- Bezprawnik -
- Zakupy -
- Zamówiłem pizzę z rabatem 10 zł. Przy odbiorze okazało się, że „promocja” to po prostu cena ze strony
Zamówiłem pizzę z rabatem 10 zł. Przy odbiorze okazało się, że „promocja” to po prostu cena ze strony
Brak pomysłu i czasu na obiad? Dzwonimy po pizzę – to scenariusz, który zapewne zrealizowaliśmy nieraz, zwłaszcza wtedy, gdy pizzerie kuszą ciekawymi promocjami. Szkopuł w tym, że czasami te „okazje” okazują się niczym innym, jak naciąganiem klientów za pomocą szeregu niejasnych zasad.
Promocja pizzerii z Facebooka, czyli „przyspieszony Black Friday”
To było dosłownie kilka dni temu. Spóźniony przyjazd do domu, brak czasu na przygotowywanie dania, więc decyzja była jasna – dzwonimy po pizzę. W międzyczasie na Facebooku mignęła mi rolka jednej z lokalnych pizzerii, która informowała o promocji z okazji „przyspieszonego Black Friday”. Jak wynikało z przedstawionych tam zasad, do końca roku cena każdej małej pizzy jest obniżona o 7 złotych, z kolei dużej – o 10.
Niby niewiele, ale warto pamiętać, że ceny pizzy w ostatnich miesiącach absolutnie zwariowały. 50-centymetrowy placek z kilkoma składnikami za 70–80 złotych? Ten widok już nikogo nie dziwi, dlatego każda oszczędność na zamówieniu jest mile widziana – tym bardziej że z doświadczenia wiedziałem, iż pizza akurat w tym lokalu nie należy do najgorszych, a wręcz potrafi być smaczna.
Cena na stronie internetowej i niespodzianka przy odbiorze w lokalu
Szybki rzut oka na stronę internetową, wybór odpowiedniego placka i telefon do pizzerii – to był moment. W trakcie rozmowy upewniłem się, czy promocja obowiązuje, a po 15 minutach zjawiłem się w lokalu. I tam oto na terminalu ukazuje się kwota dokładnie taka sama, jak na stronie internetowej. Jak się okazało, cena na witrynie jest już po obniżce, natomiast w lokalu obowiązuje standardowa, wyższa cena. Cóż – przyjąłem to tłumaczenie do wiadomości, myśląc, że może przeoczyłem jakąś informację w menu dostępnym w sieci.
Brak informacji o promocji i różnicy cen na stronie pizzerii
Po powrocie postanowiłem ponownie przyjrzeć się stronie – niestety, nie ma tam żadnej informacji nie tylko na temat tej promocji, ale także tego, że ceny w lokalu i na stronie internetowej mogą się różnić. Choć chodzi o niewielką kwotę, postanowiłem zareagować, wrzucając komentarz pod wspomnianą przeze mnie rolką na Facebooku i pisząc wprost – to zwyczajne naciąganie klientów, a zasady tej promocji są niejasne.
Reakcja pizzerii na krytykę? Ban na Facebooku zamiast wyjaśnień
Efekt? Bynajmniej nie oczekiwałem posypania głowy popiołem, ale popisu bezczelności – również nie. Dowiedziałem się bowiem, że „najprościej krytykować ludzi, którzy ciężko pracują” i „osoby, które regularnie zamawiają u nas pizzę, doskonale znają cennik i wiedzą, od jakiej kwoty nakładany jest rabat”. Musicie przyznać, że to dość osobliwa strategia obrony kwestii, która raczej do obrony nie jest.
Niestety, dyskusja na ten temat nie potrwała długo. Choć wytknąłem m.in. brak informacji o najniższej cenie z ostatnich 30 dni (co jest wymogiem wynikającym z przepisów wdrażających unijną dyrektywę Omnibus) oraz brak jakiejkolwiek informacji o promocji na stronie internetowej, zostałem nagrodzony jedynie soczystym banem na Facebooku. Przy okazji dowiedziałem się, że na pewno działam na zlecenie konkurencji.
Najniższa cena z 30 dni – co mówi dyrektywa Omnibus?
Warto w tym miejscu uporządkować, jakie obowiązki wynikają z przepisów. Dyrektywa Omnibus i wdrażające ją polskie przepisy nakładają na sprzedawców obowiązek poinformowania konsumenta o najniższej cenie danego towaru lub usługi z okresu 30 dni przed wprowadzeniem obniżki, a informacja ta musi znaleźć się przy cenie obniżonej. Co istotne, zasada ta dotyczy nie tylko e-commerce, ale także handlu tradycyjnego i sieci franczyzowych – nie jest więc przepisem „tylko dla dużych sklepów internetowych”.
Przepisy mają przeciwdziałać fałszywym promocjom, w których sprzedawca najpierw po cichu podnosił cenę, by następnie „obniżyć” ją do poziomu zbliżonego do pierwotnego – szczególnie często zdarzało się to właśnie przy okazji Black Friday. Sprawa nie jest jednak tak prosta, jak może się wydawać, i warto zachować ostrożność w ocenie konkretnej sytuacji. Przepisy przewidują bowiem wyjątki – nie obejmują m.in. spersonalizowanych promocji, programów lojalnościowych czy ofert typu „kup dwa produkty, trzeci gratis”.
Cena uwidoczniona w miejscu sprzedaży jest wiążąca
Niezależnie od Omnibusa istnieje jeszcze jedna, bardzo praktyczna zasada. Zgodnie z ustawą o informowaniu o cenach towarów i usług cena uwidoczniona w miejscu sprzedaży jest ceną wiążącą – a to sprzedawca odpowiada za to, by cena prezentowana klientowi zgadzała się z tą pobieraną przy kasie. Cena musi być przy tym uwidoczniona w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości i umożliwiający porównanie z innymi, a wprowadzanie konsumenta w błąd co do ceny lub istnienia szczególnej korzyści cenowej może zostać uznane za nieuczciwą praktykę rynkową – nawet jeśli przekazywane informacje są formalnie prawdziwe, ale mogą wprowadzać w błąd.
Co zrobić, gdy podejrzewamy fałszywą promocję w lokalu?
Jeśli mamy wątpliwości, czy promocja jest rzetelna, nie musimy poprzestawać na komentarzu pod postem. Najlepiej zachować dowody – zrzuty ekranu rolki i strony internetowej, paragon lub potwierdzenie płatności.
Inspekcja Handlowa, UOKiK i rzecznik konsumentów
Następnie można zgłosić sprawę do Inspekcji Handlowej, która kontroluje m.in. prawidłowość informowania o cenach. UOKiK wielokrotnie podkreślał, że za nieprawidłowe podawanie cen, w tym najniższej ceny z 30 dni, firmy muszą liczyć się z postępowaniami i karami finansowymi. W indywidualnych, drobnych sporach z przedsiębiorcą pomoc można też uzyskać u powiatowego lub miejskiego rzecznika konsumentów, który działa bezpłatnie. Warto przy tym pamiętać, że w przypadku kilku złotych różnicy takie działanie jest kwestią zasad, a nie oszczędności – ale właśnie od zgłoszeń klientów zależy, czy nieuczciwe praktyki w ogóle trafią na radar kontrolerów.
Nie zmienia to jednak faktu, że w taki sposób zaufania do małych, lokalnych biznesów raczej nie zbudujemy. Bycie mikroprzedsiębiorcą, który na każdym kroku narzeka na swój los, nie zwalnia ze stosowania ogólnie przyjętych zasad i norm prawnych.










