Tyle dziś zarabia się sprzątając domy
Jeszcze kilka lat temu sprzątanie kojarzyło się z zajęciem nisko płatnym, często dorywczym, wykonywanym „po godzinach”. Dziś rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Osoby sprzątające, zwłaszcza te działające na własną rękę i dorabiające poza oficjalnym obiegiem, potrafią osiągać zarobki w Polsce, które dla wielu pracowników biurowych brzmią wręcz abstrakcyjnie. Stawki rzędu 150–200 zł za godzinę nie są już żadnym ewenementem, a w większych miastach coraz częściej stają się normą.
Zacznijmy od bardzo konkretnej sytuacji. Dwie godziny pracy: ogarnięcie dwóch pokoi i kuchni. Bez mycia okien, bez prania, bez zmywania naczyń. Klasyczny „pakiet podstawowy”: przetarcie kurzu, odkurzenie, usunięcie kociej sierści z kanapy. Za pierwszym razem usłyszałam cenę: 300 zł za dwie godziny. Pomyślałam – drogo, ale spróbujmy. Problem w tym, że na tym się nie skończyło. Co miesiąc stawka rosła. Najpierw o 10 zł, potem o kolejne 10. Bez zmiany zakresu obowiązków, bez „inflacyjnych” negocjacji, bez specjalnego uzasadnienia. Po prostu: nowa cena, bo tak. Dodam, że było to sprzątanie raz w tygodniu – nie raz w miesiącu, kiedy nawarstwiony brud faktycznie mógłby warunkować taką cenę.
400 złotych za umycie 2 okien
Drugi przykład? Mycie okien. Dwa nieduże okna w bloku. Realnie – około godziny pracy (i tyle faktycznie poświęciła na to osoba wykonująca usługę). Cena: 400 zł. I nie, to nie był żart ani luksusowa usługa z fakturą i ubezpieczeniem. Takich historii jest znacznie więcej i wcale nie są one marginalne.
Pytacie: dlaczego ktoś się na to zdecydował? W tym przypadku odpowiedź jest prosta – mycia okien potrzebowała seniorka, bez rodziny, która bała się wyjść na krzesło, aby dosięgnąć do górnej części okna. Na szczęście ta seniorka ma bardzo dobrą emeryturę – w przeciwnym razie, przy tej stawce, do końca miesiąca zapewne musiałaby się żywić sucharkami.
Bez podatku, bez ubezpieczenia
Nie oszukujmy się, ogromna część tych stawek funkcjonuje poza oficjalnym systemem. Przy pracy „na czarno” sprzątaczka dostaje pieniądze do ręki, bez podatków i składek. 200 zł za godzinę oznacza realnie 200 zł zarobku. Dla porównania - w tym samym mieście można znaleźć korepetycje z matematyki za 60 zł za godzinę. Zajęcia, wymagające przygotowania, wiedzy i odpowiedzialności.
Z kolei przeciętny aplikant – adwokacki, albo radcowski (a więc osoba, która ukończyła 5-letnie studia, zdała egzamin wstępny na aplikację, ma odpowiedzialną pracę i dużą wiedzę) zarabia pomiędzy 25 a 30 złotych netto na godzinę. Nauczyciel dyplomowany na rękę zarabia około 70 złotych na godzinę (zakładając całkiem przyzwoitą stawkę), a przeciętny urzędnik ma problem przekroczyć stawkę godzinową w kwocie 40 złotych netto (stawki liczone średnio, według etatu).
Oczywiście warto zwrócić uwagę, że osoby pracujące w firmach sprzątających również zarabiają mniej – zwykle stawka oscyluje wokół najniższej krajowej, a więc około 25 złotych na godzinę netto. Nie oznacza to jednak, że usługi takich firm są tańsze. Tam jednak płacone są ubezpieczenia, podatki, a kadra zarządzająca (np. właściciel firmy) również musi się z czegoś utrzymać.
To nie jest lekka praca (choć niektórzy ją kochają)
Żeby było jasne: sprzątanie nie jest pracą łatwą, lekką ani przyjemną. To wysiłek fizyczny, często niedoceniany, bywa obciążający zdrowotnie. Znam osoby, które mówią wprost, że sprzątanie to ich praca marzeń – bo wprowadzanie porządku je uspokaja, relaksuje i daje natychmiastowy efekt. Ale to wyjątki, nie reguła.
Problem polega na czymś innym. Rozbieżność zarobków między sprzątaniem a wieloma innymi zajęciami – pracą biurową, korepetycjami, drobnymi usługami specjalistycznymi – jest dziś momentami absurdalna. Zwłaszcza jeśli spojrzymy na wymagane kompetencje, odpowiedzialność czy formalności.
Dlaczego sprzątanie kosztuje tak dużo?
Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje. Po pierwsze: zaufana osoba sprzątająca to skarb. Wpuszczamy ją do domu, często wtedy, gdy nas nie ma. Ma dostęp do naszych rzeczy, dokumentów, prywatności. Jeśli ktoś raz znajdzie sprawdzoną osobę, zrobi wszystko, żeby jej nie stracić – nawet zaakceptuje kolejną podwyżkę.
Po drugie - podaż jest bardzo ograniczona. Na lokalnych rynkach niewiele osób chce dorabiać sprzątaniem, zwłaszcza regularnie. To praca fizyczna, wymagająca i – mimo wysokich stawek – nadal społecznie niedoceniana. Efekt? Osoby, które już sprzątają, mogą dyktować warunki. Konkurencja jest niewielka, chętnych klientów dużo, więc ceny szybują.
Czy chciałabym zarabiać tyle, co moja sprzątaczka? Oczywiście, że tak! Ale czy chciałabym sprzątać? Niestety, na genowej ruletce nie zostałam obdarzona genem pedantyzmu, w związku z czym sprzątanie jest dla mnie torturą, w związku z czym pozostaje mi tylko zazdrościć zarobków, doceniając pracę pań, przed którymi żaden kurz się nie ukryje!
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj