1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Pusta ulica nie zwalnia z przestrzegania przepisów. Na czerwonym i tak nie wolno przejść

Pusta ulica nie zwalnia z przestrzegania przepisów. Na czerwonym i tak nie wolno przejść

Jest późny wieczór, ulica świeci pustkami, nie nadjeżdża ani jeden samochód, a pieszy stoi przed przejściem i czeka na zielone światło. W Polsce to codzienny obrazek, który dla wielu osób jest zwyczajnie frustrujący. Raczej nie lubimy bowiem, gdy przepisy każą bardziej ufać sygnalizatorowi niż własnym oczom. A nie wszędzie za granicą tak jest. Gdzieniegdzie pieszy może sam ocenić, czy przejście przez jezdnię jest bezpieczne, i wtedy czerwone światło nie zwiastuje absolutnego zakazu.

Miłosz Magrzyk21.07.2026 15:40
Moto

Czy taki model sprawdziłby się również nad Wisłą? To pytanie wraca regularnie i za każdym razem wywołuje gorącą dyskusję.

Mandat za przejście na czerwonym świetle przez pustą ulicę

Polska nie jest jedynym krajem, który stawia na bezpieczeństwo pieszych, ale jest jednym z tych, które wyjątkowo rygorystycznie traktują przechodzenie na czerwonym świetle. U nas za takie wykroczenie grozi standardowy mandat w wysokości 200 zł, nawet jeśli droga jest pusta. Warto pamiętać, że piesi może i są uprzywilejowaną grupą, ale również mogą dostać mandat, i to w wielu sytuacjach.

Jak wygląda przechodzenie na czerwonym za granicą?

Ale nie wszędzie przejście na czerwonym świetle jest zabronione. Przykładowo w Norwegii pieszy może przejść na czerwonym świetle, o ile nie stwarza zagrożenia dla siebie ani innych uczestników ruchu. Podobne rozwiązania funkcjonują m.in. w Hiszpanii, Szwecji czy Holandii.

W Nowym Jorku również zalegalizowano przekraczanie jezdni poza wyznaczonymi przejściami oraz na czerwonym świetle. Wcześniej za takie zachowanie groziła kara sięgająca 250 dolarów. Dzisiaj piesi mają większą swobodę, ale muszą zachować ostrożność i nie mogą utrudniać ruchu.

Kto ma pierwszeństwo, gdy czerwone przestaje być granicą?

Największym argumentem przeciwników zmian nie jest zakaz przechodzenia na czerwonym, lecz przewidywalność, która bez sygnalizacji kuleje.

Sygnalizacja świetlna przystępnie określa, kto w danym momencie ma pierwszeństwo. Gdyby jedna ze stron mogła dowolnie ignorować czerwone światło, kierowca jadący na zielonym nigdy nie miałby pewności, czy za chwilę ktoś nie wejdzie mu pod koła. Zasada ograniczonego zaufania zamieniłaby się w nieustanne przewidywanie cudzych decyzji. Z tego powodu uważa się, że sygnalizacja działa najlepiej wtedy, gdy wszyscy traktują ją jednakowo. Zresztą sporów o interpretację nie brakuje nawet dziś — wystarczy wspomnieć mandat za przejazd na żółtym świetle.

Nie tylko piesi łamią przepisy

W końcu na drodze nie brakuje niebezpieczeństw. Nie bez kozery mówi się o tym, że punkty karne dla rowerzystów byłyby uzasadnione. Może to nauczyłoby ich pokory i zakończyło jeżdżenie slalomem między samochodami lub pędzenie chodnikiem na złamanie karku.

Ślepe posłuszeństwo czy zdrowy rozsądek?

W debacie pojawia się jeszcze jeden ciekawy argument. Jedni twierdzą, że zakaz przechodzenia na czerwonym uczy ślepego posłuszeństwa wobec przepisów i odbiera ludziom możliwość korzystania ze zdrowego rozsądku. Drudzy odpowiadają z przekąsem, że Polacy potrafiliby stać na czerwonym nawet cały dzień, gdyby zepsuła się sygnalizacja, bo skoro przepis mówi „nie”, to nie ma o czym dyskutować.

Prawda prawdopodobnie leży pośrodku. Są sytuacje, w których przejście przez pustą ulicę rzeczywiście nie stwarza zagrożenia. Problem polega na tym, że przepisy muszą działać nie tylko wtedy, gdy wszystko przebiega idealnie, ale przede wszystkim wtedy, gdy coś zawodzi.

Rodzic może, dziecko nie? Trudne pytania o czerwone światło

Nie bez znaczenia pozostaje aspekt wychowawczy. Dzieci obserwują zachowanie dorosłych i przenoszą je na własne nawyki. Trudno byłoby wytłumaczyć najmłodszym, że rodzic może przejść na czerwonym, bo właściwie ocenił sytuację, ale oni nie powinni robić tego samego.

Pojawiają się również pytania o odpowiedzialność finansową za skutki wypadków. Zwolennicy liberalizacji podkreślają, że skoro pieszy samodzielnie zdecydował o wejściu na jezdnię, powinien ponosić pełne konsekwencje swoich błędów. Z tych wszystkich powodów uznaje się, że przechodzenie na czerwonym nie powinno być legalne.

Mimo że wizja przechodzenia przez pustą ulicę bez widma mandatu kusi, najważniejsze pozostają bezpieczeństwo i przewidywalność. A te nadal lepiej zapewniają jasne zasady niż pozostawienie wszystkiego indywidualnej ocenie uczestników ruchu. Do takich wniosków ewidentnie dochodzi polski prawodawca.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover