1. Bezprawnik -
  2. Edukacja -
  3. Zabierasz dziecko na wakacje w czerwcu? Możesz zapłacić nawet 50 tys. zł

Zabierasz dziecko na wakacje w czerwcu? Możesz zapłacić nawet 50 tys. zł

Kończy się rok szkolny, a wraz z nim wraca dobrze znany problem z frekwencją. I to w dwóch odsłonach. Pierwsza dotyczy całego roku szkolnego, bo zbyt duża liczba nieobecności może utrudnić, a czasem wręcz uniemożliwić klasyfikację ucznia. Druga pojawia się zwykle w czerwcu, gdy oceny są już właściwie ustalone, pogoda dopisuje, a rodzice coraz częściej dochodzą do wniosku, że skoro dziecko dobrze się uczy, to może rozpocząć wakacje nieco wcześniej.

Joanna Świba05.06.2026 12:54
Edukacja

Skrócony rok szkolny nagrodą dla uczniów

W praktyce wygląda to bardzo prosto. Zamiast czekać do końca roku szkolnego, rodzina leci do Grecji, Włoch albo Egiptu. Jest cieplej, taniej i mniej tłoczno niż w lipcu. Dla rodziców to często rozsądna decyzja organizacyjna i finansowa. Dla szkoły — niekoniecznie. Nauczyciele coraz częściej zwracają uwagę, że obowiązek szkolny nie jest kwestią uznania rodziców. To ustawowy obowiązek, który trzeba realizować również wtedy, gdy oceny są już wystawione, a biuro podróży ma atrakcyjną ofertę.

Problem dotyczy nie tylko uczniów zdolnych, którym kilka dni nieobecności faktycznie nie zrobi dużej różnicy na późniejszych etapach nauki, ale również tych z gorszymi ocenami, którzy przez wyjazd tracą sporą dawkę wiedzy – tak, nauczyciele realizują program również w czerwcu i również w czerwcu można narobić sobie zaległości, które wyjdą na późniejszych etapach nauki.

Ile nieobecności może mieć uczeń?

Polskie przepisy nie wskazują jednego prostego limitu nieobecności w roku szkolnym. Nie jest więc tak, że uczeń może opuścić konkretną liczbę dni, a po jej przekroczeniu automatycznie pojawiają się konsekwencje. Są jednak dwa ważne progi. Po pierwsze, uczeń może nie zostać klasyfikowany z danych zajęć, jeżeli z powodu nieobecności przekraczającej połowę czasu przeznaczonego na te zajęcia (mówi się również o podwyższeniu limitu do 75% wymaganej obecności) nie ma podstaw do ustalenia oceny. W praktyce chodzi więc o sytuację, w której nauczyciel nie ma wystarczających podstaw, żeby ocenić pracę ucznia.

Po drugie, Prawo oświatowe wskazuje, że niespełnianie obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki oznacza nieusprawiedliwioną nieobecność w okresie jednego miesiąca na co najmniej 50 proc. zajęć. To już nie jest zwykły problem z frekwencją, ale sprawa, która może prowadzić do działań ze strony szkoły i organów administracji (a więc zakończyć się nawet grzywną za niespełnianie obowiązku szkolnego nałożoną na rodziców).

Czerwcowy wyjazd zwykle nie będzie więc automatycznie oznaczał poważnych konsekwencji. Ale też nie jest prawdą, że po wystawieniu ocen obecność w szkole przestaje mieć znaczenie. Rok szkolny trwa do dnia zakończenia zajęć, a nie do momentu, w którym rodzic uzna, że dziecko „już swoje zrobiło”, zwłaszcza jeżeli uczeń balansuje na granicy nieobecności.

Wcześniejsze wakacje to nie choroba

W mediach społecznościowych coraz częściej pojawia się pomysł, aby ograniczyć możliwość swobodnego usprawiedliwiania nieobecności przez rodziców. W najdalej idącej wersji dziecko mogłoby opuścić szkołę tylko z powodów zdrowotnych, potwierdzonych zwolnieniem lekarskim, albo w wyjątkowych sytuacjach zaakceptowanych przez szkołę.

Na pierwszy rzut oka brzmi to dość surowo. Tyle że podobne rozwiązania w różnych formach funkcjonują już w wielu krajach. Nie zawsze oznacza to obowiązek dostarczania zaświadczenia od lekarza po każdym jednodniowym przeziębieniu. Częściej chodzi o coś innego: rodzic nie może po prostu uznać, że rodzinny urlop w trakcie roku szkolnego jest wystarczającym powodem nieobecności.

Jak wygląda to za granicą

W Anglii zasady są bardzo jasne. Dziecko może nie pójść do szkoły, jeżeli jest zbyt chore, żeby uczestniczyć w zajęciach, albo gdy szkoła wcześniej wyrazi zgodę na nieobecność. Wakacje w trakcie roku szkolnego co do zasady nie są traktowane jako wyjątkowa okoliczność, rodzic może mieć więc problem z usprawiedliwieniem takich nieobecności.

Ciekawe rozwiązanie jest przyjęte w Holandii – tam wyjazd w trakcie trwania roku szkolnego jest dopuszczalny, ale tylko w szczególnych sytuacjach – gdy charakter pracy rodzica uniemożliwia wyjazd w czasie ferii szkolnych. Nie wystarczy więc argument, że poza sezonem jest taniej albo wygodniej. W Niemczech również bardzo restrykcyjnie podchodzi się do samowolnego wydłużania wakacji. Tańsze bilety lotnicze czy korzystniejsze ceny wyjazdów nie są uznawane za ważny powód nieobecności. Jeżeli szkoła ma wątpliwości, czy dziecko rzeczywiście było chore, może żądać zaświadczenia lekarskiego (w Polsce placówka nie ma takiego prawa).

Polska szkoła też ma z tym coraz większy problem

U nas nadal bardzo dużo zależy od praktyki konkretnej szkoły i podejścia rodziców. Jedni usprawiedliwiają wyjazd otwarcie, pisząc, że dziecko przebywało na urlopie z rodziną. Inni wpisują ogólne „sprawy rodzinne”. Jeszcze inni liczą, że skoro to czerwiec, nikt nie będzie robił problemu.

Często też rodzic zasadniczo poświadcza nieprawdę, wskazując, że dziecko w tym czasie chorowało. To pokazuje, że usprawiedliwianie nieobecności w szkole bywa znacznie bardziej skomplikowane, niż się wydaje. Szkoła nie ma narzędzi, aby weryfikować takie oświadczenia.

Z jednej strony to dobrze, ponieważ za dziecko zasadniczo odpowiedzialny jest rodzic. Z drugiej strony już niekoniecznie, ponieważ takie wakacje w ciągu roku szkolnego mogą powodować zaległości i budować złe nawyki u najmłodszych. Inaczej wygląda sytuacja, gdy w grę wchodzi usprawiedliwianie nieobecności przez pełnoletniego ucznia, który robi to już samodzielnie.

Z punktu widzenia szkoły problem jest istotny. Jeżeli rodzice masowo zabierają dzieci przed końcem roku szkolnego, to lekcje w czerwcu rzeczywiście zaczynają tracić sens. Nauczyciele słyszą później, że „i tak nic się nie dzieje”, choć często właśnie dlatego nic się nie dzieje, że część klasy jest już na wakacjach. A podstawy programowe potrafią być naprawdę restrykcyjne, wielu nauczycieli realizuje program do końca, aby jak najlepiej przygotować uczniów do egzaminów.

Nie chodzi o to, żeby udawać, że ostatni tydzień roku szkolnego wygląda tak samo jak listopad czy marzec. Nie wygląda. Ale to nadal jest czas nauki, podsumowań, popraw, zajęć wychowawczych, wyjść szkolnych i normalnej obecności w grupie. Jeżeli rodzice zaczynają traktować ten okres jako fakultatywny, szkoła traci resztki narzędzi do egzekwowania obowiązku, który przecież formalnie nadal istnieje. W skrajnych przypadkach to właśnie rodzice zapłacą nawet 50 tys. zł za wagary swoich dzieci.

Obecnie brak zapowiedzi zmian w prawie

Ministerstwo Edukacji Narodowej obecnie nie planuje wprowadzenia zasady, zgodnie z którą nieobecność ucznia mogłaby być usprawiedliwiona wyłącznie zwolnieniem lekarskim. To raczej temat wracający w dyskusjach rodziców i nauczycieli niż konkretny projekt legislacyjny. Warto przy tym pamiętać, że MEN rzeczywiście rozważało zaostrzenie zasad dotyczących frekwencji. W projektowanych rozwiązaniach pojawiał się próg, który w praktyce oznaczałby wymóg co najmniej 75 proc. obecności ucznia na zajęciach. Chodziło więc o odejście od obecnego, łagodniejszego modelu, w którym kluczowe znaczenie ma przede wszystkim przekroczenie połowy nieobecności z danych zajęć i brak podstaw do klasyfikacji.

MEN skupia się na podstawie programowej

Na ten moment jednak żadne zmiany w tym zakresie nie weszły w życie. MEN skupia się raczej na zmianach w podstawie programowej. Od 1 września 2026 r. przyroda ma funkcjonować w nowej formule w klasach IV–VI, a zamiast techniki pojawić się mają zajęcia praktyczno-techniczne. Zmiany obejmą również podręczniki. Uczniowie klas I i IV szkoły podstawowej mają uczyć się już z nowych podręczników, dostosowanych do nowych podstaw programowych.

MEN zapowiada też fakultatywny tydzień projektowy w szkołach. Nie będzie to więc dodatkowy przedmiot, ale rozwiązanie organizacyjne, które ma wzmacniać pracę projektową i bardziej praktyczne podejście do nauki. Warto przy okazji pamiętać, że nawet gdy dziecko jest nieobecne z powodu choroby, nauczyciel nie może żądać zwolnienia lekarskiego od rodziców — w polskim systemie nie ma do tego podstaw.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi
Kliknij by przejść do artykułu