1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Miało chodzić o przemyt, a skończyć się może na masowej analizie tras wszystkich kierowców

Miało chodzić o przemyt, a skończyć się może na masowej analizie tras wszystkich kierowców

Kamery rozpoznające numery rejestracyjne miały pomagać państwu w walce z przemytem i oszustwami podatkowymi. Z czasem ich możliwości zaczęły jednak wykraczać poza pierwotne zastosowanie. Rzecznik Praw Obywatelskich zainteresował się tym, czy informacje z systemu automatycznego rozpoznawania numerów rejestracyjnych są wykorzystywane przez KAS. Sprawa pokazuje znacznie szerszy problem – jak daleko może sięgać cyfrowa kontrola obywatela.

Piotr Janus09.09.2026 13:50
Państwo

Kamera stojąca przy drodze kojarzy się przede wszystkim z bezpieczeństwem. Ma rozpoznać pojazd, zarejestrować jego przejazd i pomóc służbom w określonych działaniach. Mało kto zastanawia się jednak nad tym, co dzieje się później z informacją o samochodzie. A możliwości są coraz większe.

Automatyczne rozpoznawanie tablic: od przemytu do kolejnych zastosowań

Automatyczne systemy rozpoznawania tablic rejestracyjnych rozwijano przede wszystkim po to, aby zwiększyć możliwości państwa w walce z przestępczością. Szczególne znaczenie miały kontrola transportu i przeciwdziałanie przemytowi paliw, papierosów, alkoholu czy innych towarów, a także wykrywanie oszustw związanych z podatkami i akcyzą. Trudno kwestionować takie cele. Państwo musi mieć narzędzia pozwalające kontrolować przepływ towarów i ścigać grupy zajmujące się przemytem.

Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy infrastruktura stworzona do jednego zadania zaczyna być wykorzystywana przy realizacji kolejnych. Pytanie, czy nie nadmiernie. Numer rejestracyjny przestaje być wówczas tylko numerem. Można go powiązać z miejscem i godziną przyjazdu, a następnie wykorzystać jako element szerszej analizy.

ViaTOLL jako precedens: jak system zmienia przeznaczenie

Nie jest to zresztą zupełnie nowa sytuacja. Przykładem może być system viaTOLL, który powstał przede wszystkim jako elektroniczny system poboru opłat drogowych od ciężkich pojazdów. Z czasem informacje związane z przejazdami okazały się przydatne także w innych działaniach państwa. Pojawiały się m.in. w postępowaniach podatkowych, gdzie mogły służyć do weryfikowania określonych okoliczności dotyczących działalności przedsiębiorców.

Podobne obawy o inwigilację budziło zresztą rozszerzanie elektronicznego poboru opłat na kolejne odcinki, w tym płatne drogi ekspresowe. Przykład ten to obraz szerszego zjawiska. System zostaje zaprojektowany w konkretnym celu, ale jego możliwości okazują się na tyle duże, że zaczynają interesować inne instytucje. Nie musi to oznaczać nadużycia. Przeciwnie, dla fiskusa może być to bardzo skuteczny sposób sprawdzania, czy informacje przedstawiane przez przedsiębiorcę odpowiadają rzeczywistości. Pytanie brzmi jednak – gdzie jest granica wykorzystywania tych informacji?

Samochód służbowy jako świadek działalności firmy

Dla skarbówki informacje o przemieszczaniu się pojazdu mogą być bardzo wartościowe. W przypadku przedsiębiorcy pozwalają potencjalnie zweryfikować, czy odbywały się deklarowane przewozy, czy określone dostawy mogły mieć miejsce albo czy przedstawiana przez firmę wersja wydarzeń znajduje potwierdzenie poza jej własną dokumentacją. A także czy samochód teoretycznie służbowy jest wykorzystywany tylko do zadań związanych z pracą.

Nie od dziś zresztą sam monitoring GPS w samochodzie służbowym budzi pytania o granice kontroli. Urzędnik nie musi już wyłącznie analizować faktur, umów i deklaracji. Może konfrontować je z tym, co rzeczywiście działo się w terenie. Z punktu widzenia państwa to ogromna zaleta. Z punktu widzenia obywatela pojawia się jednak pytanie o granice.

Czy samochód poruszający się po drodze może stać się nie tylko środkiem transportu, ale również źródłem informacji wykorzystywanym przy ocenie sytuacji podatkowej jego właściciela?

