1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. Bank Pekao: to nie babcia klika w podejrzane linki. Robi to 28 proc. dwudziestolatków

Bank Pekao: to nie babcia klika w podejrzane linki. Robi to 28 proc. dwudziestolatków

Ostrzeżenia przed internetowymi oszustami kojarzą się zwykle z babcią, która dostaje SMS-a o niedopłacie za prąd. Z raportu Banku Pekao „Cyberbezpieczeństwo – postawy i zachowania Polaków” wynika jednak, że ryzyko leży zupełnie gdzie indziej. Najpewniej w sieci czuje się pokolenie Z – swoją sytuację jako bezpieczną ocenia 55 proc. osób w wieku 18–29 lat. Jednocześnie 28 proc. z nich klika w otrzymane linki bez sprawdzania, skąd przyszły. Wśród osób po sześćdziesiątce robi tak 19 proc.

Marek Śmigielski19.10.2026 15:32
Finanse

Pokolenie Z wychowane ze smartfonem nie jest ostrożniejsze w sieci

Na tym różnice się nie kończą. Dane karty płatniczej na cudzym telefonie czy komputerze wpisuje 28 proc. najmłodszych badanych i tylko 7 proc. seniorów, czyli czterokrotnie mniej.

Częściowo wyjaśnia to czas spędzany w internecie. Pokolenie Z jest online średnio ponad pięć godzin dziennie, generacja Baby Boomers – niecałe trzy i pół. Różnica na pierwszy rzut oka nie robi wrażenia, ale w skali miesiąca daje ponad 50 godzin, czyli więcej niż cały etatowy tydzień pracy. Do tego dochodzi nawyk działania na szybko: płatność jednym kliknięciem, logowanie odciskiem palca, zakupy prosto z aplikacji społecznościowej, gdzie łatwo trafić na fałszywe sklepy internetowe.

Skutki widać w danych. Aż 54 proc. przedstawicieli pokolenia Z przyznaje, że oszustwa lub cyberataku doświadczyli oni sami albo ktoś z ich otoczenia. Wśród najstarszych badanych to 32 proc., a w całej grupie 44 proc. Dobre samopoczucie młodych nie wynika więc z tego, że omijają ich kłopoty. Raczej z przekonania, że swoboda w obsłudze aplikacji wystarczy za ochronę.

Telefon od „konsultanta” rozpoznamy. Fałszywy kod QR już niekoniecznie

Najpopularniejsze sztuczki oszustów Polacy znają bardzo dobrze. Podejrzane telefony jako zagrożenie wskazuje 93 proc. badanych, fałszywe maile i SMS-y – 91 proc., a próby wyciągnięcia kodu BLIK albo loginu do banku – 87 proc. Trudno się dziwić, bo o tych metodach mówi się od lat.

Gorzej jest z tym, o czym słychać rzadziej. Kod QR prowadzący do podrobionej strony jako ryzyko wskazuje 65 proc. ankietowanych, a ataki polegające na przeciążeniu serwera – 55 proc. Tymczasem naklejkę z kodem QR można przykleić niemal wszędzie: na parkomacie, ulotce czy stoliku w kawiarni, a przed zeskanowaniem nie widać, dokąd prowadzi. Przykładem, że przestępcy chętnie sięgają po ten mechanizm, jest choćby oszustwo na kod QR z KSeF.

Zabezpieczenia w bankowości: używamy tych, które działają same

Podobnie wygląda kwestia zabezpieczeń. Najlepiej radzimy sobie z tymi, które działają bez naszego udziału. Powiadomienia o logowaniu ma włączone 69 proc. badanych, logowanie dwuskładnikowe – 56 proc., a menedżer haseł – 43 proc.

Kłopot zaczyna się tam, gdzie trzeba coś zrobić samodzielnie. Osobne hasła do różnych serwisów stosuje 38 proc. ankietowanych, regularne aktualizacje systemu i aplikacji – 36 proc., a kopie zapasowe plików wykonuje zaledwie 22 proc. Co piąty badany loguje się też do bankowości bez sprawdzenia adresu strony. Nic dziwnego, że to, co robicie ze swoimi hasłami do banków, niepokoi ekspertów.

Co piąty badany zetknął się z oszustem. Nie każdy to zgłosił

Obawy Polaków dotyczą przede wszystkim pieniędzy. Ich utraty boi się 48 proc. badanych, a kredytu zaciągniętego na swoje dane – 34 proc. I nie są to obawy na wyrost. Wśród osób, które same lub przez bliskich trafiły na oszusta, najczęściej chodziło właśnie o próbę wyciągnięcia kodu BLIK albo loginu i hasła do konta (35 proc.). Dalej jest przejęty profil w mediach społecznościowych (30 proc.), do czego prowadzi choćby phishing na Messengerze, i podejrzane telefony (26 proc.).

Najbardziej zastanawia jednak inna liczba. Osobiście z oszustwem lub atakiem miał do czynienia co piąty badany, a 28 proc. z tej grupy po prostu zamknęło stronę albo zostawiło wiadomość bez odpowiedzi. Bez zgłoszenia do banku, policji czy CERT taka próba nie trafia do żadnej statystyki, a oszust może spokojnie szukać kolejnej, mniej ostrożnej osoby.

Nieuwaga klientów kosztuje. Także tych ostrożnych

Robert Mazur, szef cyberbezpieczeństwa w Banku Pekao, przekonuje, że brakuje nie technologii, ale konsekwencji w jej używaniu. Banki mają dziś do dyspozycji uwierzytelnianie wieloskładnikowe czy analizę behawioralną, czyli systemy wychwytujące nietypowe zachowania klienta, np. inne tempo pisania albo logowanie z nowego miejsca. To zresztą dobra ilustracja tego, co bank wie o kliencie.

Problem w tym, że takie rozwiązania nie są tanie, a im częściej klienci działają w pośpiechu, tym więcej banki muszą w nie inwestować. Ten koszt nie znika i w dłuższej perspektywie odbija się na cenach usług. Za nieostrożność części użytkowników płacą więc także ci, którzy każdy link sprawdzają dwa razy.

Kampanie o cyberbezpieczeństwie powinny trafiać do młodych

Z raportu płynie też wniosek dla autorów kampanii edukacyjnych. Skoro najbardziej ryzykowne nawyki mają najmłodsi, to do nich powinny trafiać przypomnienia o sprawdzaniu adresu strony i niepodawaniu danych karty na cudzym sprzęcie. Najlepiej tam, gdzie spędzają te ponad pięć godzin dziennie, czyli w mediach społecznościowych, a nie w telewizyjnych spotach

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover