierowcy od lat nie doczekał się realizacji w Polsce. Wszak rynek obowiązkowego ubezpieczenia OC komunikacyjnego w Polsce jest wart około 18-19 miliardów złotych – mniej więcej tyle płacimy każdego roku na same polisy OC, nie mówiąc już o opcjonalnym autocasco.

Czy reforma OC oznaczałaby tańsze polisy?

Nie wiadomo więc, czy OC przypisane do kierowcy byłoby dla większości Polaków tańsze. Trzeba pamiętać, że stawki za OC ciągle rosną niezależnie od modelu ubezpieczenia, a ceny ubezpieczeń OC w ostatnich latach potrafiły podskoczyć o kilkadziesiąt procent rok do roku. Z pewnością zyskaliby właściciele kilku samochodów, ale osoby posiadające tylko jeden pojazd mogłyby ostatecznie płacić więcej, gdyby towarzystwa podniosły składki. Pozostaje więc pytanie, czy taka reforma rzeczywiście byłaby bardziej sprawiedliwa od obecnego systemu, czy jedynie przeniosłaby koszty z jednych kierowców na drugich.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover