1. Bezprawnik -
  2. Społeczeństwo -
  3. Mówi, że mieszkając z partnerem, oszczędza 2000 zł miesięcznie. Proste obliczenia pokazały, że się myli

Mówi, że mieszkając z partnerem, oszczędza 2000 zł miesięcznie. Proste obliczenia pokazały, że się myli

Wiele osób tkwi w związkach z rozsądku tylko ze względu na chęć dzielenia kosztów życia. Tego rodzaju relacje często służą głównie wspólnemu zamieszkaniu i nie ma w nich perspektyw na posiadanie dzieci. Postanowiłam na konkretnym przykładzie sprawdzić, czy żyjący tak partnerzy rzeczywiście coś zyskują.

„Związek”, który sprowadza się do wspólnego wynajmu mieszkania

Ewa, moja znajoma już dobrze po trzydziestce, mieszka z partnerem. Określenie „mieszka” jest tu nieprzypadkowe, bo od dawna nie ma między nimi żadnej relacji. Kobieta twierdzi jednak, że tak być musi, bo dzielą z chłopakiem koszty życia.

Znajoma przekonuje, że dekadę po studiach nie wyobraża sobie wynajmowania pokoju. Jej standard to niezależne lokum, którego — jak twierdzi — nie byłaby w stanie sama opłacić. Tymczasem coraz częściej okazuje się, że single nie mają własnej nieruchomości, bo stać ich na najem, ale nie na kredyt.

Dlaczego dzielenie kosztów wcale się nie opłaca

Po pierwsze, droższe mieszkanie i media

Singiel często jest skłonny wynająć najtańsze lokum w odleglejszej dzielnicy. Obecnie skromną kawalerkę na peryferiach Warszawy znajdziemy już za 2000 zł. Tymczasem Ewa i jej partner wybrali ładne, dwupokojowe mieszkanie na Pradze za 4000 zł.

Biorąc pod uwagę, że płacą za nie po połowie, już na tym etapie przekonanie znajomej o rzekomych oszczędnościach łatwo obalić. Przecież wydaje ona na mieszkanie dokładnie tyle, ile mogłoby ją kosztować bez partnera.

Dodajmy, że para praktycznie nie oszczędza na czynszu administracyjnym czy mediach. W małym lokum naliczenia zarządcy i rachunki zwykle są niskie, a w większym proporcjonalnie wzrastają.

Ewa i jej chłopak płacą razem 1000 zł, a więc po 500 zł każdy. Gdyby dziewczyna mieszkała sama, wydawałaby podobną kwotę.

Po drugie, problemy w dzieleniu kosztów jedzenia

W przeszłości plan był taki, że Ewa z partnerem miała ponosić koszty codziennych zakupów po połowie i gotować z nim na zmianę. W praktyce kompletnie to nie wyszło.

Bohaterce tego artykułu zależało na zdrowym odżywianiu, a jej chłopakowi na tym, aby było jak najtaniej. Finalnie każdy zaopatruje się więc osobno i robi posiłki na własną rękę. Czytając etykiety produktów spożywczych, łatwo zauważyć, jak bardzo różni się jakość artykułów, które oboje wkładają do koszyka.

Ale partner Ewy regularnie konsumuje kupione przez nią produkty. W sumie więc dziewczyna dopłaca do jego jedzenia nawet kilkaset złotych miesięcznie.

Ryzykowny układ, który może skończyć się bezdzietnością

Gdyby ograniczyć dzielenie kosztów do samego mieszkania, można by się jeszcze zgodzić z tym, że podejście Ewy ma sens. Ale kiedy uwzględni się, że kobieta finansuje żywienie partnera, system ten rozpada się jak domek z kart.

Ponadto Ewa pozostaje uwikłana w relację, która jej nie służy. Im dłużej będzie ona trwała, tym trudniej będzie się jej z tego wyplątać.

Podobnie jak wiele kobiet w wieku ok. 35 lat może przypłacić za taki układ bezdzietnością. I to jest bez wątpienia jeden z istotniejszych argumentów, dla których przedstawione zjawisko należy piętnować.

Co ciekawe, mieszkania na tani wynajem mogłyby pomóc osobom, które dziś z konieczności trwają w takich związkach, uniezależnić się finansowo.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi
Kliknij by przejść do artykułu