1. Bezprawnik -
  2. Praca -
  3. Najpierw zaangażowanie, potem pensja. Tak chce rekrutować znany youtuber i przedsiębiorca

Najpierw zaangażowanie, potem pensja. Tak chce rekrutować znany youtuber i przedsiębiorca

Dawid Pałka, przedsiębiorca i twórca internetowy, wywołał burzę swoim podejściem do rekrutacji i wynagrodzeń. Nie ma on ochoty na podawanie widełek płacowych, podkreślając, że od kandydatów oczekuje przede wszystkim zaangażowania, ambicji i chęci rozwoju. Jego stanowisko podzieliło internautów i ponownie otworzyło debatę o tym, czego pracodawca może oczekiwać od pracownika i co sam powinien mu zaoferować.

Mateusz Krakowski31.10.2026 9:25
Praca

Pensja ma być tajemnicą, a zaangażowanie obowiązkiem? Dawid Pałka i widełki płacowe

Przyznam szczerze, że gdy tylko zobaczyłem shorty na ten temat, które zamieścił na swoim kanale Dawid Pałka, wiedziałem, że muszę napisać o tym artykuł. Te dyskusje w polskiej przestrzeni publicznej nigdy się nie skończą.

Dawid Pałka twierdzi, że nie podaje widełek wynagrodzeń w swoich ogłoszeniach o pracę, gdyż najpierw oczekuje zaangażowania w pracę i pokazania, że kandydatowi zależy na karierze w jego firmie. Jestem już na tyle stary, że po usłyszeniu tego typu argumentacji dziwnym trafem przypomniały mi się pierwsza i druga dekada XXI wieku, kiedy przyszło mi wchodzić na rynek pracy w Polsce.

Chociaż patrząc na dane – choćby te, z których wynika, że prawie co trzeci z pracodawców nie płaci na czas – patologie rynku pracy dalej mają się dobrze.

Milion złotych za zamianę ołowiu w złoto. Dawid Pałka sprowadza dyskusję do absurdu

Nie trzeba było długo czekać na dziwną prowokację retoryczną autora filmu, który oczywiście całą kwestię sprowadził do absurdu: zapłaci nawet 1 000 000 zł osobie, która potrafi transmutować ołów w złoto.

Dawid Pałka pod płaszczykiem chęci docenienia pracownika, który aplikuje na stanowisko w jego firmie, zapomina jednak, że cała afera dotyczy prostych i wbrew pozorom przejrzystych relacji pracownik–pracodawca. Powinny one obowiązywać niezależnie od tego, czy do pracy przychodzi ktoś przemieniający ołów w złoto, czy zwykły pracownik, który chce po prostu zarabiać i godnie żyć. W tę samą stronę idą zresztą nowe przepisy o pensjach, które mają zapewnić jawność i równość wynagrodzeń.

Brak widełek płacowych w ogłoszeniu marnuje czas kandydata i pracodawcy

Nie jest niespodzianką, że pod filmem Dawida Pałki na YouTubie większość komentujących wypowiadała się nieprzychylnie o jego postawie wobec kandydatów do pracy w jego firmie (lub też firmach).

Mam jednak do jego shorta jedną, bardzo ważną uwagę. Tę samą kwestię poruszył zresztą jeden z komentujących pod filmem.

Dawid Pałka sprawia wrażenie człowieka, który niezbyt zdaje sobie sprawę z tego, że szukanie pracy to nie jest czynność jednostronnie obciążająca tylko samego kandydata.

Wręcz przeciwnie – pracodawca, który nie poinformuje o wysokości wynagrodzenia w ogłoszeniu, naraża się na marnowanie czasu na bezproduktywne rozmowy kwalifikacyjne, których można byłoby uniknąć, gdyby komunikacja na temat przyszłego wynagrodzenia od początku była jasna.

Przypomnijmy, że pracodawca musi podać ci widełki płacowe, a ściślej informację o początkowym wynagrodzeniu lub jego przedziale. Może to zrobić w ogłoszeniu, przed rozmową kwalifikacyjną albo przed zawarciem umowy.

Kandydaci zmienili podejście do pracodawców. Dziś taki film nie przechodzi bez echa

Rynek pracy się zmienia, a wraz z nim oczekiwania kandydatów. To, co jeszcze kilka lat temu mogło być standardem w podejściu pracodawców, dziś coraz częściej spotyka się z krytyką i sprzeciwem. Jawność płac w ogłoszeniu o pracę upowszechnia się, choć przepisy tego nie wymagają.

Pomijam tutaj fakt, że często same widełki płacowe są tylko narzędziem marketingowym.

Nie bez powodu wielu komentujących pod filmem przyznaje, że ma swoiste déjà vu, jakby przeniosło się w czasie o jakieś 20 lat.

I nie zrozumcie mnie źle – wiem, że do pracy nie można podchodzić w sposób lekceważący: oczekiwać kokosów, jeżeli chodzi o zarobki, a nic nie dawać od siebie. Jednak w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z coraz większym rozdźwiękiem pomiędzy oczekiwaniami pracodawców i pracowników, a ci drudzy po latach wysokiego bezrobocia nie chcą już godzić się na każde warunki, byleby tylko nie zostać bez pracy. Dziewięć na dziesięć firm łata przy tym braki kadrowe nadgodzinami. I nie ma się co temu przesadnie dziwić.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover