1. Bezprawnik -
  2. Edukacja -
  3. Nawet 713 zł więcej co miesiąc. Tak może wyglądać nowa pensja nauczyciela od 2027 r.

Nawet 713 zł więcej co miesiąc. Tak może wyglądać nowa pensja nauczyciela od 2027 r.

Ministerstwo Edukacji Narodowej pracuje nad mechanizmem, który powiąże wynagrodzenia nauczycieli ze wskaźnikami gospodarczymi i zastąpi coroczne negocjacje o wysokości podwyżek. W praktyce oznaczałoby to, że wysokość pensji przestałaby zależeć od corocznych rozmów z ministrem finansów, a zaczęłaby wynikać z danych GUS; nieoficjalnie mówi się o wzroście rzędu 11 proc.

Resort mówi o trwałym mechanizmie, strona społeczna słyszy o nim po raz pierwszy

Jak podaje portalsamorzadowy.pl, Ewelina Gorczyca, rzeczniczka prasowa MEN, zapowiedziała stworzenie stabilnego systemu powiązania nauczycielskich pensji ze wskaźnikami gospodarczymi — takiego, który zastąpiłby powtarzane co roku rozmowy o wysokości podwyżek. Zaznaczyła przy tym, że resortowy projekt będzie się różnić od obywatelskiej inicjatywy ZNP „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli", która zakłada odniesienie wynagrodzeń do przeciętnej płacy w gospodarce z 2021 r. To nie pierwszy raz, gdy ZNP chce podwyżek dla nauczycieli w oparciu o sztywny wskaźnik, a nie doraźne ustalenia budżetowe.

O pracach nad tym rozwiązaniem nie wiedzą jednak przedstawiciele największych związków zawodowych — a przecież to oni siedzą z ministerstwem przy jednym stole w Zespole ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli.

Obywatelski projekt ZNP utknął w Sejmie

Obywatelski projekt ZNP leży tymczasem w Sejmie. Po szybkim odmrożeniu w obecnej kadencji trafił do podkomisji nadzwyczajnej Komisji Edukacji i Nauki i tam utknął — mimo że popierają go w założeniach wszystkie reprezentatywne organizacje związkowe, mimo deklaracji koalicji o rychłym zajęciu się sprawą i mimo że związki wielokrotnie sygnalizowały gotowość do daleko idących ustępstw co do samego sposobu powiązania. Gdyby wszedł w życie w pierwotnym kształcie, nauczyciele w Polsce mogliby zacząć zarabiać tyle, co pracownicy korporacji.

Sławomir Broniarz, prezes ZNP, przyznaje, że o resortowych pracach usłyszał po raz pierwszy z komunikatu rzeczniczki, choć w ostatnim czasie kilkakrotnie spotykał się z przedstawicielami ministerstwa. Zwraca uwagę na szczegół, który — trzeba przyznać — dużo mówi o etapie prac: rzeczniczka mówi w czasie teraźniejszym, a nie przeszłym. Nie „opracowaliśmy, skonsultowaliśmy, przedstawiliśmy", tylko „pracujemy".

Kalendarz jest nieubłagany. Bez ustawy budżetowej zmiana traci sens

Waldemar Jakubowski, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność", stawia sprawę najbardziej konkretnie ze wszystkich rozmówców. Jeśli rząd chce, by nowy mechanizm cokolwiek znaczył jeszcze przed wyborami, musi go umieścić w ustawie budżetowej na 2027 r. — a do projektu tej ustawy zostało raptem kilka miesięcy. Innej drogi nie widzi.

Należy podkreślić, że ustawa budżetowa przesądza o kwocie bazowej dla nauczycieli, a bez zabezpieczenia środków w budżecie nawet najlepiej napisany wskaźnik pozostanie deklaracją. Jakubowski nie wyklucza, że zmiana mogłaby oznaczać podwyżkę rzędu 11 proc., o której mówiła publicznie Barbara Nowacka — zastrzega jednak, że związki nie dostały w tej sprawie żadnych oficjalnych materiałów. Wcześniej ta sama centrala postulowała ponad 12 tys. zł pensji dla nauczycieli.

„Solidarność" konkretnie, Forum-Oświata krytycznie

Znacznie ostrzej ocenia sytuację Sławomir Wittkowicz z WZZ „Forum-Oświata". Jego zdaniem to wyłącznie zagrywka PR-owa przed przyszłorocznymi wyborami; nie docierają do niego nawet nieoficjalne sygnały o toczących się pracach. Wittkowicz jest przekonany, że żaden nowy system nie wejdzie w życie 1 stycznia 2027 r., niezależnie od tego, jak korzystnie zostałby skonstruowany. Dodaje, że sam sposób podania tej informacji obniża wiarygodność minister Nowackiej w oczach partnerów społecznych.

Na jaki wzrost pensji mogą liczyć nauczyciele?

Dla nauczyciela dyplomowanego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym wynagrodzenie zasadnicze wynosi obecnie 6480 zł brutto. Zapowiadana podwyżka rzędu 11 proc. oznaczałaby wzrost o ok. 713 zł brutto miesięcznie, czyli ok. 8550 zł brutto rocznie — przy czym mowa o samej pensji zasadniczej, bez dodatków, które również liczone są od tej podstawy. O tym, jak wyglądają realne zarobki nauczycieli po uwzględnieniu wszystkich składników, pisaliśmy już wcześniej.

Przewidywalność ważniejsza niż sama kwota

Najważniejsza różnica dotyczy jednak nie kwoty, lecz przewidywalności. Dziś wysokość podwyżki zależy od corocznych rozmów z ministrem finansów i od tego, ile znajdzie się w budżecie. Mechanizm wskaźnikowy oznaczałby, że nauczyciel zna wysokość swojej pensji na kolejny rok w momencie ogłoszenia danych GUS, a nie po zakończeniu negocjacji.

Warto jednak zaznaczyć, że dopóki nie ma projektu, nie wiadomo, do którego wskaźnika płace miałyby być przypisane — a od tego zależy wszystko: przeciętne wynagrodzenie w gospodarce, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw i kwota bazowa z ustawy budżetowej dają zupełnie różne wyniki. Nie jest też jasne, czy równolegle wejdą w życie zapowiadane wcześniej zmiany w Karcie Nauczyciela, które miały objąć m.in. czas pracy i ochronę stosunku pracy.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover