- Bezprawnik -
- Zakupy -
- Gratisy z Rossmanna dziś "wypada" mieć. Tak przynajmniej twierdzi spora część społeczeństwa
Gratisy z Rossmanna dziś "wypada" mieć. Tak przynajmniej twierdzi spora część społeczeństwa
Rossmann uruchomił akcję „Zdmuchnij pianę” i ponownie udowodnił, że nic nie działa na klientów tak mocno jak darmowy produkt. Nawet jeżeli mówimy o gadżecie wartym kilka albo kilkanaście złotych.
„Zdmuchnij pianę” w Rossmannie — jak zdobyć nagrodę
Zasady akcji są proste. Użytkownik aplikacji Rossmann PL loguje się do Klubu Rossmann, akceptuje regulamin, a następnie w aplikacji „zdmuchuje pianę”, pod którą codziennie kryje się nowa niespodzianka. Rossmann sam wskazuje, że w puli są kupony, upominki oraz kody do partnerów, a każdego dnia uczestnik może odkryć inną nagrodę.
W praktyce największe emocje budzą jednak nie kody rabatowe, tylko fizyczne gratisy. Jakiś czas temu za wykonanie zadania można było odebrać darmowy dyfuzor zapachowy. Kolejne kupony dotyczyły m.in. błyszczyka do ust, ręcznika-turbanu na włosy, gąbek do makijażu czy masażera do skóry głowy.
Miło dostać coś za darmo. Problem w tym, że część klientów potraktowała te upominki tak, jakby Rossmann rozdawał nie gąbki i błyszczyki, tylko co najmniej złoto inwestycyjne (tak, w sieci pojawiły się już prześmiewcze „kupony”, stworzone za pomocą sztucznej inteligencji, na których jako nagroda widnieje lodówka turystyczna, szczerozłota bransoletka czy też roczny zapas paliwa).
Walka o gratisy z Rossmanna. Regulamin kontra pomysłowość klientów
W mediach społecznościowych widać, że akcja wzbudza ogromne emocje. Jedni chwalą się zdobyczami, inni pytają, w której drogerii jeszcze coś zostało, kolejni proszą o kupony, bo nie zdążyli danego dnia wykonać zadania. Pojawiają się też osoby, które zakładają dodatkowe aplikacje albo korzystają z kont domowników, żeby odebrać po kilka czy kilkanaście produktów.
Oficjalnie regulamin akcji przewiduje jednak, że jeden uczestnik może odebrać nie więcej niż jedną niespodziankę dziennie. Regulamin wskazuje też, że uczestnik nie może scedować prawa do upominku na inną osobę. Ponadto od pewnego czasu, aby faktycznie dostać gratis, w sklepie trzeba zrobić zakupy — jest to odpowiedź sieci na rosnące zainteresowanie akcją, jednak w obliczu braku limitu kwotowego wystarczy kupić najtańszą maseczkę i już upominek zostaje wydany.
Gratisy z Rossmanna na Vinted i pretensje klientów
Ograniczenia wprowadzone przez sieć nie przeszkadzają części osób w obchodzeniu zasad. Gratisy trafiają później do znajomych, do kosmetyczek „na zapas”, a czasem nawet na Vinted, gdzie są sprzedawane za symboliczne kilka złotych — warto tylko pamiętać, że przy odsprzedaży w grę może wchodzić podatek od Vinted. I wtedy zaczyna się drugi etap internetowej awantury. Bo osoby, które poszły do sklepu zgodnie z regulaminem, ale zastały pustą półkę, mają pretensje do tych, którzy odebrali więcej niż jeden produkt, w dodatku chcą sprzedać coś, co otrzymali za darmo (chociaż w świetle prawa jest to działanie w pełni legalne).
Dlaczego darmowy produkt z drogerii staje się kultowy
Gratisy, wyprzedaże czy akcje popularnych sieci handlowych od zawsze wzbudzały emocje. Akcja „Zdmuchnij pianę” jest jednak o tyle ciekawa, że pozornie tanie produkty potrafią w ten sposób urosnąć do rangi kultowych i pożądanych towarów, które wypada mieć. Gąbki do makijażu, błyszczyk, ręcznik-turban czy dyfuzor zapachowy to nie są rzeczy, dla których normalnie większość klientów zmieniałaby plan dnia i objeżdżała kilka drogerii.
Ale wystarczy, że produkt jest darmowy, limitowany i dostępny tylko przez krótki czas, a jego wartość w oczach klientów rośnie. Nie chodzi już o realną cenę. Chodzi o poczucie, że „coś się należy”, że inni już odebrali, że zaraz zabraknie, że szkoda nie skorzystać, a w końcu — skoro wszyscy o tym mówią i chcą to mieć, to „ja również nie odpuszczę”.
Limitowana dostępność, czyli FOMO w praktyce
Regulamin dodatkowo wzmacnia ten efekt. Nagrody są dostępne tylko w określonym terminie, nieodebrane przepadają, a upominki można odebrać tylko do wyczerpania zapasów. Rossmann zastrzega też, że regulamin nie jest gwarancją stałej dostępności produktów we wszystkich drogeriach — i faktycznie, turbany na włosy zniknęły w mgnieniu oka, olejki do ust również zostały szybko rozdane, a więc ważność kuponu w żaden sposób nie gwarantuje, że z akcji uda się skorzystać. To idealne warunki do wywołania zakupowego napięcia i podręcznikowy przykład FOMO w marketingu. Klient nie tylko chce dostać gratis. Klient boi się, że go nie dostanie i coś ważnego go ominie.
Swoją drogą, zastanawiam się, dlaczego Rossmann, idąc na fali sukcesu, nie wprowadza tych „gratisowych” towarów do późniejszej dystrybucji. Patrząc na liczbę osób, które poszukują obecnie gratisu sprzed kilku tygodni — dyfuzora zapachowego, bo „tak genialnego zapachu w domu jeszcze nie miały” — towary mogłyby stać się kultowe również w regularnej sprzedaży (chociaż istnieje ryzyko, że magia gratisów szybko zniknie, gdy trzeba będzie za nie zapłacić).
Marketingowy majstersztyk Rossmanna, czyli aplikacja zamiast reklamy
Z perspektywy marketingowej ta akcja jest bardzo skuteczna. Klienci codziennie wchodzą do aplikacji, wykonują zadanie, sprawdzają kupon, a później idą do drogerii. Nawet jeżeli przychodzą tylko po darmowy gadżet, bardzo często po drodze kupują jeszcze coś innego, coś, co być może kupiliby w innym sklepie — wielobranżowym dyskoncie czy drogerii, która znajduje się po drodze do pracy lub najbliżej domu. Nie bez powodu programy lojalnościowe stały się dla sieci handlowych podstawowym narzędziem walki o klienta.
Darmowy zasięg w mediach społecznościowych
Rossmann nie musi już nawet szczególnie reklamować samej akcji. Robią to za niego klienci: w grupach, na TikToku, na Facebooku, w relacjach i komentarzach. Jedni pokazują upominki, inni narzekają, że nic nie zostało, jeszcze inni oburzają się na osoby, które odbierają gratisy z kilku kont. Efekt jest ten sam: o Rossmannie znowu się mówi, a klienci sami napędzają marketing. Jeżeli wydaje się, że sieć jest hojna, rozdając gratisy, to trzeba spojrzeć na drugą stronę medalu. Za tyle wzmianek w mediach Rossmann zapłaciłby znacznie więcej, wykupując materiały sponsorowane czy współpracując z influencerami.
I właśnie dlatego to działa. Produkty mają niewielką wartość, ale emocje wokół nich są ogromne. Gratis przestaje być dodatkiem do zakupów, a staje się powodem wizyty w sklepie. Dla klienta to często tylko błyszczyk albo gąbka. Dla Rossmanna — codzienny ruch w aplikacji, większa lojalność i darmowy zasięg w mediach społecznościowych. Trudno więc nie zauważyć, że „Zdmuchnij pianę” to nie tylko zabawa. To bardzo sprawnie zaprojektowany mechanizm, który pokazuje, że czasem najskuteczniejszą promocją nie jest duży rabat. Czasem wystarczy drobny upominek, krótki termin i świadomość, że za chwilę może już nic nie zostać.
zobacz więcej:










