1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Nawrocki zawraca samolot, w sieci pytania o wojsko na ulicach. Wszystko na cztery dni przed naradą o bazie USA

Nawrocki zawraca samolot, w sieci pytania o wojsko na ulicach. Wszystko na cztery dni przed naradą o bazie USA

Piątkowy wieczór, 30 października: dziesiątki policjantów pod Trybunałem Konstytucyjnym. Prezes Bogdan Święczkowski stoi przed zamkniętą bramą, a prezydent Karol Nawrocki zawraca samolot lecący do Senegalu. Bałagan w TK zaczął PiS i warto o tym przypominać przy każdej okazji. Ale to obecna władza postanowiła rozstrzygnąć spór o Trybunał na ulicy i wybrała do tego najgorszy możliwy moment: kilka dni przed posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego w sprawie stałej bazy wojsk USA w Polsce.

Co wydarzyło się w Trybunale Konstytucyjnym 30 października

Według relacji „Rzeczpospolitej” wszystko zaczęło się od zawiadomienia, które sędzia TK Anna Korwin-Piotrowska złożyła na policji. Napisała w nim o zagrożeniu dla bezpieczeństwa sędziów i pracowników Trybunału. Sejm wybrał ją w marcu 2026 r., ale ślubowania przed prezydentem nie złożyła. Około godz. 18 na stronie TK pojawiło się jej zarządzenie: miesięczna przerwa w czynnościach prezesa Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Zarządzenie powołuje się na art. 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych. Oficjalny profil TK na X nazwał to „bezprawnym przejęciem” strony internetowej i „zamachem stanu”.

Mniej więcej w tym samym czasie minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek ogłosił pięć wniosków o uchylenie immunitetu. Cztery dotyczą Święczkowskiego, jeden Sochańskiego. Razem mają 224 strony i 50 tomów akt. Policja zapewniała, że do budynku nie wchodzi i działa „z poszanowaniem niezależności Trybunału Konstytucyjnego”. Sochański stał jednak pod zamkniętą bramą i mówił wprost: „Dzieje się zamach stanu”. Pod TK pojawili się Jarosław Kaczyński i politycy PiS. Policja zatrzymała trzy osoby, które przeskoczyły ogrodzenie.

Nawrocki napisał na X: „W takim momencie Prezydent musi być w Polsce. Przerywam lot do Senegalu. Wracam”. Szef jego gabinetu Paweł Szefernaker zapowiedział, że po powrocie prezydent spotka się z Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego.

Matczak: podstawa prawna „nieistniejąca z miliona powodów”

Najmocniejszy komentarz napisał o dziwo prof. Marcin Matczak, któremu trudno przypisać sympatię do PiS i który od lat ostro krytykował "Trybunał Julii Przyłębskiej". Na X przeanalizował prawdopodobną podstawę prawną zawieszenia. Chodzi o przepis ustawy o statusie sędziów TK, który w sprawach nieuregulowanych odsyła do regulacji dotyczących sędziów Sądu Najwyższego. Wniosek profesora był jednoznaczny: „Nie myślałem, że przyjdzie mi kiedyś bronić Święczkowskiego, ale ta podstawa prawna jest nieistniejąca z miliona powodów”.

Matczak wskazuje trzy problemy:

  1. Odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów TK uregulowano szczegółowo, więc nie ma tu „sprawy nieuregulowanej”, do której można stosować odesłanie.
  2. Przepis o zawieszeniu prezesa sądu powszechnego daje tę kompetencję ministrowi sprawiedliwości. Według Matczaka zawieszenie prezesa TK przez ministra jest „działaniem bezpośrednio naruszającym z pięć przepisów konstytucji”, bo sędziowie TK podlegają w sprawowaniu urzędu tylko konstytucji (art. 195).
  3. Odpowiednie stosowanie przepisów posłużyło tu do poszerzenia władzy wykonawczej nad sądowniczą.

W kolejnym wpisie dodał, że jeśli to sama Korwin-Piotrowska uznała, że może zawiesić prezesa, „to jest jeszcze gorzej, bo ona nie jest organem, o którym mowa w art. 130 ustawy o SN”.

Precedens, który kiedyś obróci się przeciwko autorom

Matczak dodaje też „Poza tym życzę powodzenia, jak władza się zmieni i ten precedens wobec prezesa i sędziów TK zacznie wykorzystywać nowy Ziobro”. Moim zdaniem to sedno sprawy. Rozwiązania przyjęte dziś „w słusznej sprawie” zostaną w systemie. Jeśli zarządzenie i policja pod bramą mogą odsunąć prezesa Trybunału, to po kolejnych wyborach ktoś inny użyje tej samej ścieżki wobec sędziów wybranych przez obecną większość. Matczak podsumował to tak: „dzisiejsza akcja pod TK moim zdaniem grzebie ten organ i kwestię praworządności na dwie dekady”.

Bigos w Trybunale nawarzył PiS

Nie można udawać, że problem zaczął się w piątek. W 2015 r. PiS wybrał do Trybunału tzw. sędziów dublerów na miejsca już prawidłowo obsadzone. Potem rząd Beaty Szydło odmówił publikacji niewygodnych orzeczeń. Na Bezprawniku pisaliśmy wtedy, że wyrok Trybunału w sprawie Trybunału nie zostanie opublikowany, a państwo zaczyna istnieć tylko teoretycznie. W 2021 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł w sprawie Xero Flor, że skład TK z udziałem dublera nie jest sądem ustanowionym ustawą. Sam Święczkowski był wcześniej prokuratorem krajowym w prokuraturze Zbigniewa Ziobry, a do Trybunału trafił głosami PiS.

Obecna koalicja też nie ma czystych rąk. Rząd Donalda Tuska przez wiele miesięcy nie publikował wyroków TK, łącznie z tym, od którego zależała wyższa emerytura dla części seniorów. Wybór sześciorga sędziów w marcu 2026 r. zakończył się kolejnym klinczem. Prezydent przyjął ślubowanie od dwojga z nich, czworo ślubowało w Sejmie, a Święczkowski nie dopuścił ich do orzekania. Obie strony od lat dokładają do tego sporu, a koszty ponoszą obywatele.

Fatalne wyczucie czasu: baza USA i Rada Bezpieczeństwa Narodowego 3 listopada

Prezydent zwołał RBN na wtorek 3 listopada na godz. 15. Według Defence24 głównym tematem ma być utworzenie stałej bazy wojsk USA w Polsce. W maju minister obrony narodowej wysłał do Pentagonu polską propozycję. W czerwcu Waszyngton odpowiedział pozytywnie. W połowie listopada ma się odbyć kolejna runda konsultacji, a decyzja ministra w sprawie bazy jest spodziewana w grudniu. Stała obecność amerykańskich żołnierzy to dla bezpieczeństwa Polski sprawa ważniejsza niż jakikolwiek spór kompetencyjny w TK.

Tymczasem Polska pokazuje sojusznikom obrazki policji pod sądem konstytucyjnym, oskarżenia o zamach stanu i prezydenta zawracającego samolot. Nie twierdzę, że ktoś to zaplanował. Nie ma na to żadnych dowodów, a teorie o „zagranicznych mocodawcach”, które już krążą w sieci, to zwykła spiskowa publicystyka. Rząd podał je jednak na tacy. Gdyby ktoś chciał osłabić pozycję negocjacyjną Polski i pokazać Amerykanom niestabilnego partnera, trudno byłoby mu wybrać lepszy moment. Z zewnątrz wygląda to jak sabotaż, nawet jeśli w rzeczywistości jest tylko skrajną nieodpowiedzialnością.

Spór o TK trwa od dziesięciu lat. Mógł poczekać jeszcze kilka tygodni. Wnioski o immunitet nie przedawnią się do grudnia, a Zgromadzenie Ogólne sędziów TK i tak zbiera się we wtorek. Tymczasem przed Polską być może najważniejsza od lat decyzja w sprawie bezpieczeństwa.

Czy prezydent może wyprowadzić wojsko na ulice

W internecie pojawiły się pytania, czy Nawrocki po powrocie nie sięgnie po armię. Odpowiedź prawna jest krótka: sam nie może. Prezydent jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, ale zgodnie z art. 134 ust. 2 Konstytucji w czasie pokoju sprawuje to zwierzchnictwo za pośrednictwem ministra obrony narodowej. Oddziały wojska mogą wesprzeć policję na podstawie ustawy o Policji, gdy jej siły nie wystarczają. Decyzję podejmuje jednak premier na wniosek ministra spraw wewnętrznych, a nie prezydent. Stan wyjątkowy (art. 230 Konstytucji) prezydent wprowadza wyłącznie na wniosek Rady Ministrów. Rozporządzenie musi w ciągu 48 godzin trafić do Sejmu, który może je uchylić. Z kolei stan wojenny (art. 229) dotyczy zagrożenia zewnętrznego i również wymaga wniosku rządu.

Gdyby więc żołnierze pojawili się na ulicach, decyzję podjąłby rząd, a nie Pałac. Kontekst prawny tematu, w którym wprowadzenie stanu wyjątkowego bywało politycznym straszakiem, opisywaliśmy już przy kryzysie wyborczym w 2020 r. Realnym narzędziem prezydenta jest coś innego: weto, odmowa podpisów i nominacji, wniosek do TK. Każde z nich może sparaliżować państwo na długie miesiące.

Trybunał Konstytucyjny realnie kształtuje prawo w Polsce

Łatwo uznać, że to tylko awantura polityków o budynek przy al. Szucha. Tymczasem Trybunał realnie kształtuje prawo, które dotyczy każdego. Dobrze widać to na przykładzie prawa nowych technologii. Wyrok z 2014 r. w sprawie billingów wymusił zmiany w przepisach o dostępie służb do danych telekomunikacyjnych. Wyrok z 2015 r. zakwestionował trzykrotność wynagrodzenia jako odszkodowanie za naruszenie praw autorskich. Od takich orzeczeń zależy, ile wolno służbom, ile zapłaci przedsiębiorca i jakie przepisy w ogóle obowiązują.

Dekada wojny o Trybunał sprawiła, że dziś nikt nie wie, które wyroki są „prawdziwe”. Sądy pomijają część orzeczeń, rząd nie publikuje innych, a obywatel z realnym problemem konstytucyjnym może tylko czekać. Pytanie, czym w ogóle są zadania Trybunału Konstytucyjnego, gdy nikt nie kontroluje jego orzeczeń, zadawaliśmy już kilka lat temu. Teraz doszło nowe: czy TK w ogóle przetrwa jako instytucja, której ktokolwiek ufa.

Naprawianie praworządności metodą faktów dokonanych

PiS zostawił po sobie Trybunał, który trzeba było naprawić. Nikt rozsądny temu nie przeczy. Naprawa przez zarządzenie wydane przez sędzię bez ślubowania przed prezydentem, przy wsparciu policji i z podstawą prawną, którą nawet sympatyzujący z rządem konstytucjonalista nazywa nieistniejącą, nie przywraca praworządności. Zamienia ją w przepychankę, w której wygrywa ten, kto ma klucze do bramy.

Rząd bez wątpienia ma prawo, a może i obowiązek, walczyć z dziedzictwem Ziobry. Nie ma prawa destabilizować państwa w tygodniu, w którym decyduje się, czy amerykańscy żołnierze zostaną w Polsce na stałe. Do takiej eskalacji nie było dziś żadnej potrzeby.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover