1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. Pochowanie bliskiej osoby kosztuje dziś więcej niż w Niemczech. Policzyłem, ile realnie dopłaca rodzina

Pochowanie bliskiej osoby kosztuje dziś więcej niż w Niemczech. Policzyłem, ile realnie dopłaca rodzina

Przed 1 listopada liczymy zmarłych, ale warto też policzyć, ile kosztuje ich pożegnanie. Warsaw Enterprise Institute przekonuje, że pochówek w Polsce jest proporcjonalnie droższy niż w Niemczech czy w USA, a winne są przestarzałe przepisy. Diagnoza jest w dużej części trafna. Recepta, przynajmniej w części dotyczącej zasiłku pogrzebowego, już znacznie mniej.

Ile kosztuje pogrzeb w Polsce według WEI

Warsaw Enterprise Institute, liberalny ośrodek analityczny od lat opowiadający się za niższymi podatkami i mniejszą rolą państwa, przypomniał przed Wszystkimi Świętymi wnioski ze swojego zeszłorocznego raportu „Co się dzieje z nami po śmierci. Branża pogrzebowa oraz koszty pochówku w Polsce”. Według WEI pogrzeb kosztuje dziś ok. 13 tys. zł w mniejszym mieście i ok. 16,5 tys. zł w dużym. Przytaczane przez WEI analizy, na które powołuje się m.in. resort rodziny, mówią o średnio 11-14 tys. zł za ceremonię, nagrobek i opłaty.

Najmocniej działa na wyobraźnię porównanie z zagranicą. Jak wyliczył WEI, mediana wynagrodzenia w Polsce pozwala pokryć mniej więcej połowę kosztów pochówku. Przeciętny Amerykanin z jednej pensji pokryje 53 proc. wydatków, a przeciętny Niemiec aż 89 proc. Takie zestawienia trzeba brać z dystansem, bo wiele zależy od tego, co trafi do koszyka. Kierunek jest jednak czytelny: Polacy płacą za pożegnanie bliskich nieproporcjonalnie dużo.

Zasiłek pogrzebowy w 2026 r. wynosi 7000 zł

Tu pierwsza korekta. WEI wciąż pisze o zasiłku w wysokości 4000 zł i o „planach” podwyżki. Tymczasem od 1 stycznia 2026 r. ZUS wypłaca 7000 zł, jeżeli zgon nastąpił w tym roku. To pierwsza zmiana od 2011 r., kiedy kwotę zamrożono. Przepisy przewidują też waloryzację od 1 marca, ale wyłącznie wtedy, gdy średnioroczna inflacja za poprzedni rok przekroczy 5 proc.

Członek rodziny, który pokrył koszty, dostaje pełną kwotę niezależnie od wysokości rachunków. Pisaliśmy już, komu przysługuje zasiłek pogrzebowy; wniosek składa się w ciągu 12 miesięcy od śmierci. Gdy nikt z bliskich nie zajmie się pochówkiem, zmarłego pochowa gmina, a koszty może ona później odzyskać ze spadku.

Według wyliczeń WEI nawet podwyższony zasiłek nie pokrywa połowy kosztów pogrzebu w dużym mieście.

Propozycje WEI: zasiłek tylko dla najuboższych, koniec podatku od spadków

Think tank proponuje ograniczyć zasiłek do najuboższych i nieubezpieczonych, a przy okazji zlikwidować podatek od spadków. Argument brzmi tak: państwo wydaje na zasiłek kilkakrotnie więcej, niż zarabia na dziedziczeniu. Według szacunków WEI w 2022 r. podatek od spadków przyniósł 540 mln zł, a zasiłek pogrzebowy pochłonął 1,79 mld zł. Do tego dochodzi teza, że państwowe dopłaty podbijają ceny, bo branża dostosowuje cenniki do wysokości świadczenia.

Dlaczego to porównanie jest mylące

Brzmi efektownie, tyle że chodzi o dwie różne kasy. Zasiłek pogrzebowy z ZUS jest świadczeniem z ubezpieczenia społecznego, finansowanym z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, czyli ze składek. Wpływy z podatku od spadków i darowizn trafiają natomiast do budżetów gmin. Poza tematem śmierci nic tych dwóch strumieni nie łączy.

Druga sprawa: najbliższa rodzina i tak zwykle podatku od spadków nie płaci. Art. 4a ustawy o podatku od spadków i darowizn zwalnia z niego małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę, pod warunkiem zgłoszenia nabycia spadku naczelnikowi urzędu skarbowego w ciągu 6 miesięcy (formularz SD-Z2). Likwidacja podatku byłaby więc prezentem głównie dla dalszych krewnych i osób spoza rodziny. Trudno to nazwać pomocą dla rodzin w żałobie.

Odebranie zasiłku ubezpieczonym uderzy w zwykłe rodziny

Można dyskutować, czy podwyżka zasiłku nie utrwala wysokich cen pogrzebów i czy wsparcie nie powinno być lepiej celowane. Propozycja WEI idzie jednak znacznie dalej: zabrać świadczenie ludziom, którzy przez całe życie płacili składki. Po takiej reformie rodzina emeryta z przeciętnym świadczeniem zostałaby z rachunkiem na kilkanaście tysięcy złotych, bo formalnie „nie jest najuboższa”. Zakłady pogrzebowe takiej zmiany by nie odczuły. Odczułaby ją klasa średnia.

Prawo pogrzebowe z 1959 r.: pochówek tylko na cmentarzu

Gdzie zatem szukać oszczędności? W tej części WEI ma rację. Ustawa z 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych przewiduje, że zwłoki, a także prochy po kremacji, chowa się na cmentarzu: w grobie ziemnym, murowanym, w katakumbach lub w kolumbarium. Urny w domu ani rozsypywania prochów w lesie czy w ogrodzie polskie prawo nie dopuszcza, a za złamanie zakazu grozi grzywna, a nawet areszt. Skoro każdy pochówek wymaga kwatery, a nowe cmentarze powstają z trudem, rodzina nie ma realnej alternatywy. Spory o to, jaka opłata za grób jest legalna, regularnie trafiają zresztą do sądów administracyjnych.

Według szacunków WEI 66 proc. cmentarzy w Polsce to nekropolie katolickie, a 23 proc. komunalne. Think tank sam zaznacza, że to dane przybliżone, bo nikt nie prowadzi ewidencji cmentarzy, nie istnieje oficjalny rejestr firm pogrzebowych ani nawet jedna definicja nekropolii. W ocenie WEI „jakość legislacji w branży pogrzebowej jest fatalna”. Z tym trudno polemizować.

Urna w domu i rozsypywanie prochów: rząd też o tym myśli

Liberalizacja ma tu sens i nie jest już postulatem wyłącznie wolnorynkowców. Pod koniec października media informowały o założeniach nowelizacji przygotowanych w resorcie rozwoju i technologii, które dopuszczałyby przechowywanie urny w domu i rozsypywanie prochów w wyznaczonych miejscach. Projekt nie trafił jednak jeszcze do wykazu prac legislacyjnych rządu, bo w koalicji nie ma zgody. Szanse na to, by rozsypywanie prochów ludzkich stało się legalne, analizowaliśmy przed kilkoma dniami. Dla części osób to kwestia światopoglądowa i trzeba to uszanować. Taka zmiana niczego jednak nie nakazuje. Kto chce tradycyjnego grobu, nadal go wybierze. Kto woli las pamięci albo urnę w domu, przestałby być zmuszany do wykupu kwatery, której nie potrzebuje.

Co naprawdę obniżyłoby koszty pogrzebu

WEI postuluje też powołanie instytucji koronera. O tym, jak mógłby działać koroner w Polsce, mówi się od lat, bo zdarza się, że rodzina godzinami czeka na lekarza, który stwierdzi zgon. Think tank zwraca uwagę, że formalności w kraju da się dziś w dużej mierze załatwić elektronicznie, ale prawdziwe kłopoty zaczynają się przy śmierci za granicą, gdzie sprowadzenie ciała kosztuje często dziesiątki tysięcy złotych.

Bilans propozycji WEI wypada więc dwojako. Koroner, rejestr firm pogrzebowych, ewidencja cmentarzy i legalne alternatywy dla tradycyjnego grobu realnie zwiększyłyby konkurencję i dały rodzinom wybór. Do tej listy dopisałbym obowiązek publikowania cenników usług pogrzebowych, bo w żałobie nikt nie porównuje ofert. Odbieranie zasiłku osobom, które na niego zapracowały, i znoszenie podatku płaconego głównie przez dalszych krewnych to już raczej ideologiczna lista życzeń niż odpowiedź na problem drogich pogrzebów.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover