1. Bezprawnik -
  2. Nieruchomości -
  3. Dopłacasz ponad 100 zł rocznie za śmieci sąsiada i nawet o tym nie wiesz. Samorządy chcą z tym skończyć

Dopłacasz ponad 100 zł rocznie za śmieci sąsiada i nawet o tym nie wiesz. Samorządy chcą z tym skończyć

Związek Miast Polskich zaapelował do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o pilne zmiany w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach — samorządowcy chcą powiązać opłatę śmieciową z numerem PESEL. Powodem jest wynik badań Instytutu Ochrony Środowiska — Państwowego Instytutu Badawczego, z których wynika, że blisko 7 mln osób w Polsce w ogóle nie uczestniczy w finansowaniu systemu odpadowego, mimo że produkuje śmieci na równi z resztą mieszkańców. Ich koszt pokrywają ci, którzy deklaracje złożyli uczciwie.

Skąd bierze się dziura w systemie? Problem zaczyna się przy drzwiach klatki schodowej

Opłata za odpady naliczana jest od liczby osób zamieszkujących nieruchomość — i w tym tkwi problem, bo gmina praktycznie nie ma jak sprawdzić, ile tych osób faktycznie mieszka pod danym adresem. Właściciel deklaruje dwie osoby (podczas gdy mieszka na przykład pięć), a urząd dysponuje wyłącznie tym, co zostało wpisane do formularza.

Tymczasem deklaracja śmieciowa powinna trafić do gminy w ciągu 14 dni od zamieszkania w nieruchomości, a za zaniedbanie tego obowiązku grożą dotkliwe konsekwencje finansowe. W zabudowie wielolokalowej sytuacja jest jeszcze trudniejsza; deklarację składa zarząd wspólnoty lub spółdzielni dla całego budynku, więc nikt nie widzi, co dzieje się w poszczególnych lokalach.

Dwadzieścia procent mieszkańców poza deklaracjami

Jak podaje portalsamorzadowy.pl, skala zjawiska jest zaskakująca nawet dla osób śledzących temat od dawna. Samorządowcy powołują się na doświadczenia gmin, w których około 20 proc. mieszkańców nie figuruje w żadnej deklaracji. Powstaje zjawisko, które Związek nazywa "byciem pasażerem na gapę" — ktoś generuje odpady, a tym samym koszty odbioru, ale nie dokłada się do rachunku. Warto dodać, że system i tak jest napięty: podwyżki opłat komunalnych w ostatnich latach objęły kolejne miasta, a stawki w niektórych gminach przekroczyły 45 zł miesięcznie od osoby.

Czego dokładnie chcą samorządy? Trzy narzędzia zamiast jednego

Postulaty sprowadzają się do rozszerzenia uprawnień kontrolnych. Po pierwsze, gminy chciałyby weryfikować deklaracje śmieciowe przy pomocy danych, którymi już dysponują — tak jak robią to przy wnioskach o bon energetyczny czy dodatek węglowy. Po drugie, pojawia się propozycja powiązania obowiązku opłaty z numerem PESEL, co miałoby ukrócić zaniżanie liczby zgłaszanych mieszkańców. Po trzecie, gminy chcą móc żądać w budynkach wielolokalowych informacji o liczbie osób w każdym mieszkaniu z osobna, a nie tylko zbiorczo dla całej nieruchomości.

Nowe obowiązki dla wspólnot i spółdzielni

Ostatni postulat oznaczałby nowe obowiązki dla wspólnot i spółdzielni — to one musiałyby te dane zbierać i przechowywać. Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy podatek od nieruchomości czy inne rozliczenia przechodzą na barki zarządcy budynku. Związek sam to przyznaje i domaga się, by zmiany objęły również przepisy regulujące pozycję zarządców.

Ponad 100 zł rocznie za śmieci sąsiada

Deficyt w gminnym systemie odpadowym nie znika — jest łatany z budżetu gminy albo pokrywany przez rosnące stawki za wywóz śmieci. Jeśli w mieście liczącym 100 tys. mieszkańców jedna piąta nie figuruje w deklaracjach, to koszt odbioru odpadów dla 20 tys. osób rozkłada się na pozostałe 80 tys. Przy stawce 35 zł miesięcznie od osoby oznacza to około 8,75 zł miesięcznie dopłaty na każdego uczciwie płacącego — czyli ponad 100 zł rocznie za śmieci sąsiada. Związek Miast Polskich zaznacza przy tym, że dokładanie do systemu z innych źródeł obniża nadwyżkę operacyjną gminy, a więc pieniądze, które mogłyby pójść na inwestycje.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover