- Bezprawnik -
- Transport -
- Ryanair co prawda przyznaje, że pasażer został ranny, ale zaprzecza, że częściowo wypadł przez okno
Ryanair co prawda przyznaje, że pasażer został ranny, ale zaprzecza, że częściowo wypadł przez okno
Pasażer i świadkowie mówią o częściowym wyciągnięciu człowieka przez rozbite okno samolotu. CEO Ryanaira, Michael O’Leary, przedstawia inną wersję, ale przyznaje, że poszkodowanemu należy się rekompensata. Dla podróżnych najważniejsze jest jednak coś innego – odpowiedzialność za obrażenia w trakcie lotu nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś znajdzie się już poza kadłubem samolotu.
Jedno zdarzenie, sprzeczne relacje
10 lipca podczas lotu z Grecji do Niemiec rozbiło się okno obok Ljubišy Karovicia. Według jego żony i świadków spadek ciśnienia wyciągnął przez otwór głowę i ramiona mężczyzny. Pomagali mu inni pasażerowie. 10 września Michael O’Leary zakwestionował tę relację – przyznał, że podróżny został gwałtownie pociągnięty w stronę okna i doznał obrażeń, ale zaprzeczył, by jakakolwiek część ciała znalazła się na zewnątrz. Uznał prawo do rekompensaty, jednocześnie podważając perspektywę wielomilionowej wypłaty.
Łopatka wentylatora i wstępny raport NTSB
Techniczne tło jest już częściowo znane. Według opisanego przez AP wstępnego raportu NTSB oderwała się łopatka wentylatora prawego silnika Boeinga 737-800. Fragmenty uszkodziły kadłub i rozbiły okno. Przyczyna oderwania łopatki pozostawała przedmiotem dochodzenia. Samolot wrócił bezpiecznie do Grecji.
Nie ma powodu, żeby rozstrzygać sprzeczne relacje na podstawie tego, kto mówi pewniejszym głosem. Prezes przewoźnika jest w końcu przedstawicielem jednej ze stron – jego słowa mają dokładnie taką rangę, jak zapisy, które znajdziemy w dokumencie takim jak regulamin Ryanair: to stanowisko firmy, a nie neutralna ocena. Relacje pasażerów również wymagają oceny dowodowej, a konferencja prasowa nie zastąpi nam przecież takiej oceny.
Za obrażenia nie płaci się według tabelki za opóźnienie
Odszkodowania lotnicze kojarzymy przede wszystkim z kwotami 250, 400 lub 600 euro. To ryczałty związane z określonymi przypadkami odmowy przyjęcia na pokład – jak przy overbookingu w samolocie – odwołania albo dużego opóźnienia lotu. Ich wysokość zależy m.in. od odległości, a prawo do wypłaty od spełnienia odpowiednich warunków. Nawet odszkodowanie za opóźniony lot nie jest bynajmniej cennikiem urazów pasażera. Nie ma żadnej stówki za złamaną rękę, czy dwóch stówek za złamaną nogę.
Konwencja montrealska: liczy się wypadek na pokładzie, nie miejsce zdarzenia
Przy obrażeniach podczas międzynarodowego przewozu zasadnicze znaczenie ma konwencja montrealska – ten sam akt, który porządkuje prawa pasażera w Europie a w USA m.in. przy bagażu. Jej art. 17 wiąże odpowiedzialność przewoźnika ze śmiercią lub uszkodzeniem ciała spowodowanymi wypadkiem na pokładzie albo podczas wsiadania lub wysiadania. Nie wymaga, żeby poszkodowany znalazł się poza samolotem.
Dlatego nawet przyjęcie wersji przedstawianej przez O’Leary’ego nie zamyka sprawy. Może zmienić ocenę przebiegu zdarzenia, ale samo w sobie nie usuwa obrażeń ani ich konsekwencji.
O wysokości roszczenia nie decyduje najbardziej dramatyczny nagłówek
Nie działa to również w drugą stronę. Udowodnienie, że część ciała wystawała przez okno, nie oznacza automatycznego prawa do dowolnej kwoty. Konwencja przewiduje naprawienie szkody, a jej art. 29 wyklucza odszkodowania o charakterze karnym. Rekompensata nie jest finansową karą za to, że historia przewoźnika źle wygląda w mediach.
Co pasażer powinien udokumentować
Z perspektywy pasażera praktyczny wniosek jest prosty – trzeba zachować dokumentację medyczną, rachunki za leczenie, potwierdzenia utraconych dochodów, rezerwację i kartę pokładową. Przydatne mogą być także dane świadków oraz oryginalne zdjęcia i nagrania. Dokumentować należy również dalsze następstwa zdarzenia, zamiast ograniczać się do pierwszej wizyty w szpitalu. Dobra dokumentacja to fundament, na którym opiera się każde odszkodowanie od linii lotniczej.
Przewoźnik ma prawo kwestionować relację pasażera i wysokość żądania. Pasażer ma prawo wykazywać, co przeżył i jakie poniósł konsekwencje. Tyle że zdanie prezesa „nie będzie milionów” ma w tym sporze dokładnie taką rangę, na jaką zasługuje – jest zwykłym stanowiskiem, które firma rzuciła sobie, ot tak. Jak zwykle – istotną rolę grają po prostu kwestie wizerunkowe. Ludzie dają się łatwo przestraszyć, a takie nagłówki mogą jakiś ułamek odstraszyć od Ryanaira.










