- Bezprawnik -
- Zakupy -
- Na Vinted zamiast butów przyszedł ich wydruk. Wszystko było napisane w ostatnim zdaniu opisu
Na Vinted zamiast butów przyszedł ich wydruk. Wszystko było napisane w ostatnim zdaniu opisu
Na zdjęciu piękna kurtka, markowa torebka, modne okulary albo praktycznie nowe buty – użytkownik Vinted właśnie znalazł produkt swoich marzeń. Cena jest wyjątkowo atrakcyjna, więc kupujący nie zastanawia się długo. Paczka rzeczywiście zostaje wysłana. Problem pojawia się dopiero po jej otwarciu, gdy zamiast butów w środku znajduje się… zdjęcie butów.
Zdjęcie na sprzedaż – informacja o nim była na końcu opisu
Mechanizm jest prosty. Ogłoszenie wygląda tak, jak setki innych ofert na Vinted. Zdjęcie przedstawia konkretny produkt, tytuł sugeruje kurtkę, torebkę czy buty, cena wygląda jak wyjątkowa okazja. Kupujący klika więc „kup teraz”, opłaca zamówienie i czeka na przesyłkę. Paczka zostaje wysłana szybko (kupującego nie dziwi nawet, że w informacjach o przesyłce widnieje wersja „mini”, pewnie nawet nie zauważa tej gabarytowej rozbieżności). W momencie, gdy w aplikacji pojawia się powiadomienie o możliwości odbioru przesyłki, przychodzi zakupowa ekstaza związana z „interesem życia” i spełnieniem zakupowego marzenia.
Zdziwienie pojawia się dopiero przy rozpakowaniu paczki. W środku zamiast produktu znajduje się wydrukowane zdjęcie dokładnie tej rzeczy, która była widoczna w ogłoszeniu. Kupujący wraca więc do oferty, rozwija cały opis i dopiero wtedy zauważa, że na samym końcu znajdowała się informacja: przedmiotem sprzedaży nie są buty, tylko ich zdjęcie.
Takie przypadki coraz częściej są opisywane w mediach społecznościowych. I pokazują przede wszystkim, jak mało uwagi poświęcamy pełnej treści ogłoszenia, gdy cena wygląda na wyjątkowo korzystną. To prawdziwa szansa dla „naciągaczy”, którzy balansują na granicy przyzwoitości i bogacą się, bazując na ludzkim roztargnieniu.
Czy sprzedaż zdjęcia zamiast produktu jest legalna
Takie rozwiązanie wydaje się w pełni legalne – sprzedający może i jest moralnym oszustem, ale czy takie działanie wypełnia znamiona jakiegokolwiek czynu zabronionego? Teoretycznie nie. Nie można jednak przyjąć, że sprzedający jest całkowicie bezpieczny tylko dlatego, że gdzieś na końcu kilkunastozdaniowego opisu zamieścił informację o sprzedaży zdjęcia. I tutaj teoria może nieco rozejść się z praktyką. Na szczęście praktyka będzie bliższa moralności i poczuciu społecznej sprawiedliwości, ponieważ prawna definicja oszustwa jest naprawdę szeroka i stara się być o krok przed ludzką kreatywnością.
Regulamin Vinted a ogłoszenia wprowadzające w błąd
Taka konstrukcja ogłoszenia może być problematyczna również na gruncie samych zasad Vinted. Platforma wymaga, aby sprzedający wskazał właściwą kategorię przedmiotu i jego rzeczywisty stan oraz szczegółowo go opisał. Vinted zastrzega też możliwość ukrycia ogłoszenia, gdy jego cena, stan albo inne informacje są niejasne lub celowo wprowadzają w błąd, a także gdy przedmiot został przypisany do niewłaściwej kategorii.
Jeżeli więc zdjęcie butów zostanie wystawione w kategorii obuwia, opatrzone marką producenta butów i przedstawione w sposób sugerujący sprzedaż samego obuwia, trudno uznać, że regulamin Vinted nie ma z tym żadnego problemu tylko dlatego, że ostatnie zdanie opisu wyjaśnia prawdziwy przedmiot transakcji. Vinted wskazuje również, że przedmiot, który nie odpowiada opisowi albo zdjęciom w ogłoszeniu, może zostać uznany za „znacznie różniący się od opisu”. Ta sama zasada działa, gdy do kupującego trafia niezgodna z opisem używana odzież z Vinted. Z drugiej strony, jeśli w opisie rzeczywiście jednoznacznie napisano, że chodzi o fotografię, spór z platformą może być mniej oczywisty.
Czy sprzedaż zdjęcia zamiast butów jest oszustwem
Art. 286 § 1 k.k. penalizuje doprowadzenie innej osoby, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, do niekorzystnego rozporządzenia mieniem m.in. przez wprowadzenie jej w błąd albo wyzyskanie błędu. W polskim prawie kradzież a oszustwo to dwa różne czyny, a różnice między nimi bywają zaskakujące. Kluczowe byłyby więc okoliczności konkretnego ogłoszenia. Jeżeli sprzedający rzeczywiście oferuje zdjęcie, prawidłowo je kategoryzuje, nazywa i jasno opisuje, a kupujący po prostu nie przeczytał informacji, sytuacja wygląda inaczej niż wtedy, gdy całe ogłoszenie zostało skonstruowane tak, aby klient sądził, że kupuje markowe buty za 100 zł, a informację o fotografii celowo ukryto na końcu długiego opisu.
Znaczenie może mieć więc nie tylko jedno zdanie, lecz cały sposób prezentacji oferty: tytuł, kategoria, marka, zdjęcia, cena i umiejscowienie informacji o rzeczywistym przedmiocie sprzedaży. Również przepisy cywilne chronią osobę działającą pod wpływem błędu. Art. 84 k.c. pozwala w określonych przypadkach uchylić się od skutków oświadczenia woli złożonego pod wpływem istotnego błędu, natomiast art. 86 k.c. przewiduje dalej idącą ochronę, gdy błąd został wywołany podstępnie.
Nie oznacza to oczywiście, że kupujący może całkowicie zrezygnować z czytania ofert. Ale napisanie prawdy drobnym drukiem na końcu nie daje automatycznie prawa do skonstruowania całej reszty ogłoszenia tak, aby prowadziła do przeciwnego wniosku. Nie ma jednak gwarancji, że takie działanie faktycznie zostanie zakwalifikowane jako oszustwo.
Na Vinted nie zawsze jesteśmy konsumentami
Jest jeszcze jedna rzecz, o której kupujący często zapominają. Zakup za pośrednictwem Vinted nie musi być zakupem konsumenckim. Jeżeli kurtkę sprzedaje zwykła osoba fizyczna, która nie działa jako przedsiębiorca, po drugiej stronie również znajduje się osoba fizyczna. Nie mamy wówczas klasycznego stosunku przedsiębiorca–konsument. Nie przysługuje więc automatycznie cały pakiet ochrony znany ze sklepów internetowych, w szczególności ustawowe prawo do odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni bez podawania przyczyny.
UOKiK wskazuje wprost, że platforma powinna informować, czy sprzedający jest przedsiębiorcą, a jeżeli jest osobą fizyczną – również o tym, że przepisy chroniące konsumentów nie znajdują zastosowania do takiej umowy. W praktyce oznacza to również, że UOKiK nie będzie rozstrzygał indywidualnego sporu pomiędzy dwiema osobami prywatnymi tak, jak mógłby interweniować wobec przedsiębiorcy stosującego niedozwolone praktyki.
Pozostają jednak przepisy Kodeksu cywilnego (z nich wynika m.in. reklamacja u osoby prywatnej), ewentualnie Kodeksu karnego oraz mechanizmy Ochrony Kupujących przewidziane przez samą platformę. Te jednak okazują się zawodne, zwłaszcza gdy problematyczny zakup zostanie dokonany w wyniku naszego niedbalstwa.
Eksperyment na Vinted: towar za 1000 zł wystawiony za 100 zł sprzedał się natychmiast
Niedawno trafiłam w mediach społecznościowych na opis eksperymentu przeprowadzonego przez jednego z użytkowników Vinted. Wystawił przedmiot wart około 1000 zł za 100 zł. Ogłoszenie wyglądało atrakcyjnie, ale na końcu opisu wyraźnie dopisał, że przedmiotem sprzedaży jest zdjęcie produktu, a nie sam produkt.
Zainteresowanie było ogromne. Oferta sprzedała się praktycznie od razu. Jak później opisywał autor eksperymentu, transakcję anulował, więc nikt nie stracił pieniędzy.
Na tym jednak nie skończył. Wystawił podobne ogłoszenie ponownie, tym razem za około 800 zł. Znów na końcu napisał, że sprzedaje zdjęcie. Mimo to kilku użytkowników zaczęło negocjować cenę, proponując 500 albo 600 zł. Targowanie się na OLX czy Vinted to codzienność, ale tutaj ludzie zupełnie poważnie negocjowali cenę… fotografii.
To chyba najlepiej pokazuje, jak działają zakupy na platformach sprzedażowych. Widzimy rzecz, którą chcemy mieć, dostrzegamy atrakcyjną cenę i boimy się, że ktoś kupi ją przed nami. Opis schodzi na dalszy plan. A właśnie ten pośpiech może kosztować najwięcej.
Zbyt piękne, żeby było prawdziwe – takich okazji nie ma
Nie oznacza to, że każdy użytkownik sprzedający zdjęcie produktu zamiast samego produktu działa zgodnie z prawem. Jeżeli ogłoszenie zostało celowo skonstruowane tak, aby wywołać błędne przekonanie co do przedmiotu sprzedaży, sam dopisek na jego końcu nie musi rozwiązywać problemu.
Z drugiej strony kupujący również powinien zachować podstawową staranność. Szczególnie wtedy, gdy oferta wygląda zbyt dobrze, żeby była prawdziwa. Jeżeli markowa torebka kosztuje jedną dziesiątą normalnej ceny albo niemal nowe buty wystawiono za ułamek ich wartości, warto poświęcić minutę i przeczytać opis od pierwszego do ostatniego zdania.
Bo czasem największym problemem z internetową okazją nie jest to, że ktoś wysłał zupełnie inny przedmiot. Problem polega na tym, że wysłał dokładnie to, co napisał na samym końcu ogłoszenia.
zobacz więcej:










