- Bezprawnik -
- Prawo -
- Kupiłem przeterminowane pierogi. Sprawdziłem, co za to grozi sklepowi
Kupiłem przeterminowane pierogi. Sprawdziłem, co za to grozi sklepowi
Są dwa rodzaje dat wskazujących, czy sprzedawane w sklepie jedzenie nadaje się do bezpiecznej konsumpcji. Obydwa stanowią informację dla konsumenta. Z punktu widzenia sprzedawców nic się nie zmienia – data przydatności do spożycia i data minimalnej trwałości stanowią nieprzekraczalną granicę.
Data przydatności do spożycia a data minimalnej trwałości
Pamiętacie przeterminowany hummus, który przez nieuwagę przyniosłem ze sklepu? Znowu przytrafiło mi się coś podobnego. Tym razem padło na opakowanie gotowych pierogów. Problem mógłbym w całości zrzucić na pośpiech albo kiepską spostrzegawczość, gdyby nie niuans mający potencjalne znaczenie prawne. Nie każda przeterminowana żywność nie nadaje się do spożycia. Pytanie brzmi: czy to coś zmienia z punktu widzenia przepisów prawa?
Mamy dwa rodzaje takich dat. Pierwszą jest data przydatności do spożycia. Znamy ją ze sformułowań w rodzaju „należy spożyć do…” albo po prostu „spożyć do”. Ma charakter definitywny. Konsumpcja produktu po tej dacie może stanowić bezpośrednie zagrożenie dla naszego zdrowia.
Przekroczenie daty minimalnej trwałości nie powinno nam zaszkodzić
Drugi rodzaj to data minimalnej trwałości. Poznamy ją po sformułowaniach typu „najlepiej spożyć przed…” albo „najlepiej spożyć przed końcem…”. Brzmi jak niezobowiązująca sugestia i poniekąd właśnie nią jest.
Spożycie produktu po upływie daty minimalnej trwałości zazwyczaj nam nie zaszkodzi. Produkt będzie po prostu stopniowo tracić swoje apetyczne właściwości, aż w końcu rzeczywiście się zepsuje. Kiedy? To zależy od konkretnego produktu.
Za sprzedaż przeterminowanej żywności grozi grzywna, a nawet areszt
Wiemy już, że sklepy nie zawsze przejmują się jedną albo drugą datą. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że większe znaczenie będzie miała jedynie data przydatności do spożycia. Okazuje się jednak, że rozróżnienie jest istotne wyłącznie z punktu widzenia konsumenta.
Przepisy wyraźnie zabraniają sprzedaży przeterminowanej żywności – jakiejkolwiek. Interesującym nas przepisem jest art. 52 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia.
Środki spożywcze oznakowane datą minimalnej trwałości lub terminem przydatności do spożycia mogą znajdować się w obrocie do tej daty lub terminu.
Co ciekawe, rozróżnienie pomiędzy jedną a drugą datą co do zasady nie występuje także w przepisach karnych. Zgodnie z art. 100 ust. 1 pkt 1 tej ustawy ten, „kto używa do produkcji lub wprowadza do obrotu środek spożywczy po upływie terminu przydatności do spożycia lub daty minimalnej trwałości, podlega karze grzywny”. Na uwagę zasługuje jednak ust. 2:
Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu, o którym mowa w ust. 1 pkt 1, w stosunku do środków spożywczych po upływie ich terminu przydatności do spożycia, o znacznej wartości, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
Nie chodzi oczywiście o pojedynczy przeterminowany produkt, ale o łączną wartość towaru.
Sklep może próbować sprzedać towar z krótką datą aż do samego końca
Pytanie brzmi: co właściwie sprzedawcy mogą zrobić z towarem, którego termin przydatności upłynął? Zacznijmy od tego, że w przypadku żywności teoretycznie nie powinno to w ogóle mieć miejsca. Sklepy o powierzchni powyżej 250 m², w których sprzedaż produktów spożywczych generuje przynajmniej 50% rocznych przychodów, mają określone obowiązki. Wynikają one z ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności.
Najprościej rzecz ujmując, produkty, którym upływa termin przydatności do spożycia lub data minimalnej trwałości, powinny zostać przekazane organizacji pozarządowej, z którą dany sklep zawarł umowę. Słowem kluczowym jest tutaj „upływa”. Aspekt niedokonany jest tu celowy.
Utylizacja przeterminowanych produktów nie stanowi marnowania żywności
Przepisy ustawy wyraźnie definiują pojęcie „marnowania żywności” jako wycofywanie ze sprzedaży produktów spożywczych, które spełniają wymogi prawa żywnościowego. Do tych wymogów należy także art. 52 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Tym samym przeterminowanego jedzenia nie można przekazać nawet na cele żywienia więźniów, nie wspominając o celach dobroczynnych.
W efekcie nic nie stoi na przeszkodzie, by sprzedawca do ostatniej chwili starał się sprzedać towar bliski przekroczenia daty minimalnej trwałości albo nawet terminu przydatności do spożycia. Praktycznie każdy z nas kupował już przecenione produkty, którym kończył się termin. Obniżka ma zwiększyć szansę, że zdążą one znaleźć nabywcę.
Orzecznictwo sądów administracyjnych jasno przy tym wskazuje, że jeśli żywność zdąży się przeterminować, to nie podlega już rygorom ustawy. Nie wpływa też na wysokość opłaty za marnowanie żywności. Nie mogę przy tym napisać, że nie trzeba jej już nigdzie oddawać, bo trzeba – do utylizacji. To w końcu dużo lepsze rozwiązanie problemu niż ukrywanie daty ważności pod etykietą z ceną promocyjną. Ostatecznie daty ważności produktów powinny być czytelne.










