- Bezprawnik -
- Firma -
- Masz w firmie radio lub telewizor? Możliwe, że musisz zapłacić pieniądze ZAIKS-owi
Masz w firmie radio lub telewizor? Możliwe, że musisz zapłacić pieniądze ZAIKS-owi
Odtwarzanie muzyki albo filmów w celach zarobkowych to podstawa dla ZAIKS-u, by domagać się od przedsiębiorcy pieniędzy. Nie oznacza to jednak, że samo korzystanie z radia albo telewizora w firmie oznacza konieczność odprowadzania daniny.
Korzystanie z cudzych utworów do zarabiania wymaga licencji
Wielokrotnie na Bezprawniku wykazywałem daleko posunięty krytycyzm wobec tendencji twórców do wyciągania ręki po pieniądze współobywateli. O ile jednak rozszerzanie opłaty reprograficznej albo państwowe dopłaty do składek artystów budzą mój sprzeciw, o tyle nie kwestionuję, że bezpośrednie zarabianie na cudzej twórczości powinno wiązać się z jakąś formą rekompensaty.
W Polsce interesy twórców w relacjach z przedsiębiorcami reprezentują organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Najsłynniejszą z nich jest Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych, a więc ZAIKS. Dlatego to właśnie ta organizacja będzie w moich rozważaniach punktem odniesienia. Trzeba przy tym pamiętać, że w naszym kraju funkcjonuje ich więcej: na przykład STOART, SAWP i ZPAV.
To o tyle ważne, że w teorii powinniśmy zawierać odrębne umowy na korzystanie z utworów artystów reprezentowanych przez poszczególne organizacje.
Kiedy dokładnie powinniśmy to zrobić? Wtedy, kiedy wykorzystujemy te utwory w naszej działalności gospodarczej w sposób, który ma związek z osiąganiem przez nas zysku.
Przedsiębiorcy potrafią być bardzo kreatywni, byleby nie musieć płacić ZAIKS-owi nawet złotówki
Wydawać by się mogło, że sformułowana wyżej robocza „definicja” jest stosunkowo prosta. Problem w tym, że związek pomiędzy zyskiem przedsiębiorstwa a muzyką lecącą z firmowego radia nie zawsze jest taki oczywisty.
ZAIKS znany jest z dość radykalnego podejścia w tej kwestii: jest radio, jest muzyka – jest też obowiązek zapłaty. W tym momencie warto jednak przypomnieć opisywany w kwietniu na Bezprawniku przypadek pewnego fryzjera, który wygrał z organizacją przed sądem i uzyskał korzystny prawomocny wyrok.
Ogłoszenie, stopery i 272 oświadczenia klientek
W jego salonie stało radio, które grało muzykę. Równocześnie jednak znajdowało się w nim także ogłoszenie ostrzegające klientki, by… nie słuchały radia. Tym niemogącym się powstrzymać rozdawano nawet stopery. Jakby tego mało, kreatywny fryzjer zebrał oświadczenia 272 klientek, że przychodzą do salonu dla usługi, a nie po to, by słuchać muzyki.
Porażka ZAIKS-u w tej konkretnej sprawie pozwala nam wywnioskować, że nie mamy do czynienia z żadnym domniemaniem czy automatyzmem. Związek pomiędzy korzystaniem z utworów a zyskami przedsiębiorstwa musi zostać udowodniony.
Muzyka potrafi być narzędziem do pomnażania dochodów
Trzeba przy tym przyznać, że niekiedy jest on oczywisty. Dobrym przykładem może być działalność didżeja grającego – czy raczej dobierającego muzykę i ewentualnie miksującego ją – na weselach oraz innych imprezach okolicznościowych. W praktyce oznacza to, że za muzykę na wesele musimy zapłacić ZAIKS-owi.
W grę wchodzi także gastronomia, w której opłaty serwisowe w restauracjach i napiwki od klientów uzasadnia się tym, że obsługa stolika to nie tylko odebranie zamówienia i przyniesienie tacki z jedzeniem tych kilka metrów, ale także budowanie odpowiedniego nastroju i umilanie czasu. Tak się składa, że muzyka grająca w restauracji ma dokładnie taki sam cel.
Audiomarketing w handlu i poczekalniach
Kolejną branżą, która korzysta z muzyki do pomnażania swoich przychodów, jest handel. Odpowiednio dobrane utwory również uprzyjemniają przebywanie w supermarkecie czy dyskoncie. Dodatkowo powszechnie wiadomo, że sieci stosują tzw. audiomarketing do sterowania zachowaniem klientów na terenie sklepu.
Radio albo telewizor w publicznej poczekalni służy bardzo zbliżonemu celowi: sprawia, że czekanie w kolejce staje się bardziej znośne i zniechęca klienta do rezygnacji z dalszego oczekiwania.
Nie musimy kupować licencji, gdy z urządzeń korzystają wyłącznie pracownicy
Istnieją także przypadki, gdy nie będziemy musieli sobie zbytnio zaprzątać głowy licencją na odtwarzanie utworów. Co do zasady: jeżeli z urządzenia korzystają wyłącznie pracownicy, to przedsiębiorca nie jest nic winny ZAIKS-owi albo innej organizacji zbiorowego zarządzania. Samo słuchanie muzyki w pracy nie przesądza więc o obowiązku zapłaty. Problem w tym, że w razie powstania sporu, to on będzie musiał udowodnić przed sądem, że korzystanie z utworów nie wpływa na jego zarobek.
Przykładem może być radio znajdujące się w biurze w firmowej siedzibie, gdzie klienci nie mają dostępu, albo samochodowe radio w firmowym aucie.
Na uwagę zasługuje także prawo dozwolonego użytku, które dotyczy przedsiębiorców. Art. 33(4) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych pozwala korzystać z utworów w związku z prezentacją lub naprawą sprzętu.
Muzyka bez opłat jest możliwa. Licencję możemy też wrzucić w koszty
Siłą rzeczy, nie musimy też nic płacić organizacjom zbiorowego zarządzania, gdy wykorzystujemy wyłącznie utwory, do których te nie mają prawa. W internecie znajdziemy zarówno tanie komercyjne rozwiązania, jak i playlisty utworów do odtwarzania za darmo.
Na koniec warto wspomnieć o ważnym szczególe. Nie zawsze jest sens walczyć z ZAIKS-em. Jeśli płacimy licencję na korzystanie w naszej firmie z utworów, to praktycznie zawsze będziemy mogli ją uznać za koszt uzyskania przychodu.










