1. Bezprawnik -
  2. Energetyka -
  3. Polska pustynnieje. Problemy z suszą mogą bezpośrednio dotknąć mieszkańców największych miast

Polska pustynnieje. Problemy z suszą mogą bezpośrednio dotknąć mieszkańców największych miast

Kolejne lata przypominają, jak poważnym problemem jest niedobór wody w Polsce. W 2026 r. sytuacja hydrologiczna w wielu regionach jest szczególnie trudna, gdyż wysychają nie tylko rzeki, ale także całe jeziora i zalewy. W przyszłości może to oznaczać spore problemy dla mieszkańców naszego kraju.

Susza w Polsce trwa od lat. Problemem jest długotrwały deficyt wody

O długotrwałej suszy meteorologicznej słyszymy od wielu lat. Pierwszy raz zetknąłem się z tym zagadnieniem – o ile dobrze pamiętam – w okolicach 2010 roku, ale zjawisko to jest jeszcze starsze. W 2025 roku naukowcy z Politechniki Wrocławskiej informowali o suszy trwającej „od ponad 20 lat”, a więc od co najmniej 2004 r. Od dwóch dekad nie tylko Polska (a przynajmniej jej część), ale i spore rejony Europy znajdują się w suszy między I a II fazą.

Fazy suszy według IMGW

IMGW klasyfikuje suszę naturalną na następujące etapy:

  • I faza – susza meteorologiczna (atmosferyczna),
  • II faza – susza glebowa (rolnicza),
  • III faza – susza hydrologiczna,
  • IV faza – niżówka hydrogeologiczna.

Obecna susza meteorologiczna oznacza niedobór opadów, a jej występowanie i intensywność mogą się różnić w zależności od regionu i okresu.

Susza uderza w rolnictwo. Skutki odczuwamy również przy zakupach

Od lat meteorolodzy i hydrolodzy mówią o jednym: coraz mniejszych sumach opadów oraz krótszych i mniej śnieżnych zimach. Niegdyś śnieg w wysokich górach gromadził się wcześniej i później topniał, zasilając rzeki na początku wiosny w większym stopniu, niż ma to miejsce obecnie.

Także rolnicy od lat borykają się ze skutkami długotrwałej suszy. Plony bywają mniejsze, czasami niepewne, co wpływa bezpośrednio na ceny żywności. Coraz częściej zdarza się, że zbawienny deszcz zamienia się w wielką wichurę, niszczycielski opad gradu, a czasami przynosi nawet tak ekstremalne zjawiska pogodowe jak trąby powietrzne.

Susza zagraża elektrowniom wodnym i bezpieczeństwu energetycznemu kraju

Od lat widzimy niedobory nie tylko w wodach powierzchniowych, ale i podziemnych, choć gołym okiem widać niedostatki właśnie tych pierwszych. Wysychają nie tylko niewielkie cieki wodne – nawet Wisła na niektórych odcinkach odsłania latem sporą powierzchnię swojego koryta.

W 2026 roku głośno zrobiło się o wysychających jeziorach i sztucznych zalewach w Polsce. Jednym z nich jest Jezioro Żywieckie (sztuczny zalew), które 23 października było – według Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie – wypełnione w zaledwie 51 proc. Ma ono nie tylko duże znaczenie rekreacyjne, ale i energetyczne.

W jego północnej części znajduje się oddana do użytku w 1966 r. Elektrownia Wodna Tresna o zainstalowanej mocy 21 MW, która wykorzystuje naturalny przepływ wód płynących Sołą z Jeziora Żywieckiego. Jak informuje PGE Energia Odnawialna, „jej praca reguluje możliwości energetyczne Elektrowni Żar” (elektrownia szczytowo-pompowa o mocy ok. 500 MW).

Działanie Elektrowni Wodnej Tresna zależy od przepływu i poziomu wód w Jeziorze Żywieckim. Jak na ironię, to właśnie zbudowanie zapory z tą elektrownią przepływową na rzece Sole spowodowało spiętrzenie jej wód i powstanie tego sztucznego zalewu.

Nie należy zapominać, że elektrownie konwencjonalne również są uzależnione od wody, która chłodzi je w obiegu otwartym. Niedobór wód może być więc niebezpieczny z energetycznego punktu widzenia.

Susza hydrologiczna może oznaczać nie tylko problemy z działaniem elektrowni wodnych, które mogą przez to produkować znacznie mniej energii elektrycznej. Chodzi też o wodę pitną.

Jezioro Dobczyckie a woda pitna dla Krakowa

Jezioro Żywieckie nie jest jedynym zbiornikiem borykającym się z niskim poziomem wody. Niestety podobnie fatalna sytuacja dotyczy wielu innych akwenów, np. Jeziora Dobczyckiego. Jak informuje PortalSamorządowy.pl, zapewnia ono aż 65 proc. wody pitnej dla Krakowa.

Niski poziom Jeziora Dobczyckiego nie oznacza jednak, że w byłej stolicy Polski woda w kranie staje się luksusem. Wodociągi korzystają także z innych ujęć, a miejskie przedsiębiorstwo zapewnia, że system jest w stanie zaspokoić aktualne potrzeby mieszkańców. Sytuacja pokazuje jednak, jak ważne jest zabezpieczenie źródeł wody na wypadek długotrwałego deficytu opadów. Niedobory wody odczuwają już latem mieszkańcy wielu gmin, które ograniczają korzystanie z wodociągów – za złamanie takiego zakazu grozi mandat za podlewanie ogródka.

Mała retencja w Polsce wciąż jest zaniedbywana

Takich wysychających naturalnych jezior i sztucznych zbiorników jest w Polsce całkiem sporo. Mimo że naukowcy od dwóch dekad mówią głośno o konieczności poprawy warunków hydrologicznych w kraju – np. rozwoju tzw. małej retencji – politycy wszystkich opcji zdają się głusi na ich apele. Rząd zapowiadał wprawdzie program „Mirek”, czyli dopłaty do zatrzymywania deszczówki na prywatnych posesjach, ale to tylko niewielki element potrzebnych zmian.

Sytuacji nie poprawia też betonoza w polskich miastach, przez którą woda opadowa, zamiast wsiąkać w grunt, szybko trafia do kanalizacji. Ogólny poziom retencji w skali całego kraju jest bardzo niski, a wiele niegdyś podmokłych terenów zostało dawno osuszonych i zabetonowanych osiedlami czy nowymi dzielnicami miast.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover