1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. Unieważnienie kredytu frankowego to nie koniec. Dopiero teraz zaczyna się liczenie

Unieważnienie kredytu frankowego to nie koniec. Dopiero teraz zaczyna się liczenie

Kilka dni temu zapadł kolejny ważny wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dotyczący kredytów frankowych. Tym razem nie chodziło o to, czy nieuczciwe postanowienia mogą doprowadzić do unieważnienia umowy, lecz o pytanie, jak bank i kredytobiorca mają się ze sobą rozliczyć, gdy takie unieważnienie już nastąpiło.

Piotr Janus25.09.2026 9:49
Finanse

TSUE uznał, że prawo Unii nie sprzeciwia się rozwiązaniu, w którym sąd porównuje wzajemne świadczenia banku i klienta, a następnie zasądza jedynie powstałą różnicę, co pozwala zastosować tzw. teorię salda. Trybunał nie nakazał jednak polskim sądom jej stosowania. Postawił za to istotny warunek: sposób rozliczenia nie może w żaden sposób osłabiać ochrony konsumenta przewidzianej przez prawo UE.

O co chodzi z teorią salda i teorią dwóch kondykcji?

Rozliczenie kredytu frankowego z bankiem po unieważnieniu umowy sprowadza się do zwrotu tego, co wcześniej obie strony sobie świadczyły. Bank wypłacił klientowi kapitał, a klient przez długie lata spłacał raty. Przy tzw. teorii dwóch kondykcji, czyli — mówiąc inaczej — roszczeniach o zwrot nienależnego świadczenia, mamy do czynienia z dwoma odrębnymi roszczeniami. Kredytobiorca żąda zwrotu wpłaconych pieniędzy, a bank może domagać się zwrotu wypłaconego kapitału. Teoria salda patrzy na sprawę jako całość. Obie kwoty są ze sobą zestawiane, a sąd zasądza tylko różnicę. Jeżeli przykładowo bank wypłacił 400 tys. zł, a klient wpłacił 450 tys. zł, różnica wynosi 50 tys. zł na korzyść kredytobiorcy. Takie rozwiązanie może uprościć rozliczenia, ale jego zastosowanie nadal zależy od polskich przepisów i praktyki sądów.

TSUE nie dał bankom wolnej ręki

Należy w tym miejscu dokonać najważniejszego zastrzeżenia co do opisywanego wyroku. Trybunał nie stwierdził, że „od dziś wszystkie sprawy frankowe należy rozliczać saldem”. Orzekł jedynie, że kompensowanie wzajemnych świadczeń jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy zachowana zostaje realna ochrona konsumenta. Sankcja za stosowanie nieuczciwych warunków umownych ma nadal działać odstraszająco. Bank nie może więc znaleźć się w sytuacji, w której stosowanie abuzywnych postanowień staje się dla niego ekonomicznie obojętne. Podobną logiką kierował się najnowszy wyrok TSUE w sprawie frankowiczów, który zamknął bankom drogę do wynagrodzenia za korzystanie z kapitału.

Odsetki za opóźnienie przy rozliczeniu saldem

TSUE wskazał także, że przy takim sposobie rozliczenia konsumentowi muszą przysługiwać odsetki za opóźnienie od części jego świadczeń przekraczającej wypłacony kapitał. Nie należy więc sprowadzać teorii salda do prostego działania matematycznego. Najpierw trzeba rozstrzygnąć, jakie są wzajemne świadczenia i jakie konsekwencje dla obu stron wynikają z unieważnienia umowy. Samego momentu, od którego odsetki biegną, dotyczył zresztą odrębny ważny wyrok TSUE dla frankowiczów.

Czy frankowicz dostanie mniej po zastosowaniu teorii salda?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od konkretnej umowy i rozliczeń. Znaczenie ma wysokość wypłaconego kapitału, suma dokonanych spłat, waluta poszczególnych świadczeń oraz odsetki.

Bank odzyska kapitał, ale nie korzyści z abuzywnych zapisów

Sam fakt zastosowania teorii salda nie oznacza automatycznie, że kredytobiorca zostanie pozbawiony należnych mu pieniędzy. Z drugiej strony TSUE wyraźnie wskazuje, że unieważnienie umowy nie powinno prowadzić do bezpodstawnego wzbogacenia konsumenta. W tym tkwi sedno rozstrzygnięcia: bank ma odzyskać kapitał, ale nie może przy okazji odzyskać korzyści wynikających z nieuczciwych postanowień umowy. Nie służy temu także waloryzacja kapitału kredytu, której banki domagały się w okresie wysokiej inflacji.

Jeden wyrok, wiele następstw dla spraw frankowych

Orzeczenie może mieć praktyczne znaczenie dla tysięcy spraw, ale nie kończy frankowej sagi. Polskie sądy nadal będą musiały rozstrzygać konkretne przypadki, w tym kwestie wysokości wzajemnych świadczeń, odsetek czy spłat dokonywanych w różnych walutach. TSUE pozostawił im w tym zakresie istotną przestrzeń. Nie można więc mówić ani o zwycięstwie jednej strony, ani o końcu sporów. Wyrok porządkuje natomiast ważny element całej układanki, ponieważ wyraźnie wskazuje, że prawo UE nie wymaga, aby roszczenia banku i kredytobiorcy zawsze były rozpatrywane całkowicie oddzielnie.

Frankowa batalia wchodzi w kolejną fazę: spór o rozliczenia

Przez lata największym problemem było pytanie, czy wadliwą umowę można unieważnić. Dziś coraz częściej równie istotna staje się odpowiedź na pytanie: co dokładnie dzieje się dzień po jej unieważnieniu? I tutaj TSUE wysłał do polskich sądów dość jasny sygnał. Można upraszczać rachunek, można kompensować wzajemne roszczenia, ale nie można uprościć ochrony konsumenta.

Banki nie dostały zatem automatycznego prawa do odzyskania wszystkiego, co wypłaciły. Otrzymały natomiast potwierdzenie, że ich roszczenie o zwrot kapitału może zostać uwzględnione przy końcowym rozliczeniu. Także wtedy, gdy banki pozywają frankowiczów o zwrot wypłaconych środków. I właśnie w tym miejscu rozpoczyna się kolejna odsłona frankowej wojny. Unieważnienie kredytu przestaje być końcem batalii, a staje się początkiem wzajemnych rozliczeń. A o tym, kto i ile ma zapłacić, przez najbliższe lata mogą decydować już nie tylko franki, lecz także matematyka, odsetki i interpretacja kolejnych wyroków.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover