Powszechny kasowy PIT bez żadnego odroczenia zapłaty podatku byłby ideałem, ale na razie mamy przynajmniej ulgę na złe długi
Niesumienny kontrahent, który nie reguluje swoich zobowiązań w terminie, to prawdziwe utrapienie. Nie chodzi nawet o sam fakt, ale o konsekwencje podatkowe takiego zdarzenia. Standardowo zobowiązanie powstaje w momencie skutecznego dokonania transakcji. Może to być zawarcie umowy albo dostawa towaru.
Czego ustawodawca nie uwzględnił, to faktycznej zapłaty za towar albo usługę. Tym samym nierzadko się zdarza, że przedsiębiorca nie dość, że czeka na swoje pieniądze w nieskończoność, to jeszcze musi zapłacić podatek za niesfinalizowaną transakcję.
Brzmi absurdalnie? Taka jest rzeczywistość podatnika w naszym kraju. Nie jest jednak tak, że ustawodawca zostawił przedsiębiorców tak do końca samych. Istnieją dwa kluczowe rozwiązania mające złagodzić opodatkowanie transakcji przyblokowanych przez zatory płatnicze. Jednym z nich jest wprowadzony w 2024 r. kasowy PIT, o którym już wspominałem na Bezprawniku. Nie cieszy się on zbytnią popularnością wśród przedsiębiorców. Nie wiadomo nawet, czy tegoroczne podniesienie limitów rocznego dochodu cokolwiek zmieni. Alternatywę stanowi ulga na złe długi.
Cóż to takiego? Odpowiedź znajdziemy na stronie internetowej Ministerstwa Finansów:
Ulga na złe długi to mechanizm pozwalający korygować rozliczenia podatkowe dotyczące faktur, które ostatecznie nie zostały opłacone. Rozwiązanie to działa w podatkach dochodowych (PIT i CIT) oraz w podatku VAT. W rezultacie podatnik rozlicza się kasowo – płacąc podatki tylko od faktur, za które kontrahenci mu zapłacili.
Brzmi podejrzanie podobnie do podatku kasowego. W obydwu przypadkach podatnik rozlicza się w końcu kasowo, a więc odprowadza podatek tylko za te faktury, za które partnerzy biznesowi rzeczywiście mu zapłacili. Jak to jednak w takich przypadkach bywa, diabeł tkwi w szczegółach.
Skorzystanie z ulgi na złe długi brzmi bardziej skomplikowanie od kasowego PIT, ale sam mechanizm jest prostszy i skuteczniejszy
Ulga na złe długi ma zauważalnie szersze zastosowanie. Dotyczy nie tylko podatku PIT, ale także CIT i VAT. Zacznijmy od podatków dochodowych. Jako wierzycielowi przysługuje nam prawo do zmniejszenia podstawy obliczenia podatku o wartość wierzytelności, która nie została uregulowana. Możemy tego dokonać w zeznaniu rocznym, o ile od terminu zapłaty minęło 90 dni. Termin ten może się znajdować na fakturze, ale równie dobrze może być wskazany w umowie.
Mamy także prawo skorzystać z ulgi na złe długi w zaliczkach na podatek dochodowy, którą odprowadzamy, jeśli wybraliśmy rozliczanie się z fiskusem w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych.
Nasz dłużnik musi oczywiście skorygować swoje zeznanie podatkowe poprzez zwiększenie swojego zobowiązania o kwotę, którą powinien zapłacić nam. Co w sytuacji, gdy tego nie zrobi? Naraża się na sankcje karnoskarbowe. Na szczęście nie jest to w gruncie rzeczy nasz problem.
Ulga na złe długi w VAT działa bardzo podobnie. Tym razem możemy skorygować podstawę opodatkowania oraz podatek należny za nasze towary i usługi – pod warunkiem, że mamy do czynienia z obrotem wyłącznie na terytorium naszego kraju. Korekty dokonujemy na zasadach i w terminie zgodnych z ogólnymi przepisami ustawy o VAT.
Ponownie wierzytelność musi być 90 dni po terminie zapłaty. Od wystawienia faktury nie może jednak upłynąć więcej niż 3 lata. Siłą rzeczy musimy być także czynnym podatnikiem VAT na dzień przed wystawieniem tej faktury.
W przeciwieństwie do kasowego PIT mamy do czynienia z trwałym rozwiązaniem problemu. Nie ma mowy o żadnym odroczeniu płatności o 2 lata czy o rocznym limicie dochodów. Co jednak w sytuacji, gdy po skorzystaniu z ulgi na złe długi nasz dłużnik nagle sobie przypomni o zapłacie? W przypadku zarówno podatków dochodowych, jak i rozliczeń VAT, najzwyczajniej w świecie dokonujemy kolejnej korekty w drugą stronę.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj