1. Bezprawnik -
  2. Podatki -
  3. Rząd chce wprowadzić kolejny podatek zdrowotny. Na wzór opłaty cukrowej

Rząd chce wprowadzić kolejny podatek zdrowotny. Na wzór opłaty cukrowej

Pamiętacie, jak poprzedni rząd co rusz wprowadzał nowe maciupkie podateczki, żeby załatać dziurę budżetową i nie podwyższać stawek tych najważniejszych? Obecny najwyraźniej idzie w jego ślady i znalazł sobie własną „opłatę" cukrową.

Państwo potrzebuje więcej pieniędzy i robi się zdesperowane

Od dawna stawiam na Bezprawniku tezę, że nasze państwo tak naprawdę bardzo lubi wszelkiego rodzaju używki, którymi mniej lub bardziej świadomie trujemy się na własne życzenie. Gdybyśmy tego nie robili, to fiskus nie pozyskiwałby każdego roku ponad 30 miliardów złotych z tytułu podatku akcyzowego.

Okazuje się jednak, że sama akcyza to zbyt mało. Nie ma się co dziwić. W końcu nasz kraj boryka się obecnie z dziurą budżetową — rekordowy deficyt ma w tym roku wynieść do 271,7 miliarda złotych. Cięcia wydatków byłyby bolesne, więc trzeba szukać dodatkowych wpływów.

Niestety Polacy zwykli alergicznie reagować na każdą podwyżkę najważniejszych podatków. Właśnie dlatego politycy starają się kreować nowe, stosunkowo niewielkie daniny i przekonywać nas, że wprowadzają je dla naszego dobra. Tak poza tym pieniądze nie trafią przecież do budżetu, a na jakiś użyteczny cel związany ze służbą zdrowia.

Wzorzec znany z podatku cukrowego

Brzmi znajomo? Wystarczą drobne korekty, by opisać opłatę cukrową, którą rząd PiS wprowadził w 2021 roku. Teraz zaś rząd przygotowuje nam opłatę od sprzedaży papierosów i alkoholi.

Kolejnym rządom chyba nigdy się nie znudzą małe „prozdrowotne" podatki, opłaty i daniny

O sprawie szerzej pisała we wtorek „Rzeczpospolita". Stawka nowej daniny miałaby wynosić 0,25 proc. wartości sprzedaży – jak sama nazwa wskazuje – napojów alkoholowych oraz wyrobów tytoniowych. Przy okazji sprzedawcy musieliby każdego roku raportować wysokość sprzedaży, bo przecież przedsiębiorcy mają dzisiaj za mało obowiązków sprawozdawczych.

Fundusz Zdrowia Publicznego zamiast NFZ

Nowa danina miałaby zasilić Fundusz Zdrowia Publicznego. Nie chodzi wcale o Narodowy Fundusz Zdrowia. Rządzący chcą powołać zupełnie nową instytucję, która miałaby finansować wydatki związane ze zdrowiem polskich obywateli. Jakie dokładnie i czym miałaby się różnić od NFZ? Tego nie wiemy. Istotne jest jednak co innego.

Przekierowanie daniny poza budżet państwa i budżety samorządów pozwala rządzącym na uniknięcie nazwania jej „podatkiem". Wszystko przez niespełnienie tego jednego kryterium wskazanego w definicji z ordynacji podatkowej, które nie obchodzi absolutnie nikogo poza politykami oraz urzędnikami. Zabieg ten ma jednak na celu udawanie, że wcale nie wprowadza się nowego podatku.

Już dawno przekroczyliśmy ten punkt na krzywej Laffera, za którym wpływy z opodatkowania używek zaczynają spadać

„Rzeczpospolita" sugeruje, że przy obecnych wartościach sprzedaży alkoholu i wyrobów tytoniowych, które szacuje na łącznie ok. 90 mld zł, opłata od sprzedaży papierosów i alkoholi przyniosłaby ok. 225 mln zł. W skali całego państwa i potrzeb opieki zdrowotnej to tak naprawdę śmiesznie niska kwota. Dla porównania: budżet NFZ na 2026 r. zaplanowano na ok. 217,4 mld zł, z czego składki zdrowotne powinny przynieść ok. 184,3 mld zł. Na dodatek istnieją całe grupy zwolnione z płacenia składki zdrowotnej, za które nikt tych pieniędzy nie odprowadza.

Równocześnie nie da się ukryć, że pozyskanie dodatkowych środków na opiekę zdrowotną za pomocą nowej opłaty przyniesie pewne korzyści. Możemy albo zwiększyć w ten sposób wydatki na zdrowie i zmniejszyć lukę finansową w NFZ, albo zaoszczędzić na czymś pieniądze w budżecie państwa i nieco zmniejszyć dziurę budżetową.

Weto prezydenta zablokowało wyższą akcyzę na alkohol

Warto w tym momencie wspomnieć, że rząd już próbował pozyskać dodatkowe środki ze sprzedaży używek. Pod koniec zeszłego roku prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy o podatku akcyzowym, czyli podwyżkę akcyzy na używki, która miała objąć przede wszystkim alkohol. Być może rządzący liczą, że „opłata na zdrowie" rozwieje opór głowy państwa?

Szara strefa w przypadku papierosów już teraz jest ogromna

Należy także przestrzec przed spodziewanymi skutkami forsowania zwiększenia cen używek. Kilka dni temu Edyta Wara-Wąsowska opisywała na Bezprawniku opłakane rezultaty podwyższenia akcyzy na wyroby tytoniowe. Okazało się – ku zaskoczeniu chyba tylko Ministerstwa Finansów – że szara strefa tytoniowa rośnie skokowo. Według szacunków „Rzeczpospolitej" wyroby tytoniowe sprzedawane z pominięciem należnych państwu danin obejmują już 9,7 proc. rynku.

Nie spodziewałbym się po opłacie od sprzedaży papierosów i alkoholu niczego poza mydleniem Polakom oczu tym, jak to rząd troszczy się o ich zdrowie. W najlepszym wypadku państwo pozyska do nowego funduszu miliony złotych, które bardzo szybko utoną w morzu potrzeb opieki zdrowotnej. W najgorszym pojawi się kolejny impuls do rozwoju szarej strefy. Tymczasem rzymski cesarz Tyberiusz ostrzegał: „Dobry pasterz powinien strzyc owce, a nie obdzierać ze skóry".

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover