- Bezprawnik -
- Państwo -
- Bogaci cudzoziemcy płacą za strzelanie do polskich zwierząt. Nikt tego nie kontroluje
Bogaci cudzoziemcy płacą za strzelanie do polskich zwierząt. Nikt tego nie kontroluje
Mam swoje zastrzeżenia co do sposobu funkcjonowania łowiectwa w Polsce, jednak nie jestem jego zagorzałym przeciwnikiem. Jest jednak jeden jego aspekt, który chętnie uważam za całkowicie nie do obrony. Mam na myśli polowania dewizowe.
To nie jest kolejna awantura o sam fakt istnienia myślistwa
Spory pomiędzy myśliwymi i ich przeciwnikami z zadziwiającą regularnością rozgrzewają do czerwoności dyskusje w mediach społecznościowych. Niekiedy nawet łowiectwo staje się przedmiotem zainteresowania szerszej opinii publicznej w naszym kraju.
Najczęściej chodzi o sprawy ze styku polowań, polityki i prawodawstwa. Zazwyczaj chodzi o wszelkiego rodzaju inicjatywy ustawodawcze, które miałyby nałożyć na myśliwych jakieś nowe obowiązki albo ograniczenia. Kończą się one szumem medialnym i storpedowaniem propozycji przez większość parlamentarną, wśród której podobno znajduje się wielu posłów parających się myślistwem.
Zazwyczaj nie czepiam się łowiectwa jako takiego, ale polowania dewizowe to bardzo szczególny przypadek
Sam nie jestem żadnym zadeklarowanym wrogiem łowiectwa, ani tym bardziej fanatycznym weganinem. Jeżeli ktoś więc spodziewa się potępienia myśliwych i postulatu delegalizacji polowań, to z pewnością się rozczaruje.
Zdarza mi się przy tym krytykować zjawiska blisko związane z myślistwem. Zazwyczaj jest to wytykanie irracjonalności zwalczania ASF poprzez odstrzał sanitarny dzików, w ramach którego wybito już 3/4 ich krajowej populacji. Nie byłbym sobą, gdybym nie wskazał na zbyt bliskie związki myśliwych z politykami.
Bawią mnie także często podnoszone argumenty o myśliwych jako dostawców mięsa dla społeczeństwa. Bardzo chciałbym zobaczyć tę dziczyznę na sklepowych półkach w rozsądnej cenie i niehomeopatycznych ilościach.
Wspominam o tym wszystkim dlatego, by czytający te słowa myśliwi i ich sojusznicy nie zjeżyli się od razu. Wcale nie chcę ich zwalczać. Tym niemniej jest jeden aspekt łowiectwa, którego istnienia po prostu nie mogę przecierpieć.
Myśliwi z zagranicy nie są nam w Polsce do niczego potrzebni
Polowania dewizowe to komercyjne łowy organizowane dla myśliwych z zagranicy. Innymi słowy: bogaty cudzoziemiec wykłada pieniądze, żeby ustrzelić sobie jakieś polskie zwierzę, lub zwierzęta.
W ich przypadku możemy od razu wyrzucić do kosza wszelkie argumenty o pożytecznym charakterze działalności myśliwych. Nie chodzi o żadną kontrolę populacji, zrównoważony rozwój czy przeciwdziałanie chorobom zakaźnym. Cudzoziemcy szukają podniety i trofeów, w zamian wykładają pieniądze.
Już sam fakt braku jakiegokolwiek społecznie użytecznego celu mógłby wystarczyć za uzasadnienie zakazu polowań dewizowych. Mamy w kraju około 133 000 myśliwych. Po co nam do tego „goście" z zagranicy?
Problemów z polowaniami dewizowymi jest jednak zauważalnie więcej. Wynikają one przede wszystkim ze specjalnych przywilejów, jakim cieszą się cudzoziemscy myśliwi.
Koronowane głowy i inni bogacze niech polują u siebie
Sama organizacja takich polowań może się odbywać na dwa sposoby, które wskazuje art. 43 ust. 1 prawa łowieckiego. W grę wchodzi zgoda Ministra Środowiska wydawana na wniosek Polskiego Związku Łowieckiego. Wydawać się może, że to tryb specjalnie na okazje w rodzaju hiszpańskiego króla chcącego odstrzelić polskiego żubra.
Prostszą alternatywą, która nie wymaga angażowania żadnego polskiego resortu, jest wykupienie usługi u przedsiębiorcy, który świadczy usługi turystyczne w postaci polowań na terenie naszego kraju.
Komercyjne polowania dla cudzoziemców pozostają poza jakąkolwiek kontrolą
Art. 43 nie stawia myśliwym z zagranicy żadnych wymogów. Jedynym wymaganiem jest obecność przy polowaniu dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego będącego członkiem Polskiego Związku Łowieckiego. Siłą rzeczy konieczne będzie też pozwolenie na legalne wwiezienie broni do Polski i korzystanie z niej.
Na uwagę zasługuje także stanowisko Najwyższej Izby Kontroli sprzed dziesięciu lat. Wynika z niego, że nadzór nad komercyjnymi polowaniami jest praktycznie nieistniejący. Żaden państwowy organ nie pilnuje firm, które je organizują. Od tego czasu nic się nie zmieniło.
Nie potrzeba nam cudzoziemców bez umiejętności, którzy uprawnienia znaleźli w paczce czipsów
Serwis Prawo.pl zwracał niedawno uwagę, że europejscy myśliwi nierzadko nie dorastają do pięt polskim kolegom pod względem wiedzy i umiejętności. Dzieje się tak dlatego, że nie muszą w swoich krajach sprostać tak rygorystycznemu systemowi szkolenia i egzaminowania, jaki w Polsce poprzedza pozwolenie na broń myśliwską.
Rezultaty są łatwe do przewidzenia. Dwa lata temu mieliśmy głośny przypadek myśliwych z Włoch, którzy zabijali sobie w najlepsze chronione gatunki ptaków. Nie był on ani pierwszy, ani ostatni.
Owszem, trzeba przy tym przyznać, że i krajowym łowczym zdarza się „pomylić" na przykład łabędzia z gęsią, a tłumaczenie się pomyleniem z dzikiem już dawno stało się ogólnonarodowym memem. Bywa jednak, że taka pomyłka kończy się wyrokiem za nieumyślne spowodowanie śmierci.
Polska nie jest biednym kraikiem, który zniża się do ściągania cudzoziemców, żeby polowali w nim za pieniądze
Nie zmienia to faktu, że Polska nie jest już rządzona przez komunistyczny reżim z ledwie zipiącą gospodarką, która desperacko potrzebuje zagranicznej waluty. Właśnie to zapotrzebowanie PRL-u na dolary, franki, marki i funty stanowi prawdziwe źródło tej „tradycji".
Co otrzymujemy w zamian? Prawdę mówiąc, pytanie powinno brzmieć: „gdzie trafiają pieniądze z polowań dewizowych?". Dzielą się nimi koła łowieckie oraz firmy organizujące polowania dewizowe.
Teoretycznie te pierwsze przeznaczają środki pozyskane z komercyjnych polowań dla cudzoziemców na wypłatę odszkodowań dla rolników. Zaryzykowałbym jednak stwierdzenie, że poradziłyby sobie z tym zadaniem w inny sposób. Może jednak warto byłoby się skupić na komercyjnej sprzedaży dziczyzny? Już dziś możliwy jest przecież zakup dziczyzny w kole łowieckim — i to w cenach kilkukrotnie niższych niż sklepowe.