Kontrola, która może objąć każdego kierowcę

W przypadku dużej firmy transportowej można znaleźć uzasadnienie dla sprawdzania jej przejazdów. Znacznie bardziej kontrowersyjna staje się sytuacja, gdy podobny mechanizm może dotyczyć zwykłego kierowcy. Przejeżdżając obok kamery, nie jest przecież podejrzany o żadne przestępstwo. Kierowca nie musi nawet wiedzieć, jakie możliwości daje system, który właśnie odczytał jego tablicę. Jeżeli informacje o przejazdach można następnie zestawiać z innymi rejestrami, powstaje możliwość uzyskania znacznie szerszego obrazu aktywności określonej osoby.

Ten sam mechanizm budził już wcześniej sprzeciw przy innej okazji – prewencyjne kontrolowanie kont bankowych osób, których nikt o nic nie podejrzewa, jest właśnie inwigilacją na zapas. I tu pojawia się najważniejsze pytanie całej sprawy: czy państwo powinno mieć możliwość analizowania informacji dotyczących wszystkich obywateli po to, aby znaleźć wśród nich osoby wymagające kontroli?

Fiskus ma coraz więcej narzędzi cyfrowych

KAS już dziś korzysta z wielu elektronicznych narzędzi. Już teraz skarbówka sprawdza konta bankowe Polaków, analizuje faktury, transakcje czy dane znajdujące się w publicznych rejestrach. Technologia pozwala więc nie tylko sprawdzać dokumenty przedstawione przez podatnika, ale również szukać rozbieżności pomiędzy różnymi źródłami informacji.

Dodanie do tego informacji o przemieszczaniu się pojazdów może jeszcze bardziej zwiększyć możliwości kontrolne administracji. I właśnie dlatego sprawa ma znaczenie wykraczające poza samą motoryzację. Im więcej elementów można ze sobą zestawić, tym dokładniejszy obraz obywatela może powstać bez jego aktywnego udziału.

RPO i art. 51 Konstytucji: gdzie leży granica

Wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich do Ministerstwa Finansów dotyczy właśnie tego obszaru. RPO chce wyjaśnić, czy KAS korzysta z informacji z Automatycznego Systemu Rozpoznawania Numerów Rejestracyjnych, w jakim zakresie jest to robione i na jakiej podstawie prawnej. Szczególnie istotne zdaniem RPO jest to, czy skarbówka pozyskuje dane w sposób zindywidualizowany (dla konkretnego, już toczącego się postępowania), czy też ma stały, zgeneralizowany dostęp do systemu i analizuje masowo trasy wszystkich kierowców.

Rzecznik zwraca przy tym uwagę na art. 51 Konstytucji RP:

Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

Zasada ta nabiera szczególnego znaczenia w czasach, kiedy możliwości techniczne państwa rosną bardzo szybko. Nie wszystko, co administracja jest w stanie sprawdzić, powinno automatycznie zostać uznane za informację, z której może korzystać. Potrzebny jest konkretny cel, podstawa prawna i proporcjonalność.

Granica, która może się przesuwać

Największe ryzyko nie polega wcale na tym, że państwo stworzyło jeden system monitorowania ruchu. Znacznie ważniejszy jest mechanizm stopniowego rozszerzania jego zastosowania. Najpierw walka z przemytem. Później kontrola transportu. Następnie sprawdzanie działalności przedsiębiorców. Kolejne zastosowanie może pojawić się wtedy, gdy ktoś uzna, że skoro system już istnieje, warto wykorzystać go również w innym celu.

Każde kolejne rozszerzenie – jak choćby nowe uprawnienia Krajowej Administracji Skarbowej w dostępie do danych – pokazuje, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. I właśnie w tym miejscu potrzebne są jasne reguły. Technologia sama z siebie nie wyznacza granicy. Musi ją wyznaczyć prawo. W przeciwnym razie każda kolejna baza informacji będzie mogła zostać uznana za potencjalnie przydatną dla kolejnej instytucji.

Skuteczna kontrola tak, państwo wszechwiedzące nie

Nie ma nic złego w wykorzystywaniu nowoczesnych technologii do walki z przemytem, wyłudzeniami VAT czy szarą strefą. Państwo powinno skutecznie chronić budżet przed oszustami, ale to nie może być argumentem do ciągłego poszerzania sposobów inwigilowania obywateli. Państwo powinno pytać nie tylko, czy może coś sprawdzić, lecz także, czy musi to robić i czy skala ingerencji jest rzeczywiście konieczna.

Kamera może pomóc wykryć przemytnika. Może również pomóc ustalić, czy przedsiębiorca rzeczywiście wykonywał deklarowane przewozy. Im dalej jednak od pierwotnego celu systemu, tym większa powinna być ostrożność, ponieważ granica pomiędzy skuteczną kontrolą a ciągłą inwigilacją jest bardzo cienka.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover