1. Bezprawnik -
  2. Nieruchomości -
  3. Warszawa tanieje, reszta Polski drożeje. Dane NBP pokazują coś, czego nikt się nie spodziewał

Warszawa tanieje, reszta Polski drożeje. Dane NBP pokazują coś, czego nikt się nie spodziewał

Warszawa tanieje, reszta dużych miast drożeje. Dane NBP pokazują, że stolica poszła własną drogą — w I kwartale 2026 r. metr kwadratowy mieszkania z rynku wtórnego kosztował tam średnio 16,4 tys. zł, o 1,7 proc. mniej niż rok wcześniej, podczas gdy w sześciu pozostałych największych miastach ceny wzrosły o 1,0 proc.

Stolica traci, prowincja nadrabia. Skąd ta rozbieżność?

Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego, rozjazd zaczął się już pod koniec 2024 r. i trwa do dziś. Wtedy przeciętna cena metra w Warszawie wynosiła 16,9 tys. zł — dziś jest o pół tysiąca niższa. W tym samym czasie w Gdańsku, Gdyni, Krakowie, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu ceny wzrosły, choć nie był to wzrost drastyczny; średnia dla całej szóstki to obecnie 11,9 tys. zł za metr.

Warto zauważyć, że przekłada się to na powolne zasypywanie przepaści między stolicą a resztą kraju. W IV kwartale 2024 r. mieszkania w Warszawie były droższe o 42 proc. od średniej dla pozostałych miast, teraz różnica wynosi 37 proc. Trzeba jednak zaznaczyć, że dystans maleje nie dlatego, że inne rynki gwałtownie drożeją; to ceny w Warszawie systematycznie spadają. Jeszcze rok wcześniej analizy pokazywały, w tych miastach ceny mieszkań spadły najmocniej, a stolica była w tej stawce jednym z liderów korekty.

Gdańsk wyłamuje się ze schematu

Najciekawiej wygląda przy tym Gdańsk, który wyłamał się ze schematu, jeśli chodzi o skalę podwyżek. Na rynku wtórnym ceny wzrosły w tym mieście o 6,2 proc. rok do roku i o 2,6 proc. w ujęciu kwartalnym, a na rynku pierwotnym o 5,4 proc. To wynik nieporównywalny z resztą stawki. Dla kontrastu, Kraków i Wrocław zanotowały na rynku pierwotnym spadki (odpowiednio 1,7 proc. i 2,5 proc.), Poznań stracił kwartalnie 3,4 proc. na rynku wtórnym, a ceny w Łodzi — najtańszym rynku z całej grupy — praktycznie nie drgnęły w żadnym z segmentów.

Ceny spadają, choć kupujący mają więcej pieniędzy. To zaskakujące zestawienie

Zwykle korekta cen idzie w parze z pogorszeniem warunków dla kupujących. Tym razem jest odwrotnie. Rada Polityki Pieniężnej w ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy ścięła stopy procentowe łącznie o 200 punktów bazowych, co bezpośrednio przełożyło się na zdolność kredytową gospodarstw domowych. Efekt widać w statystykach zapytań o kredyty mieszkaniowe: +29,8 proc. rok do roku w kwietniu, +32,7 proc. w maju, a w marcu rekordowe +80,5 proc. — choć trzeba przyznać, że w dużej mierze odpowiada za to refinansowanie już zaciągniętych zobowiązań. Widać wyraźnie, jak spadek stóp procentowych wpływa na kredyty hipoteczne.

Rosnące płace kontra spadające ceny

Do tego dochodzi kwestia wzrostu wynagrodzeń. W maju 2026 r. przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw wzrosła nominalnie o 5,8 proc. rok do roku, a przy inflacji na poziomie 3,1 proc. daje to realny wzrost o mniej więcej 2,6 proc. Potwierdza to wzrost przeciętnego wynagrodzenia w Polsce w I kwartale 2026. Można się domyślać, że przy takim zestawie warunków popyt powinien pchać ceny w górę, a nie w dół.

Należy jednak przy tym zwrócić uwagę, że w latach 2023–2024 warszawskie mieszkania drożały znacznie szybciej, niż rosły dochody — sam 2024 r. przyniósł na rynku wtórnym wzrost przekraczający 21 proc., czyli wielokrotnie więcej niż realne wynagrodzenia w tym okresie. Wydaje się zatem, że obecny spadek to nie efekt słabnącego popytu w skali kraju, lecz korekta lokalnego przewartościowania.

Co to znaczy dla kupujących mieszkanie w praktyce?

Osoba szukająca 50-metrowego mieszkania na warszawskim rynku wtórnym zapłaci dziś średnio 820 tys. zł. Rok temu przy cenie 16,7 tys. zł za metr byłoby to około 835 tys. zł — różnica to mniej więcej 15 tys. zł. Kupujący ten sam metraż w Gdańsku musi natomiast liczyć się z kwotą wyższą o 6,2 proc. niż rok wcześniej. Przy typowym gdańskim poziomie cen oznacza to kilkadziesiąt tysięcy złotych więcej niż w połowie 2025 r.

Warto przy tym pamiętać, że rozpiętość stawek potrafi zaskakiwać — bywa nawet o 9,5 tys. zł różnicy za metr w cenach mieszkań w obrębie jednego miasta.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover