Dane nie pozostawiają złudzeń – miejsca pracy w Polsce są!
Zgodnie z danymi Eurostatu sytuacja Polski na tle Unii Europejskiej wygląda wręcz imponująco. W październiku 2025 roku stopa bezrobocia skorygowana sezonowo w strefie euro wyniosła 6,4 proc., w całej UE 6,0 proc., a w Polsce zaledwie 3,2 proc. To poziom, który jeszcze kilkanaście lat temu wydawałby się kompletnie abstrakcyjny. Statystycznie rzecz biorąc, Polska należy dziś do krajów o najniższym bezrobociu w Unii.
Co więcej, rynek pracy nie jest „zamknięty”. Eurostat pokazuje coś, o czym pracodawcy mówią od dawna: część miejsc pracy pozostaje nieobsadzona. Wskaźnik wakatów w Polsce nie należy do najwyższych w UE, ale wyraźnie pokazuje, że problemem nie jest brak ofert, lecz brak chętnych na konkretne stanowiska (około 0.8 miejsc pracy w Polsce pozostaje nieobsadzonych).
Warto pamiętać, że te dane nie uwzględniają osób pracujących w tzw. „szarej strefie”, w praktyce więc bezrobocie może okazać się jeszcze niższe. Z kolei nieobsadzone miejsca pracy pokazują, jak duża jest podaż zatrudnienia na rynku – pamiętajmy przecież, że w Polsce pracuje również wielu osób narodowości Ukraińskiej, czy imigranci z innych krajów, szukający u nas stabilnego życia.
Nie każda praca jest dostępna
W tym miejscu jednak koniec pozytywnych wiadomości. Bo o ile pracy jest dużo, o tyle nie rozkłada się równomiernie po różnych zawodach. Stanowiska kierownicze, menedżerskie czy z wyższej kadry zarządzającej praktycznie nie notują wakatów. Tam konkurencja bywa brutalna, a wakat – jak już się pojawia, jest bardzo szybko obsadzany. Podobnie wygląda sytuacja z lekką pracą biurową – administracją, prostymi stanowiskami back-office czy obsługą klienta. Wyjątkiem są firmy o chronicznie wysokiej rotacji, gdzie wakaty wynikają bardziej z warunków pracy niż jej faktycznego charakteru.
Gdzie więc jest praca? Najczęściej tam, gdzie wielu z nas nawet nie zagląda w ogłoszeniach. W rzemiośle, w usługach „złotej rączki”, w zawodach technicznych i w szeroko rozumianej pracy fizycznej. Elektrycy, hydraulicy, operatorzy maszyn, pracownicy budowlani czy magazynowi są poszukiwani niemal bez przerwy. Do tego dochodzą fabryki i zakłady produkcyjne, a także firmy sprzątające które regularnie skarżą się na brak rąk do pracy, mimo że oferują stabilne zatrudnienie i – coraz częściej – całkiem przyzwoite wynagrodzenia.
Rynek pracy w Polsce coraz mniej przypomina drabinę awansu, a coraz bardziej mozaikę, w której nie wszystkie elementy do siebie pasują. Mamy ludzi z wykształceniem, aspiracjami i oczekiwaniami, oraz miejsca pracy, które tych oczekiwań zwyczajnie nie spełniają.
Los Ferdynanda Kiepskiego nie jest nam obcy
Kultowy serial „Świat według Kiepskich” był satyrą, ale jak to z dobrą satyrą bywa – mówił o rzeczywistości więcej, niż chcielibyśmy przyznać. Hasło „w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem” wciąż brzmi zaskakująco aktualnie. Praca jest dostępna, owszem, ale niekoniecznie taka, jakiej oczekujemy po latach edukacji.
Dotyczy to szczególnie absolwentów kierunków humanistycznych. Po studiach często okazuje się, że alternatywy są ograniczone: gastronomia za najniższą krajową, proste usługi albo prace fizyczne, które z wykształceniem niewiele mają wspólnego. Część osób decyduje się na taki kompromis. Inni – nie.
Czy pozostawanie bez pracy w takiej sytuacji to wybór? Po części tak. Z drugiej strony trudno się dziwić komuś, kto po dwóch fakultetach średnio entuzjastycznie podchodzi do sprzątania hotelowych pokoi czy pracy przy linii produkcyjnej. Żadna praca nie hańbi, a te zawody są potrzebne (a czasem nawet dobrze płatne), ale nie spełniają oczekiwań wszystkich bezrobotnych. W efekcie część osób woli nie podejmować żadnego zatrudnienia, licząc na wsparcie państwa lub rodziny, zamiast zaakceptować pracę, która w ich odczuciu jest krokiem wstecz.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj