- Bezprawnik -
- Energetyka -
- Ogrzewasz dom pelletem? Ten sezon może kosztować cię nawet o 3300 zł więcej
Ogrzewasz dom pelletem? Ten sezon może kosztować cię nawet o 3300 zł więcej
Do sezonu grzewczego zostało właściwie już tylko kilka tygodni, a pellet drożeje od wiosny. Rządowy serwis cieplo.gov.pl podawał w czerwcu 1733 zł za tonę w Wielkopolsce, a na początku września 2400 zł w łódzkiem. Przy zużyciu czterech–pięciu ton na sezon oznacza to konieczność zapłaty od 2700 do nawet 3300 zł więcej niż rok temu.
90 tys. nowych kotłów na pellet to aż 400 tys. ton dodatkowego popytu
Rynek pelletu urósł na rządowych dopłatach. W „Czystym Powietrzu", czyli programie finansującym wymianę starych źródeł ciepła, kotły na pellet i drewno odpowiadały w 2025 r. za około 77 proc. wszystkich wniosków. Po podwyżkach cen prądu i wyhamowaniu sprzedaży pomp ciepła oraz kotłów gazowych — do czego dołożył się także problem z dofinansowaniem na pompy ciepła — udział samego pelletu w dotacjach sięgał w ostatnich latach blisko 80 proc. Takim kotłem ogrzewa się dziś w Polsce około 450 tys. gospodarstw domowych, czyli o ponad 90 tys. więcej niż w 2023 r. Dodatkowo po sierpniowym zawieszeniu 31 modeli kotły na pellet wracają do programu Czyste Powietrze, co oznacza kolejne wnioski o dotacje.
Popyt urósł o jedną piątą w dwa lata
Ten przyrost wyjaśnia większość dzisiejszego problemu z ceną. Przy zużyciu czterech–pięciu ton na sezon 90 tys. dodatkowych kotłów oznacza od 360 do 450 tys. ton nowego zapotrzebowania rocznie, przy krajowym zużyciu szacowanym na około 2 mln ton. Popyt urósł więc w dwa lata mniej więcej o jedną piątą, a branża zakłada, że w każdym kolejnym roku dojdzie następne 300–500 tys. ton. Żadna produkcja nie rośnie w takim tempie na zawołanie. Polska, jeszcze niedawno eksporter pelletu, jest już jego importerem netto. Efektem jest gwałtowny wzrost cen pelletu, który powtarza się przy każdym kolejnym sezonie.
Lasy tną tyle samo, tylko pellet nie powstaje z kłód
Jak podaje money.pl, Ministerstwo Klimatu i Środowiska broni się danymi o pozyskaniu drewna przez Lasy Państwowe: ponad 39 mln m sześc. w 2023 r., ponad 40 mln rok później i znów ponad 39 mln w 2025 r. Resort uważa zatem, że dostępu do surowca nikt nie ograniczył. Problem polega jednak na tym, że pellet klasy A1 powstaje głównie z trocin i tartacznych odpadów, czyli z produktu ubocznego przerobu, a nie z drewna wyjeżdżającego z lasu. Trocin jest tyle, ile drewna przetrą tartaki i przerobią zakłady meblowe oraz płytowe; w gorszej koniunkturze ubywa ich nawet wtedy, gdy pozyskanie stoi w miejscu. Podobny mechanizm napędzał wcześniej wzrost ceny drewna opałowego.
Spór dwóch ministerstw o ten sam surowiec
Z kolei Ministerstwo Energii tłumaczy, że pellet drzewny dla gospodarstw domowych stanowi odrębny segment rynku, bo energetyka i ciepłownictwo sięgają głównie po pellet techniczny, zrębki i produkty uboczne przemysłu drzewnego. Ministerstwo Klimatu i Środowiska w tej samej sprawie wskazuje na konkurencję o trociny, zrębki i wióry jako główne dzisiejsze wyzwanie. Chodzi o ten sam surowiec, tylko przetworzony w innym miejscu.
UOKiK nie znalazł zmowy i to gorsza wiadomość, niż gdyby znalazł
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdził rynek po serii podwyżek i nie stwierdził ani porozumień producentów, ani nadużywania pozycji dominującej. Uznał, że problem ma charakter systemowy i wynika z niedostosowania krajowej podaży do realnego popytu. Nielegalne praktyki dałoby się przerwać decyzją urzędu, braku surowca żadna decyzja nie usunie.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wskazał, że narzędzia pozostają po stronie rządu. Resort energii może ograniczyć zużycie tego paliwa w energetyce i ciepłownictwie, resort środowiska nadzoruje Lasy Państwowe i wpływa na krajową podaż drewna.
EUDR może jeszcze ograniczyć podaż trocin
Urząd zastrzegł jednocześnie, że te same problemy z dużym prawdopodobieństwem wrócą w nadchodzącym sezonie grzewczym. Kolejne etapy unijnego rozporządzenia o produktach niepowodujących wylesiania, znanego jako EUDR, wchodzą w życie pod koniec 2026 r. i w połowie 2027 r.; według urzędu mogą dodatkowo ograniczyć podaż trocin.
Ulga podatkowa nie dołoży do rynku ani jednej tony
Polska Rada Pelletu postuluje dwie rzeczy: ulgę podatkową na pellet kupowany na potrzeby ogrzewania oraz dopuszczenie paliwa pochodzenia rolniczego. Ten drugi postulat powiększa pulę dostępnego surowca. Ulga obniża rachunek konkretnego gospodarstwa, ale nie zmienia tego, ile paliwa jest na rynku; przy sztywnej podaży część takiego wsparcia podniesie po prostu cenę. Dopłaty do kotłów zadziałały dokładnie w ten sposób.
Państwo przez kilka lat dopłacało do kotłów na paliwo, którego krajowa produkcja opiera się na odpadach z tartaków, i nie zajęło się drugą stroną tego równania. Rachunek płacą teraz wszystkie 450 tys. gospodarstw, także te, które kupiły kocioł bez złotówki dotacji.
zobacz więcej:










