Dyscyplinarne zwolnienie pracownika za aktywność w internecie czasami wchodzi w grę
Nie bez powodu poszczególne portale społecznościowe nazywa się czasem "szambem", "bagnem" albo po prostu miejscem toksycznym. Ludzie potrafią robić naprawdę dziwne rzeczy dla lajków i poklasku innych internautów. Co do zasady mają do tego prawo. Problem zaczyna się w momencie, gdy ich profil można łatwo powiązać z miejscem, w którym pracują.
Tak naprawdę ostatnią rzeczą, z jaką większość przedsiębiorców chciałoby utożsamiać swoją firmę, są internetowe zjawiska ekstremalne. Nie chodzi mi wyłącznie o politykę. Internetowy hejt nie potrzebuje partyjnego logo, czasem wystarczą niewłaściwe barwy klubowe albo odmienne poglądy na fabułę popularnego serialu. Są też społecznie nieakceptowalne zachowania: patostreamy, natarczywe nagabywanie innych internautów z podtekstem erotycznym, czy wręcz publiczne szkalowanie własnego pracodawcy.
Wyobraźmy sobie, że akurat nasz pracownik robi coś takiego. Jak właściwie możemy zareagować? Zwolnienie pracownika za aktywność w internecie jest możliwe. Wszystko jednak zależy od szerszego kontekstu, w tym także od tego, co dokładnie dana osoba zrobiła.
Sprawdź polecane oferty
RRSO 21,36%
Zacznijmy od najbardziej drastycznej formy zwolnienia w postaci tzw. dyscyplinarki. Mamy prawo rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia w sytuacjach określonych w art. 52 §1 kodeksu pracy.
Pracodawca może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika w razie:
1) ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych;
2) popełnienia przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku, jeżeli przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem;
3) zawinionej przez pracownika utraty uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku.
Punkt 3) nas nie interesuje. Poprzez głupie wypowiedzi albo zachowania w internecie jak najbardziej można popełnić przestępstwo. Najbardziej typowym przykładem wydaje się znieważenie albo zniesławienie drugiej osoby. W tym przypadku jednak droga do skazania jest długa, a oczywisty charakter przestępstwa trudno.
Zdarzyć się jednak mogą przypadki bardziej jaskrawe, jak na przykład publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych lub wyznaniowych, albo propagowanie któregoś z totalitarnych ustrojów politycznych. W grę wchodzą także groźby karalne. Popełnienie takiego przestępstwa zwykle jest bezdyskusyjne i tym samym może stanowić podstawę do zwolnienia dyscyplinarnego.
Negatywne skutki aktywności pracownika w social media, które odbijają się na firmie, uzasadniają wypowiedzenie mu umowy
Wśród podstawowych obowiązków pracowniczych wskazanych w art. 100 kodeksu pracy znajdziemy kilka przesłanek uzasadniających zwolnienie pracownika za aktywność w internecie.
§ 1. Pracownik jest obowiązany wykonywać pracę sumiennie i starannie oraz stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę.
§ 2. Pracownik jest obowiązany w szczególności:
[...]
4) dbać o dobro zakładu pracy, chronić jego mienie oraz zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę;
5) przestrzegać tajemnicy określonej w odrębnych przepisach;
6) przestrzegać w zakładzie pracy zasad współżycia społecznego.
Ujawnianie firmowych tajemnic w dowolnym zakamarku internetu stanowi dość oczywistą przesłankę do zwolnienia pracownika bez wypowiedzenia. Nasz pracownik ma również obowiązek dbać o dobro zakładu pracy, co pozwala nam zareagować, jeśli taka osoba bezpośrednio uderza w dobre imię firmy. Przy czym trzeba pamiętać o przepisach chroniących sygnalistów. Czym innym jest zgłaszanie ewentualnych nieprawidłowości w przedsiębiorstwie, a czym innym zwymyślanie własnego szefa od najgorszych gdzieś na X albo Facebooku.
Na zwolnienie dyscyplinarne pracownika mamy 1 miesiąc od momentu uzyskania przez nas wiadomości o okoliczności, która uzasadnia taki ruch. Spóźnienie się z reakcją zamyka nam taką możliwość przynajmniej do następnego internetowego wyskoku danej osoby.
Warto przy tym wspomnieć, że nawet w sytuacji, gdy nie będziemy mogli zastosować art. 52 kodeksu pracy, pozostaje nam jeszcze mniej drastyczna możliwość. Umowę o pracę można przecież także wypowiedzieć. Taka decyzja musi być jedynie uzasadniona konkretną i rzeczywistą przyczyną. Wpływ kontrowersyjnej aktywności w social media na dobre imię firmy jak najbardziej może stanowić takie uzasadnienie. Siłą rzeczy kryzys wizerunkowy wywołany przez pracownika również będzie dość oczywistą przyczyną zwolnienia takiej osoby.
Czy możemy nakazać pracownikowi po prostu zakazać pisania o firmie w mediach społecznościowych, by mieć spokój od niepożądanych incydentów wizerunkowych? Niestety nie. Nie możemy też zakazać naszemu pracownikowi dumnego obnoszenia się z aktualnym miejscem pracy. Cały czas mamy jednak możliwość poproszenia pracownika, by się hamował albo przynajmniej nie mieszał naszej firmy do swojej internetowej twórczości. Zignorowanie takiej uprzejmej prośby również może stanowić przesłankę uzasadniającą wypowiedzenie umowy o pracę.