- Bezprawnik -
- Moto -
- Podwyżka badań technicznych miała uratować stacje. Po roku ich zadłużenie sięga 90 mln zł
Podwyżka badań technicznych miała uratować stacje. Po roku ich zadłużenie sięga 90 mln zł
Podwyżka obowiązkowych badań technicznych samochodów, jaka miała miejsce we wrześniu 2025 roku, miała postawić stacje kontroli pojazdów na nogi. Niestety trend ten nie utrzymał się długo i po niespełna roku sytuacja finansowa stacji jest jeszcze gorsza niż przed wzrostem opłat. Jak to możliwe?
Badania techniczne droższe o połowę
Przypominam: we wrześniu ubiegłego roku opłata za obowiązkowy przegląd samochodu osobowego wzrosła o dokładnie 52%, z poziomu 98 do aż 149 złotych. Była to pierwsza zmiana cennika od przeszło 20 lat, bo od 2004 roku. Podwyżki objęły zresztą nie tylko samochody osobowe do 3,5 t:
- samochody osobowe – wzrost z 98 na 149 zł,
- motocykle i ciągniki rolnicze – wzrost do 94 zł,
- motorowery – wzrost do 76 zł,
- samochody ciężarowe – wzrost do 234 (DMC do 16 t) lub 269 zł (DMC powyżej 16 t),
- pojazdy z instalacją gazową – wzrost do 245 zł.
Nie jest więc tanio, ale Ministerstwo Infrastruktury broniło swojej decyzji argumentem trudnym do obalenia. Stawki obowiązkowych przeglądów pojazdów były niezmienne od aż 21 lat i nie były waloryzowane choćby o inflację. A przecież ta szalała zwłaszcza w okresie pandemii COVID-19 na początku dekady.
Kolejnym argumentem za wprowadzeniem podwyżek była trudna sytuacja finansowa stacji kontroli pojazdów. Zdaniem resortu urealnienie cen usługi miało spowodować, że stacje staną się rentowne i zaczną wreszcie na siebie zarabiać. Branża od dawna zresztą wskazywała, że opłata za przegląd samochodu powinna zostać podniesiona przynajmniej do 200 zł netto.
Coś poszło jednak nie tak, skoro stacje cały czas borykają się z problemami – i to większymi niż przed zmianą cennika.
Mimo podwyżek zadłużenie stacji wzrosło do ponad 90 mln
Interia Motoryzacja przytacza bardzo ciekawe liczby, bazując na danych BIG InfoMonitor oraz BIK. Wynika z nich, że stacje kontroli pojazdów mają jeszcze większe zadłużenie niż przed podwyżkami opłat za badania techniczne.
Rok temu wynosiło ono przeszło 88 mln złotych, a obecnie jest to aż 90,3 mln zł, a więc o 2,2% więcej rok do roku. Może nie jest to lawinowy wzrost, ale przecież nie po to polscy kierowcy płacą o kilkadziesiąt procent więcej za przegląd samochodu, żeby zadłużenie stacji cały czas rosło. Można było oczekiwać po niecałym roku delikatnej korekty w dół, a nie w górę. Tym bardziej że diagności od lat ostrzegali, iż jeśli nic się nie zmieni, trzeba będzie zapłacić więcej za badanie techniczne auta tylko po to, by branża w ogóle przetrwała.
Krótkotrwała poprawa i powrót do punktu wyjścia
Po zaledwie 3–4 miesiącach od wprowadzenia podwyżek, w styczniu bieżącego roku, owo zadłużenie zmniejszyło się o ponad 3 mln złotych. Niestety trend nie był długoterminowy i po pół roku sytuacja jest o przeszło 2 miliony zł gorsza niż w punkcie wyjścia, a więc we wrześniu 2025 roku.
A przecież istnieje rozwiązanie tego problemu.
Ukraińskie samochody w Polsce również powinny mieć obowiązkowy przegląd
Dalsze pogorszenie sytuacji finansowej wynika m.in. z podwyżek cen energii i kosztów pracy. Jak możemy przeczytać na Interii, z problemami finansowymi boryka się obecnie 3% stacji kontroli w całym kraju. Nie jest to może powszechny problem, więc tym bardziej można mu zaradzić.
Wystarczy, że obowiązkowe badania techniczne objęłyby samochody na ukraińskich tablicach rejestracyjnych. Właśnie temu ma służyć projekt ustawy, który sprawi, że ukraińskie samochody przejdą przegląd techniczny. Jest ich w Polsce kilkaset tysięcy, obecnie według różnych szacunków od 100 do może i 200 tys. W latach 2022–2023 było ich jeszcze więcej, ale część z tych pojazdów została przerejestrowana lub sprzedana.
Byłoby po prostu fair, gdyby obowiązek przechodzenia przez okresowe badania techniczne dotyczył nie tylko polskich kierowców. Warto pamiętać, że dla zapominalskich kara za brak przeglądu technicznego potrafi być naprawdę dotkliwa i sięga nawet 5000 zł. Taka zmiana oznaczałaby również korzyść dla samych stacji kontroli pojazdów – zwłaszcza że utrzymanie samochodu i tak z roku na rok kosztuje kierowców coraz więcej.










