1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Z drogi śledzie, radny jedzie! Kuriozalne 20 zł mandatu za rozbicie zabytkowego wozu strażackiego

Z drogi śledzie, radny jedzie! Kuriozalne 20 zł mandatu za rozbicie zabytkowego wozu strażackiego

Choć cała historia może na pierwszy rzut oka wydawać się dość komiczna, nie ma powodów do śmiechu. Na początku wakacji w Cieszynie doszło do niebezpiecznego zdarzenia, w którym kierowca zabytkowego wozu strażackiego stracił panowanie nad pojazdem i wjechał na prywatną posesję. Kierowca — miejscowy radny i prezes OSP — został za całe wydarzenie ukarany mandatem w wysokości… 20 złotych. Co ciekawe, wydmuchał 0,17 promila.

Marcin Szermański11.08.2026 12:18
Moto

Zabytkowy wóz strażacki stoczył się kilkaset metrów i wjechał na posesję

Wydarzenie miało miejsce dokładnie 28 czerwca, choć do dziś jest o nim stosunkowo cicho. Jednym z nielicznych mediów, które podjęły ten temat, jest portal BRD24.pl.

Według jego ustaleń 28 czerwca 2026 r. w Cieszynie zabytkowy wóz Ochotniczej Straży Pożarnej stoczył się, przejeżdżając w sumie kilkaset metrów. Po drodze przejechał przez przejazd kolejowy (przy okazji taranując tamtejsze oznakowanie) i ostatecznie wyleciał z jezdni, zatrzymując się w ogrodzie domu jednorodzinnego. W tym momencie nie był to oczywiście pojazd uprzywilejowany, lecz zwykły uczestnik ruchu przestawiany na terenie jednostki.

Oświadczenie prezesa OSP i byłego radnego

Jak czytamy dalej, za kierownicą samochodu ciężarowego siedział radny (w zasadzie już były radny, gdyż jego mandat wygasł 16 lipca), a zarazem prezes jednostki OSP, Paweł Czycharowski. Przyznał się do tego zdarzenia, wydając oświadczenie:

Szanowni Mieszkańcy, w związku ze zdarzeniem z moim udziałem, do którego doszło w ostatnią niedzielę podczas przestawiania zabytkowego samochodu strażackiego, czuję się zobowiązany zabrać głos.

To ja kierowałem pojazdem. Do zdarzenia doszło podczas przestawiania zabytkowego samochodu strażackiego na terenie OSP. W trakcie wykonywania tego manewru pojazd zaczął się staczać. Z mojej perspektywy było to związane z niesprawnością układu hamulcowego, jednak wszystkie okoliczności zdarzenia są obecnie wyjaśniane w prowadzonym postępowaniu. Badanie przeprowadzone przez Policję wykazało wynik, który stał się przedmiotem prowadzonego postępowania. W pełni szanuję obowiązujące przepisy oraz działania Policji i nie będę odnosić się do szczegółów sprawy do czasu jej zakończenia. Najważniejsze jest dla mnie to, że w tym zdarzeniu nikt nie odniósł obrażeń. Nie zmienia to jednak faktu, że sama sytuacja nie powinna była mieć miejsca. Mam świadomość, że wzbudziła ona uzasadnione emocje i mogła zachwiać zaufaniem, którym obdarzyli mnie mieszkańcy oraz osoby współpracujące ze mną w działalności społecznej i strażackiej.

Od wielu lat angażuję się w pracę na rzecz lokalnej społeczności — zarówno jako radny Rady Miejskiej Cieszyna, jak i prezes Ochotniczej Straży Pożarnej Mnisztwo. Właśnie dlatego czuję szczególną odpowiedzialność. Osoby pełniące funkcje publiczne i społeczne powinny dawać przykład przestrzegania prawa oraz rozwagi. Mam świadomość, że w tej sytuacji nie sprostałem tym oczekiwaniom. Nie zamierzam szukać usprawiedliwień ani umniejszać znaczenia tego zdarzenia. Uszanuję wynik prowadzonego postępowania i podporządkuję się jego rozstrzygnięciom.

Przepraszam wszystkich mieszkańców, druhny i druhów OSP oraz osoby, które poczuły się tą sytuacją zawiedzione lub zaniepokojone. Zaufanie buduje się latami, a stracić je można bardzo szybko. Dołożę wszelkich starań, aby swoją dalszą postawą i pracą na rzecz lokalnej społeczności to zaufanie odbudować. Dziękuję wszystkim za rzeczową ocenę sytuacji i uszanowanie toczącego się postępowania.

Kwestia stanu technicznego pojazdu jest tu o tyle istotna, że przepisy precyzyjnie określają, jakie pojazdy nie muszą przechodzić przeglądu w standardowym trybie — a auta zabytkowe należą właśnie do tej grupy.

Całe szczęście, że nikomu nic się nie stało. Niewiele też — przynajmniej bezpośrednio po incydencie — ucierpiał sam pan Paweł Czycharowski, który za całe wydarzenie został ukarany mandatem w wysokości… 20 złotych.

Mandat 20 zł i art. 97 Kodeksu wykroczeń. Czy policja zawsze jest tak pobłażliwa?

Pikanterii dodaje fakt, że pierwsze badanie alkomatem wykazało 0,23 promila, a kolejne — 0,17 promila alkoholu. Jego stężenie malało i na szczęście dla prezesa OSP wyniosło ostatecznie poniżej 0,20 promila, za co — zgodnie z przepisami — nic nie grozi. Dopiero powyżej tego progu mówimy formalnie o stanie po spożyciu alkoholu.

Zastanawia jednak podejrzanie niski mandat 20 zł. Jak ustalił portal BRD24.pl, cieszyńscy policjanci zakwalifikowali całe zdarzenie z art. 97 Kodeksu wykroczeń, który brzmi następująco:

Uczestnik ruchu lub inna osoba znajdująca się na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, a także właściciel lub posiadacz pojazdu, który wykracza przeciwko innym przepisom ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. — Prawo o ruchu drogowym lub przepisom wydanym na jej podstawie, podlega karze grzywny do 3000 złotych albo karze nagany.

Widełki kwotowe wynosiły więc od 20 do nawet 3000 zł, ale funkcjonariusze policji przyznali najniższy możliwy w tej sytuacji mandat. Kierowcy przysługiwała oczywiście odmowa przyjęcia mandatu i skierowanie sprawy do sądu — przy takiej kwocie trudno się jednak dziwić, że z tej możliwości nie skorzystał.

Art. 86 Kodeksu wykroczeń — czy doszło do zagrożenia bezpieczeństwa?

Cała sytuacja została zaskakująco łagodnie zakwalifikowana. BRD24.pl zastanawia się, czy bardziej właściwą interpretacją nie byłoby zastosowanie art. 86 Kodeksu wykroczeń:

§ 1. Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny.

Czy sytuacja mogła zostać uznana za potencjalnie niebezpieczną? Mowa przecież o wielotonowej strażackiej ciężarówce (mniejsza o to, że o walorach zabytkowych), która ostatecznie znalazła się na terenie prywatnej posesji, gdzie przebywała kobieta.

Co groziłoby kierowcy przy 0,23 promila?

Według policji do zagrożenia jednak nie doszło, a kierowca ostatecznie był trzeźwy, gdyż powtórzone badanie alkomatem wykazało poniżej 0,20 promila. Gdyby jednak drugi pomiar utrzymał się na pierwotnym poziomie, kierowcy groziłoby:

  • kara grzywny od 2500 do 30 000 zł,
  • zakaz prowadzenia pojazdów od 6 miesięcy do 3 lat,
  • 15 punktów karnych.

Różnica sześciu setnych promila zadecydowała więc o tym, czy sprawa skończy się mandatem za 20 zł, czy wielotysięczną grzywną — bo przepisy dokładnie precyzują, co grozi za jazdę po alkoholu.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover