1. Bezprawnik -
  2. Energetyka -
  3. Miedź może być kołem zamachowym polskiej gospodarki. Pod ziemią nawet 55 mln ton zasobów

Miedź może być kołem zamachowym polskiej gospodarki. Pod ziemią nawet 55 mln ton zasobów

Polska może mieć pod ziemią jeden z najważniejszych atutów gospodarczych najbliższych dekad. Nie jest nim wyłącznie węgiel, o którym od lat toczy się polityczna dyskusja, a którego wydobycie i tak wygaszamy — zamknięcie ostatniej kopalni węgla kamiennego to perspektywa kolejnych dekad. Znacznie ciekawszym surowcem może okazać się miedź. Ten metal jest niezbędny do rozbudowy sieci energetycznych, transformatorów, elektroniki, centrów danych, przemysłu obronnego, samochodów i całej infrastruktury związanej z elektryfikacją gospodarki.

Piotr Janus24.09.2026 13:41
Energetyka

Polska miedź: 55 mln ton udokumentowanych zasobów

A Polska miedź ma. I to w ilościach, które pozwalają myśleć o niej nie jako o pojedynczej branży, lecz o jednym z filarów polityki przemysłowej.

Według Państwowego Instytutu Geologicznego, według stanu na 31 grudnia 2025 r., w Polsce udokumentowano 55,35 mln ton miedzi zawartej w 3,49 mld ton bilansowych rud miedzi i srebra. Nie jest to zatem mały dodatek do polskiej gospodarki, ale ogromny kapitał naturalny.

Miedź to coś więcej niż kopalnia

Najważniejsze jest jednak to, co można z tym kapitałem zrobić. Kopalnia sama w sobie jest tylko początkiem. Wokół niej powstają zakłady wzbogacania rud, huty, firmy transportowe, producenci maszyn, przedsiębiorstwa budowlane, automatyka, informatyka, geologia, usługi inżynieryjne i całe zaplecze technologiczne.

KGHM, czyli gotowy łańcuch produkcyjny

Polska ma tutaj szczególną przewagę, ponieważ nie musi zaczynać od zera. KGHM od ponad 60 lat rozwija kompletny łańcuch produkcyjny. Spółka wydobywa rudę w trzech głębinowych kopalniach, następnie ją wzbogaca, a produkcja miedzi, srebra i innych metali odbywa się w hutach w Głogowie i Legnicy. Według danych KGHM jego polskie złoża zawierają ponad 30 mln ton miedzi oraz blisko 92 tys. ton srebra. W 2025 r. krajowe aktywa KGHM wyprodukowały 401,1 tys. ton miedzi w koncentracie oraz 571 tys. ton miedzi elektrolitycznej. Grupa wyprodukowała także 1323 tony srebra metalicznego.

Liczby te obrazują skalę. Polska nie jest krajem, który dopiero zastanawia się, czy potrafi wydobywać i przetwarzać miedź. My już mamy cały przemysł. Pytanie brzmi, czy potrafimy go rozbudować.

Koło zamachowe, a nie tylko eksport surowca

Właśnie w tym może kryć się największa szansa. Jeżeli zwiększamy wydobycie miedzi, jednocześnie tworzymy rynek dla polskich producentów maszyn górniczych, automatyki, robotyki i oprogramowania. Potrzebujemy nowych technologii umożliwiających pracę na coraz większych głębokościach. Potrzebujemy energooszczędnych systemów transportu, wentylacji i bezpieczeństwa. A później możemy pójść jeszcze dalej.

Zamiast eksportować wyłącznie metal, można rozwijać przemysł wykorzystujący miedź. Kable, przewody, elementy infrastruktury energetycznej, urządzenia elektryczne, komponenty przemysłowe czy technologie recyklingu mogą tworzyć kolejne miejsca pracy i kolejną wartość dodaną. Wtedy miedź zaczyna działać jak koło zamachowe gospodarki. Jedna inwestycja uruchamia następne.

Surowiec zamiast taniej pracy

Może to być również sposób na zwiększenie konkurencyjności Polski. Przez lata naszą przewagą były przede wszystkim koszty pracy. W przyszłości coraz trudniej będzie konkurować wyłącznie ceną pracownika. Znacznie ważniejsze będą surowce, energia, technologia, infrastruktura i zdolność do produkcji zaawansowanych dóbr. Kraj, który posiada własny surowiec i potrafi przetworzyć go u siebie, startuje z zupełnie innej pozycji niż kraj uzależniony od importu.

Dlaczego państwo nie wydobywa miedzi samo?

Tutaj pojawia się jednak pytanie, które trudno pominąć. Skoro miedź jest tak strategicznym surowcem, dlaczego Polska nie próbuje wykorzystać wszystkich perspektywicznych złóż przede wszystkim za pośrednictwem własnych przedsiębiorstw?

Warto przy tym wyraźnie zaznaczyć, że złoże nie staje się własnością prywatnej firmy dlatego, że otrzymała ona koncesję. W polskim systemie prawnym kopaliny objęte własnością górniczą pozostają własnością Skarbu Państwa. Przedsiębiorca uzyskuje natomiast prawo do prowadzenia działalności w zakresie określonym koncesją. Tak jest również w przypadku najnowszych projektów miedziowych. Przykładem jest Nowa Sól, gdzie projekt rozwija kanadyjska firma Lumina Metals. Nie oznacza to, że Polska „oddała” firmie złoże na własność. Państwo dopuściło jednak prywatny, zagraniczny kapitał do jego rozpoznania i potencjalnej eksploatacji. Te same pytania wracają zresztą przy innych projektach, takich jak gaz pod Bałtykiem.

I właśnie tu zaczyna się poważna dyskusja o modelu polskiej polityki surowcowej.

Czy państwo powinno być tylko regulatorem i właścicielem zasobu, czy również inwestorem?

Nie ma powodu, aby odpowiedź zawsze była taka sama. Budowa głębinowej kopalni kosztuje miliardy złotych, wiąże się z ryzykiem geologicznym, technologicznym i cenowym. Prywatny inwestor może więc być bardzo potrzebny. Z drugiej strony przy surowcu o znaczeniu strategicznym państwo mogłoby chcieć zachować większy udział w przyszłych korzyściach. O tym, że warunki finansowe potrafią przesądzić o decyzjach inwestorów, najlepiej mówi opłata miedziowa.

Być może warto rozważyć model pośredni, w którym prywatny kapitał finansuje dużą część inwestycji, ale państwo lub kontrolowana przez nie instytucja uczestniczy kapitałowo w strategicznych projektach.

Polska potrzebuje funduszu surowcowego

I właśnie dlatego warto wrócić do pomysłu Polskiego Funduszu Surowcowego. Nie chodzi o stworzenie kolejnego państwowego molocha, który sam będzie budował wszystkie kopalnie. Chodzi o mechanizm, który pozwoliłby państwu uczestniczyć w projektach mogących mieć znaczenie dla bezpieczeństwa gospodarczego.

Norweski model zarządzania dochodami z surowców

Inspiracją może być Norwegia. Po odkryciu złóż ropy Norwegowie zdecydowali, że dochody z surowców nie powinny być po prostu konsumowane w bieżącym budżecie. W 1990 r. powstał Government Pension Fund Global, którego zadaniem jest długoterminowe zarządzanie dochodami z ropy i gazu oraz zapewnienie, aby bogactwo służyło również przyszłym pokoleniom. Fundusz inwestuje przede wszystkim poza Norwegią, aby nie przegrzewać krajowej gospodarki.

Polska nie ma norweskiej ropy, ale ma własne zasoby surowców. Można więc stworzyć mechanizm, w którym część wpływów związanych z wydobyciem trafiałaby do specjalnego funduszu, a ten inwestowałby w kolejne projekty geologiczne, nowe złoża, technologie wydobywcze, recykling i przetwarzanie metali. Miedź wydobyta dzisiaj mogłaby więc pomagać finansować technologie i złoża potrzebne za 20 czy 30 lat.

Największym problemem jest czas i procedury

Jest jednak jeszcze jedna bariera. Polska potrafi długo przygotowywać inwestycje górnicze. Droga od odkrycia złoża do rozpoczęcia przemysłowego wydobycia wymaga badań, dokumentacji, decyzji środowiskowych, uzgodnień, ustanowienia użytkowania górniczego i koncesji. Dobrze problem obrazuje przykład szybu GG-1 (Kwielice), którego pełne uruchomienie według KGHM planowane jest na 2029 r., czyli 19 lat od rozpoczęcia prac.

Kwestia przyspieszenia tego rodzaju inwestycji jest szczególnie ważna przy miedzi, ponieważ świat będzie potrzebował jej coraz więcej, a konkurencja o nowe projekty surowcowe rośnie. Polska powinna więc skrócić i uporządkować proces inwestycyjny, szczególnie dla projektów uznanych za strategiczne. Pokazuje to choćby nowelizacja prawa górniczego, wokół której spór toczył się przede wszystkim o węgiel. Nie oznacza to rezygnacji z ochrony środowiska. Oznacza przede wszystkim jedną sprawną ścieżkę administracyjną, jasne terminy i brak wielokrotnego powtarzania tych samych procedur.

Mamy surowiec. Teraz potrzebna jest strategia

Miedź może być jednym z tych zasobów, które pozwolą Polsce przejść od gospodarki konkurującej głównie kosztami do gospodarki konkurującej technologią, przemysłem i dostępem do strategicznych surowców. Mamy ogromne zasoby, których skala robi wrażenie. Gdyby podzielić 55,35 mln ton obecnie udokumentowanych zasobów bilansowych przez ubiegłoroczne wydobycie na poziomie 449 tys. ton, otrzymalibyśmy ponad 123 lata. Oczywiście to wyłącznie proste matematyczne przeliczenie, a nie prognoza wydobycia, ponieważ część złóż jest bardzo głęboka i ich eksploatacja wymaga nowych technologii oraz może być kosztowna. Do tego dochodzą jeszcze zasoby prognostyczne i perspektywiczne, których PIG szacuje odpowiednio na 10,3 mln i 15,67 mln ton miedzi. Oprócz tego mamy KGHM. Mamy huty, kopalnie, kadry i doświadczenie. Pojawiają się nowe projekty i nowi inwestorzy.

Nie powinniśmy jednak poprzestać na wydobywaniu jedynie kolejnych ton. Prawdziwym celem powinna być budowa wokół miedzi całego ekosystemu gospodarczego, począwszy od geologii i górnictwa, przez technologie i maszyny, aż po przetwarzanie, produkcję i recykling. Bez takiej strategii łatwo powtórzyć schemat, który dobrze opisuje paradoks polskiej soli, czyli ogromne zasoby przy ograniczonym wykorzystaniu.

A część pieniędzy uzyskiwanych z bogactwa znajdującego się pod ziemią należałoby odkładać i inwestować w przyszłość. Norwegowie zrobili z ropy finansowy kapitał dla kolejnych pokoleń. Polska nie ma ropy na skalę Norwegii. Ma jednak miedź i powinna odpowiedzieć sobie na pytanie, czy potrafi zrobić z niej równie długoterminową przewagę gospodarczą.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover