1. Bezprawnik -
  2. Samorządy -
  3. Szpital w Mławie nie ma już nawet na Aspirynę, tymczasem lokalny starosta buduje drogę do swojej rodzinnej wsi

Szpital w Mławie nie ma już nawet na Aspirynę, tymczasem lokalny starosta buduje drogę do swojej rodzinnej wsi

Szpital powiatowy w Mławie balansuje na granicy wydolności. Placówka ma 24 mln zł długu, z czego 8 mln wymaga natychmiastowej spłaty, na oddziałach kończą się leki i kroplówki, a lekarze odchodzą. W tym samym czasie starosta odpowiedzialny za lecznicę przebywa na urlopie, wicestarosta na szkoleniu, a powiat planuje wydać ponad 20 mln zł na drogi. Jedna z pozycji w planie inwestycyjnym prowadzi akurat do rodzinnej wsi starosty.

Kroplówek starczy na dwa, trzy dni

To, co dzieje się w mławskim szpitalu, trudno nazwać inaczej niż zapaścią. Jak relacjonowała TVP3, placówce brakuje już nie tylko pieniędzy na bieżące funkcjonowanie, ale wręcz podstawowych materiałów medycznych. Dostawcy wstrzymali dostawy, bo szpital nie reguluje faktur.

Dyrektor lecznicy Piotr Parjaszewski podczas zorganizowanej we wtorek konferencji mówił wprost: „Od kilku miesięcy mówię, że szpital jest na zakręcie, nie mam leków, nie mam kroplówek, przerwane są łańcuchy dostaw”. Skalę problemu obrazują jego kolejne słowa: „Kroplówek nam starczy na dwa trzy dni, ponieważ nie zamawiamy, firma nie dostała od nas zapłaty za faktury, które wystawiliśmy. Lekarze już nam odchodzą”.

W praktyce oznacza to, że szpital, który ma być zabezpieczeniem medycznym dla całego powiatu, przestaje pełnić swoją funkcję. A każdy pacjent w szpitalu, który trafia na oddział, oczekuje przede wszystkim tego, że placówka dysponuje środkami do udzielenia mu pomocy. W Mławie ta podstawowa pewność właśnie się sypie.

Jak doszło do zapaści mławskiej lecznicy?

Kłopoty nie zaczęły się wczoraj. Według relacji ordynatora oddziału wewnętrznego Andrzeja Kasiaka punktem zwrotnym był luty 2020 roku. „Zaczęło się w lutym 2020 roku, kiedy został zwolniony ordynator oddziału wewnętrznego. Od tego momentu rozpadł się zespół. Z ośmiu lekarzy zostało czterech” – tłumaczył Kasiak, cytowany przez Donald.pl. Mniej lekarzy to mniej wykonywanych procedur, a mniej procedur to niższe przychody z kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Spirala się nakręca.

Atmosferę wokół zarządzania placówką oddaje też wypowiedź byłego dyrektora Waldemara Rybaka, przytoczona przez naTemat: „Ze starostwem trudno mi się współpracowało. Starosta już od samego początku przyjął taką rewolucyjną postawę, że zreformuje ten szpital. On to wszystko doprowadzi do porządku”.

Pieniądze z KPO, których zabrakło

Drugim gwoździem do trumny okazała się rozbudowa Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego. Powiat pozyskał na to zadanie ponad 15 mln zł z Krajowego Planu Odbudowy, co mogło być realnym kołem ratunkowym. Problem w tym, że dotacja unijna nie pokrywa wszystkiego. Najtańsza oferta w przetargu na rozbudowę opiewała na ponad 26 mln zł, a starostwo nie zabezpieczyło środków na tak zwane koszty niekwalifikowane, czyli VAT i wyposażenie.

„Było wiadomo, że będziemy musieli pokryć koszty niekwalifikowane, czyli VAT i wyposażenie i te pieniądze się nie znalazły w starostwie” – mówił dyrektor Parjaszewski. Efekt jest taki, że resort zdrowia zażądał zwrotu dotacji. Z punktu widzenia finansów publicznych to klasyczny scenariusz, w którym samorząd sięga po grant, nie zapewniając wkładu własnego, a potem oddaje pieniądze i zostaje z niedokończoną inwestycją.

Sam starosta przedstawiał na sesjach rady powiatu nieco inną perspektywę. Wskazywał, że program funkcjonalno-użytkowy przygotowano jeszcze za poprzedniego dyrektora, w oparciu o dane z 2022 roku, co miało doprowadzić do drastycznego niedoszacowania kosztów. Argumentował też, że powiat już wcześniej dokładał do szpitala, między innymi przeznaczając środki na pokrycie zobowiązań wymagalnych i dokończenie budowy SOR.

Starosta na urlopie, wicestarosta na szkoleniu

Najwięcej emocji budzi jednak nie sama diagnoza, lecz postawa władz powiatu wobec kryzysu. Gdy mieszkańcy i pracownicy szpitala spotkali się na konferencji, by bronić obecnego kierownictwa, starosta Witold Okumski się nie pojawił. Jak ustaliły media, przebywał na urlopie. Wicestarosta zamiast konferencji wybrał szkolenie. Próby skontaktowania się ze starostą, podejmowane przez TVP3, zakończyły się niepowodzeniem.

Dramatyzmu dodaje to, co padło z ust dyrektora na temat rekomendacji przekazywanych mu przez przełożonego: „Tak jak rekomendował pan starosta, będę zmuszony zamykać oddziały, czyli kolejna będzie pediatria i zakład opieki leczniczej”. Podczas czwartkowej sesji rady powiatu, jak donosiła TVP3, padły wręcz oskarżenia o dążenie do zamknięcia i prywatyzacji placówki. Mieszkańcy zorganizowali przemarsz pod siedzibę starostwa.

Dla pacjentów to nie jest spór wyłącznie polityczny. Jeśli mławska lecznica będzie wygaszać kolejne oddziały, najbliższy szpital czeka część chorych dopiero w oddalonym o około 35 km Żurominie. W sytuacji nagłej, gdy liczy się każda minuta, taka odległość bywa różnicą między życiem a śmiercią. Warto przy tym pamiętać, że ograniczanie dostępu do świadczeń nie zwalnia placówki z respektowania standardów opieki, które porządkuje karta praw pacjenta. Tyle że trudno mówić o realizacji tych praw tam, gdzie brakuje nawet kroplówek.

Drogi są, na szpital pieniędzy nie ma

Tu pojawia się kwestia, która najbardziej oburza lokalną społeczność. Powiat mławski wcale nie jest bankrutem. W planie postępowań o udzielenie zamówień na 2026 rok, opublikowanym w Biuletynie Informacji Publicznej, na same roboty budowlane zarezerwowano około 20,6 mln zł. W tej puli znalazły się między innymi rozbudowa drogi powiatowej z budową ronda w Liberadzu (orientacyjnie ponad 5,4 mln zł), przebudowa dróg powiatowych (6,3 mln zł) czy budowa nowego mostu na rzece Dunajczyk w Stupsku (2,5 mln zł).

Uwagę lokalnych obserwatorów przykuła zwłaszcza ostatnia pozycja na liście robót budowlanych: rozbudowa krótkiego odcinka drogi powiatowej numer 2337W na trasie Szreńsk-Ratowo-Radzanów, przy ulicy Feliksa Szreńskiego, o szacowanej wartości 700 tys. zł. Jak zwrócił uwagę naTemat, według danych Państwowej Komisji Wyborczej z wyborów samorządowych z 7 kwietnia 2024 roku starosta Witold Okumski uzyskał mandat radnego powiatu z listy PiS, a jako miejscowość zamieszkania wskazał właśnie Radzanów. Ta sama gmina widnieje w jego pierwszym oświadczeniu majątkowym złożonym po objęciu funkcji. Oczywiście chcemy wierzyć, że to tylko przypadek.

Co ta sytuacja mówi o systemie

Przypadek Mławy to soczewka, w której skupiają się systemowe bolączki polskiej ochrony zdrowia. Szpitale powiatowe od lat funkcjonują na granicy rentowności, obciążane kosztami, których kontrakt z NFZ nie pokrywa. Niedoszacowane wydatki na ochronę zdrowia sprawiają, że wystarczy jedna nietrafiona decyzja kadrowa albo źle policzona inwestycja, by placówka zaczęła się osuwać.

Odpowiedzialność za szpital powiatowy spoczywa na samorządzie jako organie prowadzącym. To powiat odpowiada za jego kondycję finansową i organizacyjną, i to do władz powiatu należy decyzja o tym, czy w sytuacji kryzysowej dosypać pieniędzy, czy gasić kolejne oddziały. Mieszkańcy Mławy mają więc pełne prawo pytać, kto i kiedy podejmie konkretne kroki. Na razie odpowiedzią pozostaje urlop starosty.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi