- Bezprawnik -
- Firma -
- Tusk leci do Indii z setką firm. Cła spadną, ale nie od jutra
Tusk leci do Indii z setką firm. Cła spadną, ale nie od jutra
Premier Donald Tusk jedzie do Indii, a razem z nim około setki polskich przedsiębiorstw. Wizyta zbiega się z finiszem prac nad umową o wolnym handlu między Unią a Indiami, która ma otworzyć jeden z najbardziej zamkniętych dużych rynków świata. Brzmi jak okazja, tyle że między zakończeniem negocjacji a niższym cłem na fakturze jest jeszcze sporo drogi. Dla małej firmy liczy się przede wszystkim to, co da się zrobić już teraz.
Misja gospodarcza do Indii, czyli kto jedzie i po co
Według komunikatu indyjskiego MSZ, na który powołuje się agencja ANI, oficjalna wizyta szefa polskiego rządu potrwa od 21 do 23 października, a rozmowy z premierem Narendrą Modim zaplanowano na 22 października. Program obejmuje Nowe Delhi i Bengaluru. Premierowi towarzyszy minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który w rozmowie z ANI mówił o delegacji liczącej 100 firm.
Część biznesową przygotowały Polska Agencja Inwestycji i Handlu, Ministerstwo Rozwoju i Technologii oraz instytucje z inicjatywy Team Poland. Z informacji PAIH wynika, że 22 października w Nowym Delhi odbędzie się Polsko-Indyjskie Forum Gospodarcze (obronność i technologie podwójnego zastosowania, górnictwo i surowce krytyczne, rolnictwo i przetwórstwo spożywcze, farmacja i ochrona zdrowia, przemysł), a dzień później w Bengaluru okrągłe stoły dla branży IT i sektora kosmicznego. Udział był bezpłatny, ale przelot, wizy, ubezpieczenie i hotel firmy opłacały same. Rejestracja zamknęła się 28 września, a zgłoszenie nie gwarantowało miejsca.
Kto nie zdążył, nie stracił wiele. Same fotografie z forum kontraktów nie przynoszą, a od lat słychać, że polskie firmy Indie traktują po macoszemu i wracają do tematu przy okazji kolejnej delegacji rządowej.
Umowa o wolnym handlu UE-Indie. Wynegocjowana, ale jeszcze nieobowiązująca
O tym, że umowa UE-Indie jest gotowa, pisaliśmy w styczniu. Negocjacje formalnie zamknięto 27 stycznia 2026 r. w Nowym Delhi, po blisko dwóch dekadach przerw i powrotów do rozmów. To jednak dopiero początek procedury. Komisja Europejska na swojej stronie wylicza kolejne kroki: weryfikację prawną tekstu, tłumaczenia, decyzję Rady UE, podpisanie, a potem zgodę po stronie unijnej i ratyfikację w Indiach. Dziś umowa nie jest ani podpisana, ani tym bardziej stosowana.
Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen zapowiadała w czerwcu, cytowana przez Reutersa, że podpis ma paść do końca roku. Niemiecka izba IHK Rhein-Neckar w swoim omówieniu spodziewa się wejścia porozumienia w życie w 2027 r. Żadnej konkretnej daty nikt jednak oficjalnie nie podał, więc planowanie sprzedaży w oparciu o niższe stawki od stycznia byłoby błędem.
Ile mogą zyskać eksporterzy według Komisji Europejskiej
Liczby robią wrażenie. Według KE umowa obejmie liberalizacją taryf 96,6 proc. wartości unijnego eksportu do Indii, a europejskie firmy mają oszczędzać na cłach do 4 mld euro rocznie. Komisja szacuje też, że wartość eksportu towarów z UE do Indii może do 2032 r. wzrosnąć o 107,6 proc., czyli mniej więcej się podwoić. To prognoza modelowa, a nie gwarancja.
Z materiałów KE wynika, że chemikalia (cła sięgające dziś 22 proc.) mają w większości stracić obciążenia w dniu wejścia umowy w życie. W maszynach połowa stawek zniknie od razu, reszta w ciągu maksymalnie 10 lat. Cła na kosmetyki mają być wygaszane przez 5 do 7 lat, na części samochodowe przez 5 do 10 lat. Wino, piwo i alkohole mocne, dziś obłożone stawkami do 150 proc., dostaną obniżki rozłożone w czasie. Ministerstwo Rozwoju i Technologii z polskiej perspektywy wskazywało w styczniu przede wszystkim branżę rolno-spożywczą i elektromaszynową, w tym AGD.
Eksport do Indii w liczbach i polska nierównowaga
Według danych GUS przytaczanych przy okazji przygotowań do wizyty obroty towarowe Polski z Indiami wyniosły w 2025 r. 5,68 mld euro, przy czym nasz eksport to około 1,37 mld euro. Importujemy więc z Indii kilkakrotnie więcej, niż tam sprzedajemy. W skali całej Unii, jak podaje MRiT, handel towarami z Indiami sięgnął w 2024 r. 120 mld euro.
Moim zdaniem ta asymetria jest najlepszym argumentem za tym, żeby umowy nie traktować jak kolejnego dyplomatycznego fajerwerku. Nawet gdy polska gospodarka rośnie szybciej niż rok wcześniej, eksport potrafi kuleć, a cła na produkty z UE nakładane przez Waszyngton pokazały, jak ryzykowne jest opieranie się na kilku rynkach. Szukanie nowych kierunków to dziś zwykła higiena biznesowa.
REX i reguły pochodzenia. Formalność, bez której preferencji nie będzie
Najbardziej praktyczna rzecz dla eksportera mało kogo ekscytuje. Niższe cło przysługuje tylko towarom, które spełniają reguły pochodzenia z umowy. Z omówienia IHK Rhein-Neckar wynika, że typowe kryteria to zmiana pozycji taryfowej, minimalny udział wartości dodanej (od 40 do 55 proc.) albo określony proces produkcji. Firma składająca produkt z chińskich komponentów może więc niczego nie zyskać.
Pochodzenie potwierdza sam eksporter w deklaracji (statement on origin). Wzór opublikowany przez indyjskie ministerstwo handlu wprost wskazuje, że numer referencyjny eksportera z UE to numer REX. Po stronie unijnej deklarację może wystawić wyłącznie zarejestrowany eksporter, niezależnie od wartości przesyłki. REX to ten sam system, z którego korzystają już firmy handlujące m.in. z Japonią czy Kanadą. Rejestrację warto załatwić z wyprzedzeniem, a do tego przeliczyć, czy własne wyroby kwalifikują się do preferencji.
Kontrakty, płatności i ochrona marki na rynku indyjskim
Umowa handlowa obniża cła, ale nie rozwiązuje sporów z kontrahentem. Kontrakt powinien jasno określać prawo właściwe i sposób rozstrzygania sporów, najlepiej arbitraż, bo dochodzenie roszczeń przed lokalnymi sądami bywa długie. Warto też zabezpieczyć płatności (akredytywa, ubezpieczenie należności) zamiast wysyłać towar na przelew po dostawie.
Osobna sprawa to własność intelektualna. Rozdział o IP w umowie obejmuje znaki towarowe, wzory przemysłowe, tajemnicę przedsiębiorstwa i środki egzekwowania praw, ale znak zarejestrowany w Polsce czy w EUIPO nie chroni marki w Indiach. Zgłoszenia trzeba dokonać na tamtym rynku, zanim zrobi to lokalny „partner”.
Mała firma nie musi czekać na kolejną delegację rządową. PAIH prowadzi doradztwo dla eksporterów i organizuje misje oraz targi, a sama umowa przewiduje punkty kontaktowe dla MŚP oraz wspólną platformę z informacjami o dostępie do rynku. Kancelarie doradzające firmom w Indiach, jak dr Judyta Latymowicz z LEGALLY.SMART, przekonują, że wizyta premiera może być impulsem do nowych partnerstw. Zgadzam się, z jednym zastrzeżeniem. Impuls polityczny działa krótko, a na rynku indyjskim wygrywa ten, kto ma gotowe papiery, policzone pochodzenie towaru i cierpliwość na lata. Przypomina to zresztą drogę, którą przeszedł nasz eksport high-tech. Dziś Polska już nie jest skansenem gospodarczym, a Indie mogą być kolejnym sprawdzianem tej tezy.
zobacz więcej:










