- Bezprawnik -
- Finanse -
- Kart kredytowych w portfelach Polaków ubywa. Ale wbrew pozorom wcale nie tracą na znaczeniu
Kart kredytowych w portfelach Polaków ubywa. Ale wbrew pozorom wcale nie tracą na znaczeniu
Karta kredytowa ma w Polsce złą prasę. Kojarzy się z pętlą zadłużenia, drobnym drukiem i kosztami, których nikt nie przewidział. A jednak banki, zapytane wprost, są zgodne: zagrożenie nie tkwi w samym produkcie, lecz w sposobie, w jaki się go używa. Czym zatem naprawdę jest karta kredytowa - sprytnym narzędziem czy pułapką?
Polaków z kartami kredytowymi jest coraz mniej. Ale to nie cała prawda
Z najnowszego raportu Totalmoney.pl „Karta kredytowa - sprytne narzędzie czy pułapka?" z cyklu „Dwie strony monety" wynika, że liczba kart kredytowych w portfelach Polaków systematycznie spada. Na koniec grudnia 2025 r. było ich 5 079 251 - o niemal 338 tys. mniej niż w III kwartale 2020 r. Spadła też sprzedaż: w 2025 r. banki wydały 610,1 tys. „kredytówek", o 2,8 proc. mniej niż rok wcześniej.
Na pierwszy rzut oka wygląda to na powolny odwrót od produktu. Okazuje się jednak, że wartość limitów przyznawanych do kart kredytowych, w przeciwieństwie do liczby samych kart, rosła. Między 2020 a 2025 r. obniżyła się tylko raz, a w pozostałych latach rosła średnio o 0,67 mld zł rocznie - z 4,319 mld zł do 6,548 mld zł. Tym samym kart kredytowych może i jest mniej, ale kryje się w nich coraz większy kredyt.
Można zaryzykować stwierdzenie, że karta kredytowa przestaje być produktem masowym, a staje się narzędziem w rękach węższej, ale bardziej świadomej grupy klientów.
Skąd biorą się zalety, o których mało kto pamięta?
Zanim odpowiemy na pytanie, kiedy karta bywa niebezpieczna, warto przypomnieć, dlaczego w ogóle warto ją mieć. Bo „kredytówka" to nie tylko limit kredytowy - choć to właśnie on jest jej pierwszą zaletą.
Limit kredytowy jest odnawialny. Jeśli bank przyznał klientowi 10 tys. zł, a on wykorzystał 3 tys., to do dyspozycji ma 7 tys. zł - a kiedy spłaci zadłużenie, znów dysponuje pełną kwotą. W zależności od banku i rodzaju karty minimalny limit wynosi od 500 do 1 000 zł, a maksymalny sięga nawet miliona złotych.
Druga zaleta to okres bezodsetkowy, czyli czas, w którym bank nie nalicza odsetek od transakcji opłaconych kartą. W większości banków trwa on od 51 do 59 dni. Co jednak zaskakujące, z tego benefitu korzysta zdumiewająco mało osób. Jak podał Credit Agricole, zadłużenie przed upływem okresu bezodsetkowego spłaca tam około 20 proc. klientów. W Alior Banku - mniej więcej połowa.
Zalet kart kredytowej jest zresztą więcej. Można rozłożyć zadłużenie na raty (nawet na 84 miesiące, czasem na 0 proc.) czy skorzystać z usługi chargeback, by odzyskać pieniądze za niedostarczony lub uszkodzony towar. Do tego dochodzą programy lojalnościowe, moneyback, ubezpieczenia w podróży czy dostęp do saloników lotniskowych. Warto przy tym pamiętać, że zakres tych benefitów potrafi się mocno różnić między bankami - dlatego przed wyborem konkretnej karty dobrze jest zestawić oferty w porównywarce kart kredytowych od Totalmoney.pl.
Jak zauważa Mateusz Dziuba, dyrektor biura Kart Kredytowych i Płatności Alternatywnych w Credit Agricole, karta staje się ryzykowna dopiero wtedy, gdy zaczynamy traktować ją jak darmową gotówkę i tracimy dyscyplinę finansową.
Kiedy karta kredytowa staje się ryzykowna?
Nie da się jednak ukryć, że część posiadaczy kart kredytowych popada w spore kłopoty. Sęk w tym, że zagrożenia związane z kartą kredytową wynikają nie z samego produktu, ale ze sposobu jego używania. Problemy pojawiają się najczęściej w trzech sytuacjach.
Pierwsza to utrata kontroli nad wydatkami. Karta daje łatwy dostęp do dodatkowych środków, co kusi, by wydawać więcej, niż pozwala budżet. Jak tłumaczy Grzegorz Skowronek, product owner Kart Kredytowych w Banku BNP Paribas, karta staje się obciążeniem w momencie, gdy posiadacz wydaje nią więcej, niż jest w stanie udźwignąć - a długotrwałe utrzymanie takiej sytuacji może przerodzić się w pętlę zadłużenia.
Drugą pułapką bywa zbyt wysoki limit. Im wyższy limit, tym większa pokusa i tym trudniejsza kontrola nad finansami. „Zbyt wysoki limit może utrudnić nam comiesięczną spłatę karty" - mówi wprost Tomasz Piekarz, ekspert w Departamencie Bankowości Codziennej i Produktów Oszczędnościowych Banku Pekao S.A. Z tego względu limit warto dopasować do realnych potrzeb i własnej zdolności do spłaty - a wysokość przyszłej raty można wstępnie oszacować, korzystając z kalkulatora rat kredytu od Totalmoney.pl.
Trzecie zagrożenie ma już zupełnie inny charakter - to bezpieczeństwo danych. Jak zwraca uwagę Szymon Kuchciak z Banku Millennium, w ostatnich latach najpopularniejsze są oszustwa oparte na socjotechnice, w których klient sam zostaje nakłoniony do przekazania danych karty osobom nieuprawnionym. Co istotne, te zagrożenia rzadko wynikają z technologii - zwykle biorą się z błędu użytkownika.
Widać tu pewną prawidłowość. We wszystkich trzech przypadkach problemem nie jest karta, lecz to, co robi z nią człowiek.
Czy płatności odroczone wygryzą karty? Banki są zaskakująco spokojne
Od kilku lat kartom rośnie konkurencja. Płatności odroczone, czyli BNPL (z angielskiego „kup teraz, zapłać później"), zdobywają rynek w imponującym tempie. W 2025 r. wartość finansowania BNPL sięgnęła 14,3 mld zł i wzrosła rok do roku aż o 32,3 proc. Dla porównania - wartość limitów na kartach kredytowych wyniosła w tym samym czasie 6,548 mld zł, rosnąc o 8,6 proc.
Mimo to banki niemal jednomyślnie mówią o współistnieniu, a nie o wojnie, z której zwycięsko wyjdzie tylko jeden produkt. BNPL wygrywa prostotą i niskim progiem wejścia, zwłaszcza w e-commerce. Karta kredytowa broni się jednak uniwersalnością, wyższymi limitami i całym ekosystemem usług dodatkowych - od rat, przez ubezpieczenia, po chargeback.
Co ciekawe, część banków traktuje płatności odroczone wręcz jako etap wstępny. Jak zauważa Szymon Kuchciak z Banku Millennium, BNPL często bywa pierwszym produktem oferującym odroczoną płatność, z którego korzysta klient - a docelowo można mu zaproponować odnawialny limit za pośrednictwem karty kredytowej. Innymi słowy: dzisiejszy użytkownik BNPL to potencjalny jutrzejszy posiadacz „kredytówki".
Narzędzie czy pułapka? Odpowiedź zależy od tego, kto trzyma kartę
Karta kredytowa nie jest zatem produktem ani z natury „dobrym", ani „złym". W rękach osoby, która spłaca zadłużenie w okresie bezodsetkowym, nie wypłaca gotówki z bankomatu i dopasowuje limit do swoich realnych potrzeb, pozostaje jednym z najbardziej elastycznych i bezpiecznych narzędzi finansowych, jakie ma do dyspozycji.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy karta przestaje być narzędziem, a zaczyna być traktowana jak dodatkowy dochód. Stąd cały sens świadomego wyboru - zanim sięgniemy po „kredytówkę", warto porównać oferty różnych banków, sprawdzić wysokość opłat, warunki zwolnienia z nich, oprocentowanie spłaty ratalnej oraz dołączone benefity. Pomóc może w tym porównywarka kart kredytowych od Totalmoney.pl, dzięki której łatwiej odrzucić oferty nieatrakcyjne i skupić się na tych dopasowanych do własnych potrzeb.
Podsumowując, malejąca liczba kart w portfelach Polaków wcale nie oznacza, że produkt przestaje cieszyć się zaufaniem ze strony klientów. Wręcz przeciwnie - karta kredytowa staje się po prostu narzędziem coraz bardziej świadomych użytkowników.
Artykuł powstał we współpracy z Totalmoney.pl










