1. Bezprawnik -
  2. Nieruchomości -
  3. Wpłacił 11 tys. zł na "rezerwację" mieszkania. Pośrednik potraktował to jako prowizję dla siebie

Wpłacił 11 tys. zł na "rezerwację" mieszkania. Pośrednik potraktował to jako prowizję dla siebie

Mężczyzna, który wiosną tego roku chciał kupić mieszkanie w Gdyni, przekazał pracownikom biura nieruchomości 11 tys. zł w gotówce i dostał w zamian jednostronicowy wydruk zatytułowany „Rezerwacja nieruchomości". Kilka tygodni później usłyszał, że ta kwota nie zostanie zaliczona na poczet ceny lokalu, bo jest wynagrodzeniem agencji. Mieszkanie ostatecznie kupił — ale dopiero po tym, jak na własną rękę dotarł do właścicielki. Pieniędzy nie odzyskał do dziś. Sprawę opisał serwis Trojmiasto.pl; pośrednicy odrzucają stawiane im zarzuty.

Kartka zamiast umowy. Kupujący sam musiał się upomnieć o potwierdzenie wpłaty

Ofertę mężczyzna wypatrzył w sieci; obejrzał mieszkanie i uznał, że chce je kupić. Usłyszał wtedy, że warunkiem dalszych rozmów jest wpłata rezerwacyjna. Zapłacił gotówką i rozpoczął formalności niezbędne, by wziąć kredyt hipoteczny. Trzeba przy tym przyznać, że zachował przy tym więcej ostrożności niż przeciętny kupujący — to on, jak relacjonuje serwis, poprosił o pisemne potwierdzenie wpłaty, choć w biurze początkowo nie było na to chęci. Dokument, który ostatecznie otrzymał, ograniczał rezerwację do momentu podpisania umowy przedwstępnej, najdłużej na dwa tygodnie. Nie znalazło się w nim ani słowo o tym, że przekazana kwota stanowi prowizję.

11 tys. zł, które nie pomniejszyło ceny lokalu

Problem ujawnił się dopiero przy ustalaniu terminu u notariusza. Podpisanie umowy przedwstępnej na zakup mieszkania zostało przesunięte, a kupujący dowiedział się, że wpłacone wcześniej 11 tys. zł nie pomniejszy ceny mieszkania. Równolegle wysłał znajomego, żeby sprawdzić, czy lokal nadal jest w ofercie — i, według jego relacji, znajomemu również zaproponowano odpłatną rezerwację tego samego mieszkania.

Wtedy mężczyzna z żoną poszli bezpośrednio do właścicielki. Ta, jak twierdzi, nie miała pojęcia o żadnej opłaconej rezerwacji i przez cały ten czas nadal pokazywała mieszkanie kolejnym zainteresowanym; miała też później przekazać kupującemu, że to ona ponosi koszt usług agencji. Transakcja doszła do skutku po spotkaniu wszystkich stron, przy czym część formalności kupujący załatwiał już samodzielnie.

Biuro nieruchomości odpiera zarzuty, sprawa trafiła na policję

Współwłaściciel firmy zapewnia, że procedura przebiegła prawidłowo. Jego zdaniem rezerwacja nie oznacza wycofania oferty z rynku, ponieważ w razie jej wygaśnięcia sprzedająca musi mieć innych chętnych; przesunięcie terminu miało zaś wynikać z niepewnej sytuacji kredytowej kupującego, a biuro miało utrzymywać łączność z jego doradcą finansowym. Pośrednik podkreśla, że nie zawiera się umowy przedwstępnej z osobą bez potwierdzonego finansowania. Kupujący złożył zawiadomienie na policji — gdyńska komenda potwierdza, że postępowanie jest w toku.

Praktyki związane z pobieraniem wynagrodzenia od obu stron transakcji są zresztą jednym z powodów, dla których rząd uderza w prowizje pośredników.

Kolejne zgłoszenia i wspólne pismo do prokuratury

Po nagłośnieniu sprawy zaczęli odzywać się inni poszkodowani. Właścicielka sprzedawanego mieszkania zarzuca pośrednikom, że przy odbiorze gotówki powołali się na udzielone im pełnomocnictwo, choć — jak twierdzi — obejmowało ono wyłącznie załatwianie formalności, a nie przyjmowanie pieniędzy w jej imieniu. Kobieta opisuje też późniejszą współpracę przy sprzedaży działki, w której miała stracić w sumie 35 tys. zł, w tym pożyczkę udzieloną jednemu z pośredników na podstawie odręcznego zobowiązania.

Odrębna relacja dotyczy rodziny, która przy współpracy z tą samą agencją — działającą wcześniej pod inną nazwą, jako spółka już wykreślona z obrotu — miała wpłacić na firmowe konto około 100 tys. zł. Według relacji jednej z osób poszkodowanych jest już blisko dziesięć; zebrane dokumenty trafiły do prawnika, a grupa przymierza się do wspólnego zawiadomienia do prokuratury.

Dlaczego prawo tu nie pomaga? Rezerwacja z limitem opłaty dotyczy tylko dewelopera

Nie da się ukryć, że kupno mieszkania z rynku wtórnego stawia nabywcę na słabszej pozycji niż zakup lokalu od dewelopera. Umowę rezerwacyjną uregulowała dopiero ustawa deweloperska z 20 maja 2021 r.: musi mieć formę pisemną pod rygorem nieważności, wskazywać okres wyłączenia lokalu z oferty, a opłata nie może przekroczyć 1 proc. ceny z prospektu informacyjnego i jest zaliczana na poczet ceny; wraca też do rezerwującego przy odmowie kredytu wynikającej z negatywnej oceny zdolności kredytowej, a gdy to deweloper nie wykonuje zobowiązania — w podwójnej wysokości. Żaden z tych przepisów nie obejmuje transakcji na rynku wtórnym prowadzonej przez biuro nieruchomości.

Prowizja bez umowy pośrednictwa i granice pełnomocnictwa

Osobną kwestią pozostaje sama prowizja: zgodnie z art. 180 ust. 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami umowa z pośrednikiem wymaga formy pisemnej lub elektronicznej pod rygorem nieważności, a wynagrodzenie określa właśnie ten dokument, więc jeśli kupujący nigdy go nie podpisał, zatrzymana kwota może być dochodzona jako świadczenie nienależne.

Znaczenie ma również zakres pełnomocnictwa: ustanowienie pełnomocnika nie oznacza zgody na wszystko, bo granice wyznacza treść dokumentu, a nie sam fakt jego okazania, a czynność dokonana z przekroczeniem umocowania pozostaje bezskuteczna wobec mocodawcy, dopóki ten jej nie potwierdzi.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover