1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Powrotu wiecznych wójtów i prezydentów miast nie będzie. Dwukadencyjność w samorządach zostaje

Powrotu wiecznych wójtów i prezydentów miast nie będzie. Dwukadencyjność w samorządach zostaje

Ku zaskoczeniu chyba wszystkich Sejm odrzucił projekt PSL w sprawie zniesienia dwukadencyjności na stanowiskach wójta, burmistrza i prezydenta miasta. Zadecydował brak jednomyślności w koalicji rządzącej. Ludowcy odgrażają się teraz następnym projektem nowelizacji.

Ludowcom bardzo zależało na zniesieniu dwukadencyjności w samorządach

Polskie Stronnictwo Ludowe zaproponowało jakiś czas temu nowelizację kodeksu wyborczego, która likwidowałaby zasadę dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Limit kadencji dla włodarzy gmin wprowadzono w 2018 roku za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Równocześnie rozciągnięto kadencje samorządowców z 4 do 5 lat – a rekordowo długa kadencja samorządów to jednocześnie szansa i problem.

Nie jest żadną tajemnicą, że dwukadencyjność stała się ważnym elementem politycznych targów w obrębie koalicji rządzącej. Jej zniesienie było w końcu niezwykle ważne dla Ludowców. Dlaczego? Oficjalna wersja przedstawiana przez polityków PSL sprowadza się do słów senatora Gustawa Marka Brzezina:

Dlatego – jako PSL – jesteśmy za tym, żeby dać możliwość wyboru mieszkańcom gmin. Niech oni decydują, ile kadencji będzie pełnił wójt, burmistrz czy prezydent miasta.

Warto przy tym pamiętać, że mieszkańcy już dziś mają narzędzie, by pozbyć się włodarza przed końcem kadencji – jest nim odwołanie wójta w referendum. Dodatkowo Ludowcy sugerują, że dwukadencyjność odbiera gminom możliwość korzystania z doświadczeń zaprawionych w bojach samorządowców.

Głosowanie w Sejmie: projekt PSL przepadł stosunkiem 213 do 215

Równocześnie trudno byłoby zignorować kontekst czysto polityczny. PSL jest partią tradycyjnie silną właśnie w samorządach. Tymczasem wieloletni wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast już w następnych wyborach samorządowych będą musieli zmierzyć się z nowymi realiami i pożegnać ze swoimi stanowiskami. Odbędą się one w 2029 roku. Nic dziwnego, że wcześniej pojawił się nawet pomysł, by emerytura w samorządzie przysługiwała poszkodowanym przez dwukadencyjność już po 50. roku życia.

Jak się łatwo domyślić, Sejm odrzucił projekt PSL. Trzeba przy tym przyznać, że było blisko. Za jego przyjęciem głosowało 213 posłów, a przeciwko było 215. W tej pierwszej grupie znaleźli się wszyscy obecni na sali Ludowcy oraz politycy Koalicji Obywatelskiej. Po przeciwnej stronie barykady jednoznacznie opowiedział się PiS oraz Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego.

Projektowi bardziej od Lewicy zaszkodziła absencja części posłów

Przeważyły tak naprawdę dwa czynniki. Przede wszystkim zabrakło kilku posłów. W koalicji rządzącej wyłamało się 6 posłów Lewicy, 2 Centrum i 3 Polski 2050. Przeciwko zniesieniu dwukadencyjności zagłosowała także partia Razem i ponad połowa Konfederacji.

Trzeba przyznać, że plan PSL-u i tak opierał się na bardzo niepewnych podstawach. Zniesienie dwukadencyjności prawie na pewno zawetowałby prezydent Karol Nawrocki.

PSL zamierza teraz wprowadzić dwukadencyjność w Sejmie

Nie da się ukryć, że politycy PSL-u są niezadowoleni z takiego obrotu sprawy. Doniesienia medialne sugerują nawet obwinianie przez nich Lewicy. Poseł Krzysztof Paszyk wprost stwierdził w programie „Tłit” Wirtualnej Polski, że politycy jego partii „czują się oszukani przez Lewicę”.

Szef Ludowców wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiada: „Będziemy próbować inaczej”. Tylko co to właściwie miałoby znaczyć? Dwukadencyjności nie da się zlikwidować inaczej niż poprzez zmianę albo uchylenie obowiązujących przepisów kodeksu wyborczego.

Odpowiedź może być zaskakująca. Przedstawił ją sam Kosiniak-Kamysz. Okazuje się, że PSL chce teraz… wprowadzić dwukadencyjność parlamentarzystom:

My będziemy próbować inaczej, będziemy ograniczać kadencję parlamentarzystom, bo rozumiem, że jeżeli dzisiaj jest ograniczenie tylko dla samorządowców, to jest po prostu niesprawiedliwe. Trzeba zacząć od posłów i senatorów.

Trzymam kciuki za dwukadencyjność posłów i senatorów

Absolutnie nie mam nic przeciwko. Z całego serca tę inicjatywę popieram i życzę jej powodzenia. W końcu dwukadencyjność w parlamencie oznaczałaby, że po raptem 8 latach pozbylibyśmy się z Sejmu i Senatu wszystkich tuzów dzisiejszej polityki. Zresztą nie od dziś słychać głosy, że Polska ma za dużo posłów i urzędników, czas z tym skończyć.

Polacy popierają dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast

Zapewne właśnie ze względu na tę samą niechęć do zabetonowania sceny politycznej dwukadencyjność w samorządach cieszy się zdecydowanym poparciem Polaków. Z sondażu opublikowanego niedawno przez „Rzeczpospolitą” wynika, że 60 proc. popiera dwukadencyjność, a przeciwko jest tylko 14 proc.

Jeszcze bardziej zdecydowane poparcie dla dwukadencyjności przywołał w sierpniu ubiegłego roku na Bezprawniku Mateusz Krakowski w tekście Polacy mają dość wiecznych samorządowców. 78,6 proc. ankietowanych odpowiedziało negatywnie na pytanie o to, czy przyjęcie projektu PSL-u jest potrzebne.

Sprawa jest jasna: Polacy naprawdę mają serdecznie dosyć wiecznych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Prawdę mówiąc, mają też dość wiecznych posłów, senatorów i ministrów. Nie wydaje mi się jednak, by parlamentarzyści zamierzali sprawić nam tę radość i zakończyć swoje własne kariery.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover