1. Bezprawnik -
  2. Edukacja -
  3. Kiedyś byli docentami, dziś roi się od nich na każdej uczelni

Kiedyś byli docentami, dziś roi się od nich na każdej uczelni

Od lat mówi się, że w Polsce panuje nadmiar magistrów, a może i inżynierów. Coraz częściej można jednak odnieść wrażenie, że inflacja tytułów i stopni dotyczy nie tylko absolwentów studiów. Nawet słowo "profesor" nieco straciło swój dawny prestiż. Wszystko przez to, że dziś prawie każdy doktor z habilitacją może zostać nie tylko profesorem, ale i "profesorem".

Pełno nie tylko magistrów, ale i profesorów wszelkiej maści

Pamiętam, gdy sam zaczynałem studia niemal 20 lat temu. Była to największa uczelnia wyższa w regionie, ale w skali kraju nie jest ona bardzo znacząca. Tym bardziej zdziwiło mnie to, że w jej kadrze aż roiło się od profesorów. Liczba profesorskich tytułów nie zawsze idzie zresztą w parze z jakością kształcenia, bo o niskim poziomie polskiej nauki mówi się od lat.

Dopiero po paru dniach dowiedziałem się, na moim wydziale wykłada tylko jeden czy dwóch "prawdziwych" profesorów, a reszta z nich to tzw. profesorzy uczelni (wówczas profesorzy nadzwyczajni). W praktyce byli to wykładowcy ze stopniem doktora z habilitacją, ale ze względu m.in. za zasługi dla danej uczelni, otrzymali swoją "wewnętrzną profesurę".

Nie oznacza to jednak, że mają tytuł profesora. "Prof. UJ", "prof. UW" czy "prof. AGH" wskazuje na stanowisko zajmowane na konkretnej uczelni, a nie na tytuł profesora nadawany przez Prezydenta RP. To dość mylące nazewnictwo, ale nie zawsze tak było.

Dawno temu istniało stanowisko docenta

Takie nagromadzenie wykładowców z profesorskimi tytułami nawet na mniejszych uczelniach nie wzięło się znikąd. Jeszcze w latach 80. XX wieku na uczelniach funkcjonowało stanowisko docenta, które zajmowało bardzo wysokie miejsce w hierarchii placówki.

Stanowiska akademickie na przestrzeni lat zmieniały swoje nazwy i zasady obsadzania. W uproszczeniu można powiedzieć, że rolę zajmowaną dziś przez wielu profesorów uczelni pełnili dawniej m.in. profesorowie nadzwyczajni, a jeszcze wcześniej docenci.

Stanowiska na uczelni: od asystenta do profesora

Dziś wyróżniamy następujące stanowiska na uczelniach:

  • asystent (najczęściej osoba ze stopniem magistra lub świeżo po doktoracie),
  • adiunkt (najczęściej osoba ze stopniem doktora lub dr habilitowany),
  • profesor uczelni (jeszcze przed 2018 profesor nadzwyczajny, a do końca lat 80. docent; najczęściej dr habilitowany),
  • profesor.

Jak odróżnić jednego od drugiego? To bardzo proste:

  • dr hab. Jan Kowalski, prof. UJ - osoba ze stopniem doktora habilitowanego zatrudniona na stanowisku profesora uczelni,
  • prof. dr hab. Jan Kowalski - osoba posiadająca tytuł profesora.

Samo rozróżnienie na doktora habilitowanego a profesora uczelni bywa źródłem sporego zamieszania — również w mediach, gdzie jednych i drugich określa się po prostu "profesorami".

Profesor uczelni wybierany jest przez jej władze. Zwykle jest to starszy wykładowca o dużym dorobku naukowym, który może pracować w danej placówce od dłuższego czasu. Nierzadko są to wręcz nauczyciele akademiccy na emeryturze, którym uczelnia wciąż powierza zajęcia. Podobnie było z wcześniejszymi docentami, z tą różnicą, że wniosek uczelni musiały zaakceptować jeszcze władze państwowe.

Docent nie był więc stopniem czy tytułem naukowym, lecz stanowiskiem na uczelni. Gdyby zachować dawną nomenklaturę, mielibyśmy dziś zapewne mnóstwo docentów, a termin "profesor" byłby zarezerwowany wyłącznie dla osób posiadających tytuł profesora, a więc dla najwybitniejszych jednostek.

Doktorat się broni, tytuł profesora nadaje prezydent RP

Tytuł profesora to najwyższy szczebel polskiej kariery naukowej. Nadaje go Prezydent RP osobom posiadającym wybitne osiągnięcia naukowe. Wręczenie najwyższego tytułu naukowego ma odświętny charakter i co do zasady odbywa się przy blasku fotoreporterów.

Do tego szczytu prowadzi jednak długa droga. Sam stopień doktora zdobywa się latami — od wszczęcia przewodu doktorskiego po publiczną obronę pracy.

Właśnie dlatego doktorat stał się dziś cenną wizytówką, którą coraz chętniej eksponują nawet politycy po doktoracie.

O ile doktorat czy habilitację trzeba obronić, o tyle profesora otrzymuje się dożywotnio za cały dorobek naukowy.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover