1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. Syndyk Zondacrypto dostał 7 tys. e-maili w jeden dzień. Klienci obudzili się w ostatniej chwili

Syndyk Zondacrypto dostał 7 tys. e-maili w jeden dzień. Klienci obudzili się w ostatniej chwili

Ponad 7 tys. e-maili dotyczących upadłej giełdy kryptowalut Zondacrypto trafiło do kancelarii estońskiego syndyka tylko jednego dnia. Obrazuje to skalę problemu i mobilizacji klientów, którzy w ostatniej chwili ruszyli, aby spróbować odzyskać swoje pieniądze. Ale liczba wiadomości nie oznacza jeszcze liczby poszkodowanych, a samo zgłoszenie roszczenia nie gwarantuje odzyskania choćby części oszczędności. Najważniejsze pytanie, które zapewne zadaje sobie wielu poszkodowanych, brzmi: ile pieniędzy rzeczywiście uda się odzyskać i kto ostatecznie poniesie odpowiedzialność za upadek giełdy?

Piotr Janus31.10.2026 11:44
Finanse

Ostatni dzień zgłaszania roszczeń wobec Zondacrypto przyniósł lawinę e-maili

27 października upłynął termin zgłaszania roszczeń wobec estońskiej spółki BB Trade Estonia OÜ, operatora Zondacrypto. Jak przekazał syndyk Margus Lentsius, tylko ostatniego dnia do jego kancelarii wpłynęło ponad 7 tys. e-maili związanych ze sprawą. Dopiero w listopadzie ma być możliwe ustalenie, ile wiadomości stanowi prawidłowe zgłoszenia wierzytelności, a ile to duplikaty lub ogólne zapytania.

Jeszcze kilka dni wcześniej liczba zgłoszeń rosła znacznie wolniej. 22 października przewodniczący komitetu wierzycieli Damian Przybyłowski informował o około 5 tys. roszczeń opiewających łącznie na mniej więcej 40 mln euro. Wcześniej, według relacji przedstawicieli poszkodowanych, przez pewien czas liczba wniosków niemal się nie zmieniała. Sytuację odmieniła zbliżająca się data graniczna.

Opisywany scenariusz jest dobrze znany z wielu wcześniejszych spraw finansowych. Dopóki konsekwencje wydają się odległe, część klientów zwleka z formalnościami. Dopiero gdy pojawia się realne ryzyko utraty praw, zaczyna się gorączkowe kompletowanie dokumentów. W przypadku inwestycji w kryptowaluty problemem może być dodatkowo ustalenie salda konta, historii transakcji i wartości dochodzonego roszczenia.

Nie można również wykluczyć, że część klientów wciąż nie zgłosiła swoich roszczeń nie tylko z powodu opieszałości czy problemów z dokumentacją. Niektórzy mogą obawiać się pytań o pochodzenie środków, historię transakcji albo sposób rozliczenia dochodów z kryptowalut. Tym bardziej że skarbówka sprawdza kryptowaluty z 2021 roku – wezwania dostają inwestorzy i posiadacze zagranicznych kont. W przypadku osób, które nie zachowały potwierdzeń wpłat, korzystały z wielu platform lub nie potrafią odtworzyć historii swoich operacji, formalne dochodzenie pieniędzy może oznaczać konieczność wyjaśnienia własnej sytuacji finansowej. Obecnie nie ma jednak danych pozwalających stwierdzić, ilu klientów rzeczywiście powstrzymuje przed zgłoszeniem właśnie taki lęk.

Milion klientów Zondacrypto, a teraz walka o odzyskanie oszczędności

Zondacrypto, wcześniej działająca pod nazwą BitBay, należała do największych giełd kryptowalut związanych z polskim rynkiem. Według danych wcześniej podawanych przez samą firmę miała ponad milion klientów, z czego około 75 proc. stanowili Polacy. Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy stracili pieniądze, ale pokazuje, jak szerokiego grona może dotyczyć sprawa. Wiosną głośno było o tym, jak prezes Zondacrypto tłumaczy się na żywo: to atak, a nie bankructwo.

Warto przy tym wyraźnie rozgraniczyć trzy wielkości: liczbę klientów giełdy, liczbę osób rzeczywiście poszkodowanych oraz liczbę prawidłowo zgłoszonych wierzytelności. To nie są te same dane. Na ostateczne liczby trzeba poczekać, a przedstawianie liczby e-maili automatycznie jako liczby pokrzywdzonych byłoby przedwczesne.

Niepokojąca jest również jakość części dokumentów. Wcześniejsze informacje od przedstawicieli wierzycieli wskazywały, że wiele zgłoszeń wymagało uzupełnienia, między innymi z powodu brakujących podpisów, dowodów lub nieprawidłowo wyliczonych kwot. W postępowaniu upadłościowym nawet osoba przekonana, że giełda jest jej winna pieniądze, musi jeszcze skutecznie udokumentować swoje roszczenie.

40 mln euro zgłoszonych roszczeń, a potencjalne straty mogą sięgać 700 mln euro

Dotychczasowe kwoty pokazują, jak dużo jest niejasności wokół tej sprawy. Około 40 mln euro wynosiła wartość roszczeń zgłoszonych do 22 października. Wcześniejsze szacunki syndyka wskazywały, że łączna wartość wierzytelności może sięgnąć nawet 700 mln euro. Są to jednak dwie odmienne kategorie danych. Pierwsza z nich dotyczy zgłoszonych roszczeń na konkretnym etapie, natomiast druga jest szacunkiem potencjalnej skali zobowiązań. Nie można więc traktować ich jako ostatecznego rozliczenia strat klientów.

Różnica między tymi kwotami jest ogromna. Jeśli rzeczywiste roszczenia okażą się zbliżone do wyższych szacunków, samo zgłoszenie się części wierzycieli nie wystarczy, by ustalić pełną skalę problemu. Potrzebne będą zarówno weryfikacja zobowiązań, jak i dokładne ustalenie, jaki majątek pozostał po operatorze giełdy. I właśnie tutaj zaczyna się najtrudniejsza część całej historii. W postępowaniu upadłościowym nie wystarczy stwierdzić, że ktoś jest winien klientom pieniądze. Trzeba jeszcze ustalić, jakie aktywa rzeczywiście istnieją, gdzie się znajdują i jaka ich część może zostać wykorzystana do spłaty wierzycieli.

Podobne pytania pojawiały się przy innej głośnej sprawie, w której chodziło o odzyskanie pieniędzy z Cinkciarz.pl – tamtejsi klienci mogą odzyskać tylko 10 proc. wpłat.

Spóźnione zgłoszenia wierzytelności trafią na koniec kolejki

Osoby, które nie zdążyły zgłosić roszczeń do 27 października, nie tracą automatycznie możliwości przesłania dokumentów. Według syndyka późniejsze zgłoszenia będą jednak zaliczane do trzeciej kategorii wierzytelności i zaspokajane dopiero po pełnym rozliczeniu roszczeń drugiej kategorii. Syndyk ocenił przy tym, że przy obecnym stanie postępowania zaspokojenie wierzycieli z trzeciej kategorii uznaje za mało prawdopodobne. Słowa te stanowią poważne ostrzeżenie dla osób, które przegapiły termin. Nie oznaczają jeszcze formalnie, że nie odzyskają one żadnych pieniędzy, ale na ich perspektywy należy patrzeć bardzo pesymistycznie.

Istotne w opisywanej kwestii jest również to, że zgłoszenie roszczenia estońskiemu syndykowi i zawiadomienie polskiej prokuratury to dwie odrębne procedury. Sam udział w polskim śledztwie nie zastępuje formalnego zgłoszenia wierzytelności w postępowaniu upadłościowym prowadzonym w Estonii.

Śledztwo Prokuratury Krajowej w sprawie Zondacrypto i zabezpieczony majątek

Sprawa Zondacrypto nie ogranicza się do postępowania upadłościowego. W Polsce prowadzone jest śledztwo dotyczące podejrzenia oszustwa i prania pieniędzy. Już w kwietniu wartość szkód zgłoszonych przez pokrzywdzonych szacowano na co najmniej 350 mln zł. Na początku października sprawę powierzono specjalnemu zespołowi Prokuratury Krajowej, który poinformował o zabezpieczeniu majątku na kwotę około 125 mln zł.

Nie należy jednak utożsamiać zabezpieczonego majątku z pieniędzmi, które można natychmiast wypłacić klientom. Konieczne jest ustalenie jego rzeczywistej wartości, praw własności i tego, czy może zostać wykorzystany w postępowaniu upadłościowym. Nie wiadomo też jeszcze, jaka część ostatecznie trafi do wierzycieli.

Lekcja z upadku giełdy kryptowalut dla inwestorów i nadzoru

Historia Zondacrypto pokazuje, że w przypadku inwestycji ryzyko nie kończy się na spadku kursu bitcoina czy innego aktywa. Można ponieść stratę także wtedy, gdy pojawiają się problemy z dostępem do giełdy, wypłatą środków albo ustaleniem, kto i w jakim zakresie odpowiada za zobowiązania wobec klientów.

Nie oznacza to, że każda platforma kryptowalutowa działa nieprawidłowo. Pokazuje natomiast, jak istotne są przejrzystość działalności, bezpieczeństwo aktywów klientów i skuteczne mechanizmy dochodzenia roszczeń. Inwestorzy powinni również przechowywać historię transakcji, potwierdzenia wpłat i wypłat oraz dokumentację salda. Może to mieć kluczowe znaczenie, gdy pojawią się problemy.

Pozostaje też pytanie o skuteczność nadzoru i ochronę klientów na rynku, który rozwijał się szybciej niż świadomość wielu inwestorów. W Polsce ramy nadzoru nad tym rynkiem ma wyznaczać ustawa o rynku kryptoaktywów, wdrażająca unijne rozporządzenie MiCA. Nie można z góry przesądzać, kto ponosi odpowiedzialność za konkretne zdarzenia w sprawie Zondacrypto – to wymaga ustaleń śledczych i prawomocnych rozstrzygnięć. Nie sposób jednak ignorować faktu, że w kryzysie to klienci muszą dziś walczyć o udokumentowanie swoich należności i odzyskanie oszczędności.

Ponad 7 tys. e-maili w jeden dzień to dopiero początek rozliczeń, a nie dowód na to, że pieniądze uda się odzyskać. Przed syndykiem stoi teraz zadanie weryfikacji zgłoszeń i poszukiwania majątku, przed śledczymi wyjaśnienie okoliczności sprawy, a przed klientami oczekiwanie na odpowiedź, ile z ich środków rzeczywiście uda się uratować. Na razie żadna z tych kwestii nie ma ostatecznego rozstrzygnięcia.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover