- Bezprawnik -
- Moto -
- Chcą wprowadzić nowy znak drogowy. Tym razem chodzi o... smartfony
Chcą wprowadzić nowy znak drogowy. Tym razem chodzi o... smartfony
Instytut Spraw Obywatelskich zaproponował wprowadzenie nowego znaku drogowego. Miałby ostrzegać przed zagrożeniami związanymi z korzystaniem ze smartfonów przez pieszych. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że sens takiego posunięcia jest znikomy.
Nadużywanie smartfonów przez pieszych to poważny problem społeczny
Stowarzyszenie Instytut Spraw Obywatelskich – jedna z organizacji pozarządowych – wystąpiło niedawno do Ministerstwa Infrastruktury z dość ciekawą inicjatywą. Zaproponowało wprowadzenie nowego znaku drogowego. Ze szczegółami pomysłu możemy zapoznać się w treści apelu skierowanego do szefa wspomnianego resortu:
Szanowny Panie Ministrze,
w związku z przypadającym 15 lipca Międzynarodowym Dniem Bez Telefonu Komórkowego Instytut Spraw Obywatelskich zwraca się z apelem o rozpoczęcie prac nad wprowadzeniem do polskiego systemu znaków drogowych nowego znaku ostrzegawczego, który informowałby o szczególnym ryzyku związanym z korzystaniem z telefonu komórkowego w ruchu drogowym.
Proponujemy znak w formule ostrzegawczej: trójkątne pole, czerwone obrzeże, żółte tło oraz czarny symbol osób patrzących w telefony komórkowe.
[...]
Ostrzeżenie przed pieszymi ze smartfonami nie byłoby pierwszym tego typu znakiem
Instytut Spraw Obywatelskich roboczo proponuje nazwanie znaku „Uwaga — piesi korzystający z telefonów". Tym samym można by domniemywać, że byłby skierowany do kierowców. Skojarzenie z obowiązującym znakiem drogowym A-18b „zwierzęta dzikie" oraz A-17 „uwaga dzieci" nasuwa się samo. Nie byłby to zresztą pierwszy taki pomysł — całkiem niedawno pisaliśmy o inicjatywie, by pojawił się nowy znak na przejazdach kolejowych.
Organizacja wyjaśnia także, w jakich konkretnych miejscach ostrzeżenie przed pieszymi korzystającymi ze smartfonów miałoby się pojawić:
Proponujemy prosty, widoczny komunikat w miejscach realnego ryzyka: przy przejściach dla pieszych, w pobliżu szkół, uczelni, przystanków, dworców, centrów handlowych, skrzyżowań oraz w innych miejscach o dużym natężeniu ruchu pieszego.
Równocześnie jednak Instytut Spraw Obywatelskich sugeruje, że nowy znak miałby pełnić funkcję nie tylko czysto ostrzegawczą, ale także edukacyjną – skierowaną do pieszych.
Taki znak mógłby pełnić funkcję prewencyjną i edukacyjną: przypominałby pieszym, aby podnieśli wzrok znad ekranu, a kierującym — aby zachowali szczególną ostrożność w miejscach, gdzie piesi mogą być rozproszeni.
Za inicjatywą stoją jednoznacznie szczytne intencje
Warto w tym momencie wspomnieć, że inicjatywa miałaby docelowo stanowić element szerszej kampanii edukacyjnej, mającej przestrzegać obywateli przed ryzykiem związanym z korzystaniem ze smartfonów w bardzo szeroko rozumianym ruchu drogowym. Znak przypominałby wszystkim jego uczestnikom, że telefon komórkowy w ręku może ograniczyć uwagę, spowolnić reakcję i doprowadzić do tragedii.
Trudno byłoby krytykować samą ideę stojącą za pomysłem Instytutu Spraw Obywatelskich. Osoby poruszające się w ruchu drogowym ze wzrokiem wbitym w ekran smartfona stwarzają pewne zagrożenie dla siebie i innych.
Stowarzyszenie słusznie przypomina, że mamy już zakaz z art. 14a pkt 8) prawa o ruchu drogowym, który to przepis wyraźnie zabrania korzystania z telefonu przy przejściu dla pieszych. Warto przy tym pamiętać, że korzystanie z telefonu na pasach nie zawsze musi się kończyć mandatem — decyduje to, czy pieszy faktycznie stracił możliwość obserwacji drogi. Użytkownik smartfona, który nie zwraca uwagi na sytuację na drodze i sygnalizację świetlną, ryzykuje przejechanie przez samochód. Także na chodniku może najzwyczajniej w świecie na kogoś wpaść.
Za nowe znaki zapłacilibyśmy nawet kilkaset milionów złotych
Sama próba edukowania społeczeństwa w tej kwestii jest czymś słusznym. Być może jakaś cykliczna kampania społeczna ze spotami w mediach – ze szczególnym uwzględnieniem popularnych mediów społecznościowych – mogłaby przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa. Czy to jednak oznacza, że powinniśmy od razu stawiać nowy znak drogowy? Przyznam, że jestem co do tego sceptyczny. Zwłaszcza że kolejne znaki drogowe umiejscowienie których nikt wcześniej nie przemyślał, potrafią przynieść więcej szkody niż pożytku.
Zaoszczędzilibyśmy 300-600 mln zł na zbędnym oznakowaniu przejść dla pieszych
Koszt postawienia pojedynczego znaku drogowego w Polsce szacuje się zazwyczaj na ok. 1-2 tys. zł. Jeżeli ostrzeżenie przed pieszymi ze smartfonami miałoby się rzeczywiście pojawić w każdym miejscu pasującym do którejś ze wskazanych wyżej kategorii, mielibyśmy do postawienia bardzo dużo znaków.
Odpuśćmy sobie przejścia dla pieszych, które z samej swej natury i tak są już oznakowane. Byłaby to duża ostrożność, bo ich liczbę możemy oszacować na ok. 300 tys. w całej Polsce. Dworców i centrów handlowych nie ma w Polsce zbyt wiele. Zamknęlibyśmy się zapewne w ok. 4 tysiącach łącznie. Pozostaje ok. 26 tys. szkół i aż 170 tys. przystanków.
Razem wychodzi 200 tys. obiektów, co w przeliczeniu daje nam koszt 200-400 mln zł. Nie są to może miliardy, ale wciąż mamy do czynienia z kwotą, która w czasach ziejącej dziury budżetowej stanowi już pewną ekstrawagancję.
Pieszy gapiący się w ekran i tak nie patrzy na znaki
Postawić należy także pytanie o skuteczność samego nowego znaku jako narzędzia prewencji. Z pewnością samo jego pojawienie się wzbudziłoby zauważalną ciekawość w społeczeństwie. To z kolei sprawiłoby, że Polacy prawdopodobnie zaczęliby sprawdzać, co to w ogóle za nowy znak. Na pewno jego wdrożenie nagłośniłyby media. Dlatego myślę, że funkcję edukacyjną by zrealizował.
Zauważalnie gorzej będzie z ostrzeganiem pieszych przed – na przykład – wejściem na przejście dla pieszych na czerwonym świetle prosto pod koła samochodu. Powód jest bardzo prosty. Osoba wpatrzona w ekran smartfona siłą rzeczy nie patrzy przed siebie na znaki drogowe. Nie zmienia to faktu, że w takiej sytuacji pieszy ma pierwszeństwo tylko wtedy, gdy sam przestrzega przepisów.
Znaki dla kierowców w większości by się dublowały
Znaki skierowane do kierowców będą się z kolei w większości przypadków dublować. O oznakowaniu przejść dla pieszych już wspominałem. Przy szkołach praktycznie zawsze znajdziemy znak A-17 „uwaga dzieci". Zostają nam przypadki dworców, przystanków i galerii handlowych.
W ich przypadku największym problemem wydaje się wtargnięcie na jezdnię w miejscu do tego nieprzeznaczonym, co w Polsce samo jest niedozwolone i tym samym stanowi wykroczenie — przechodzenie przez jezdnię poza zebrą pozbawia pieszego pierwszeństwa. Oczywiście nijak nie powstrzymuje to mieszkańców naszego kraju przed łamaniem przepisów. Dodatkowy znak tego raczej nie zmieni.










