1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Kiedyś skuter z uprawnieniami kosztował 1000 zł, dziś minimum 6000 zł. Tak narodzili się kukiriniarze

Kiedyś skuter z uprawnieniami kosztował 1000 zł, dziś minimum 6000 zł. Tak narodzili się kukiriniarze

Skąd się wzięli kukiriniarze? Na ulicach, chodnikach, pod Żabkami i galeriami handlowymi pojawiły się hordy nastolatków w kaskach enduro. Jeżdżą, jak chcą, nie zważając na pieszych i samochody. Tyle że sami też są poniekąd ofiarami – regulacji unijnych.

Paweł Mering05.11.2026 15:08
Moto

Kukiriniarze, czyli subkultura wokół chińskich hulajnóg elektrycznych KuKirin

KuKirin to chińska marka hulajnóg elektrycznych, których (najczęściej młodociani) użytkownicy stanowią już dosłownie subkulturę, nazywaną żartobliwie „kukiriniarzami”. Ci noszą charakterystyczne kaski typu enduro (to akurat zaleta – zwłaszcza że obowiązkowy kask dla dzieci na hulajnodze był ostatnio jednym z głośniejszych tematów), ubierają się jak brytyjscy drillowcy z dzielnic co najmniej podejrzanych (dres Tech Fleece i buty Nike Shox to absolutny klasyk), słuchają specyficznego rapu. Przynajmniej według internetowych memów.

Od innych hulajnóg KuKiriny odróżniają się przede wszystkim tym, że pomimo relatywnie niskiej ceny (około 2 tys. zł za model G2) wyglądają „agresywnie”, dają się postawić „na koło”, a przede wszystkim (po przeróbkach) mogą poruszać się szybciej, niż prawo pozwala – a to prosta droga, by zarobić mandat na hulajnodze.

Jeżeli jednak odstawimy internetowe żarty i stereotypy na bok, zobaczymy po prostu młodych ludzi tworzących społeczność wokół swoich zainteresowań. Co sprowadza się do radości z posiadania własnego pojazdu i chęci dzielenia się tą pasją (oraz wymiany doświadczeń) z kolegami.

I zanim pomyślicie, że bronię młodocianych bandytów, a na jeżdżenie będzie przecież czas po ukończeniu 18. roku życia, dopowiem – ale to już było.

Lewa w górę! Motorowery jako pierwszy krok w świecie motoryzacji

Przecież nie dalej jak 15 lat temu ulice były pełne nastolatków na skuterach, motorkach (stylizowanych na crossy, ścigacze, a nawet choppery) – a ci bardziej majętni z domu poruszali się nawet mikrosamochodzikami. Takie nazwy jak Kymco, Zipp czy Keeway na pewno wywołują u niektórych z was uśmiech po latach – na samo wspomnienie pierwszego własnego pojazdu, wspólnych „tripów” ze znajomymi czy pierwszej „gleby”.

Dla wielu z nas to właśnie motorowery stanowiły pierwszy krok w świecie motoryzacji, a u niektórych dosłownie rozpaliły trwającą do dziś pasję do motocykli i jazdy na motorze. A granice między tymi światami – motocykli i motorowerów – naprawdę się zacierały. Sam, jako nastolatek, czułem prawdziwą nobilitację, gdy jadący z naprzeciwka motocyklista kiwnął mi lewą dłonią na znak tradycyjnego pozdrowienia.

Dla wielu moich kolegów motorower był również wstępem do świata mechaniki, a nawet tuningu. Jakkolwiek śmiesznie brzmi to dzisiaj, wówczas było to dla nas śmiertelnie poważne. No bo nie była to przecież zabawka, a pełnoprawny pojazd. I mieliśmy świadomość odpowiedzialności z tym związanej.

Karta motorowerowa – tania i łatwa do zdobycia

No właśnie – pojazd. Przeznaczony do ruchu po drogach publicznych, pozwalający na zabranie pasażera, wymagający ubezpieczenia, tablic rejestracyjnych, a także odpowiednich uprawnień do kierowania pojazdami.

Tyle że motorowery były naprawdę niedrogie, opłaty nieduże, zaś uzyskanie karty motorowerowej nie było wiele trudniejsze od uzyskania karty rowerowej. A w wielu przypadkach zdobywanie uprawnień ułatwiały szkoły (we współpracy z policją).

Skoro tak, to dlaczego kukiriniarze wybierają chińskie hulajnogi?

Prawo jazdy kat. AM zamiast karty motorowerowej – nastolatki nie mają wyboru

Do 18 stycznia 2013 roku uprawnieniem do kierowania motorowerami była wyżej wspomniana karta motorowerowa. Wydawał ją nieodpłatnie dyrektor gimnazjum, szkoły ponadgimnazjalnej lub szkoły ponadpodstawowej. Można ją było otrzymać po zdobyciu niezbędnych kwalifikacji (przeszkoleniu) i ukończeniu 13. roku życia. Motorowerem był z kolei pojazd jednośladowy lub dwuśladowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50 cm3, którego konstrukcja ograniczała prędkość jazdy do 45 km/h.

Co zmieniła unijna dyrektywa 2006/126/WE?

19 stycznia 2013 roku wszystko się zmieniło. Weszła w życie nowelizacja Prawa drogowego, implementująca dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady (2006/126/WE). Celem tej dyrektywy była harmonizacja praw jazdy (w tym kategorii uprawnień do kierowania pojazdami) w ramach Unii Europejskiej. Wprowadzona została kategoria prawa jazdy AM, uprawniająca do poruszania się motorowerami (i tzw. czterokołowcami lekkimi). Dyrektywa ustanowiła domyślny minimalny wiek kierowcy przy kat. AM na 16 lat. Pozwoliła jednak państwom członkowskim na obniżenie tego progu do 14 lat (co Polska uczyniła).

Skoro prawo jazdy, a nie karta motorowerowa, to i sposób uzyskiwania uprawnień uległ zmianie. To już nie dyrektor, a starosta stał się odpowiedzialny za wydanie dokumentu. I to na podstawie pozytywnego wyniku państwowego egzaminu teoretycznego i praktycznego, przeprowadzanego już nie na terenie szkoły, a w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego.

Koszt uzyskania uprawnień wzrósł z zera do kilkuset, a nawet do tysiąca złotych w 2013 roku. Dzisiaj jest nawet dwa razy drożej. Na kwotę tę składają się przecież nie tylko egzaminy, ale dodatkowo kurs w ośrodku szkolenia kierowców (i to z uwzględnieniem zajęć praktycznych), a także koszty administracyjne, a nawet koszt badania lekarskiego. Co więcej, jako że kat. AM jest „najniższą” kategorią, to uzyskanie jakichkolwiek wyższych uprawnień automatycznie pozwala na poruszanie się motorowerami.

Znam dosłownie jedną osobę, która przeszła tę drogę. A dwa lata później i tak uzyskała uprawnienia kategorii B, zaś na motorower nigdy więcej nie wsiadła – bo i po co.

Prawo jazdy kat. AM się w zasadzie nie opłaca

Dodajmy do tego normy Euro. Najpierw 4, potem 5 i 5+. Bardziej wyśrubowane wymogi dotyczące emisji spalin wymusiły na producentach wprowadzenie dodatkowych rozwiązań technicznych, co – przy zmniejszonym popycie (wskutek wprowadzenia prawa jazdy kat. AM) – poskutkowało w zasadzie wyeliminowaniem z rynku najtańszych pojazdów.

Kiedyś uzyskanie uprawnień i zakup używanego chińskiego skutera mogły nie przekroczyć nawet 1000 zł. Dzisiaj koszt uzyskania uprawnień (przy założeniu zaliczenia egzaminu w WORD-zie za pierwszym razem) i kupna najtańszego motoroweru to co najmniej 6000 zł. A uwzględniając zakup nowego pojazdu – nawet 10 000 zł (są to oczywiście luźne szacunki).

Hulajnoga elektryczna zamiast motoroweru – bez rejestracji, uprawnień i OC

Dlatego młodzi ludzie dzisiaj nawet nie patrzą w tę stronę – i wcale im się nie dziwię. Na wyciągnięcie ręki jest przecież tani, chiński KuKirin, który nie wymaga rejestracji, uprawnień, OC – i można nim jeździć zarówno po chodnikach, jak i drogach dla rowerów, a także po drogach publicznych (choć w każdym wypadku pod pewnymi warunkami). Przynajmniej na razie – coraz głośniej mówi się bowiem o tym, że tablica rejestracyjna i OC dla hulajnóg elektrycznych powinny stać się obowiązkowe.

Na koniec warto dodać, że zgodnie z przepisami o hulajnogach elektrycznych hulajnogą elektryczną jest pojazd napędzany elektrycznie, dwuosiowy, z kierownicą, bez siedzenia i pedałów, konstrukcyjnie przeznaczony do poruszania się wyłącznie przez kierującego znajdującego się na tym pojeździe. Hulajnoga elektryczna nie może poruszać się szybciej niż 20 km/h. Jeżeli przekracza tę prędkość, w zasadzie przestaje być hulajnogą elektryczną i nie wolno się nią poruszać po drogach i chodnikach.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover