Za stworzeniem jednego miasta w ramach GZM-u optuje od lat Prezydent Katowic Marcin Krupa
Trudno nie zgodzić się z argumentami włodarza Katowic. Pomimo tego, że Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia ma ponad 2 miliony mieszkańców, czyli teoretycznie może konkurować swoim potencjałem z Warszawą, obecnie ma związane ręce.
Wielu inwestorów pyta na wstępie – ile mieszkańców ma konkretne miasto, w którym ma powstać konkretna inwestycja? W odpowiedzi słyszą np. że Katowice mają 278 tys. mieszkańców, co jest niestety wynikiem dość mizernym. To dlatego GZM nie jest w stanie nie tylko przyciągać nowych inwestycji, ale także być rozpoznawalna na arenie międzynarodowej jako jeden organizm miejski.
Prezydent Katowic Marcin Krupa od wielu lat robi wiele, aby zachęcić inne miasta do tego, by poparły ideę Nowych Katowic. Taka nazwa miałaby być według niego lepsza od Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, która jest nie tylko trudna do zapamiętania, ale także i promowania. Marcin Krupa podkreśla, że powstanie nowego organizmu miejskiego nie oznacza bynajmniej likwidacji innych ośrodków miejskich, wchodzących w skład GZM-u.
Za stworzeniem jednego miasta opowiada się także Kazimierz Karolczak, przewodniczący zarządu GZM-u. Według niego to jedyny ratunek dla całego regionu, który mierzy się od lat z odpływem mieszkańców, szczególnie tych młodych i wykształconych. Tak mówił o tym problemie na łamach Dziennika Zachodniego:
Za chwilę będziemy mieli konkurencję na Pomorzu – stwierdził. - Chociaż tam sytuacja jest inna, ponieważ te miasta przyciągają nowych mieszkańców i nie muszą się mierzyć z depopulacją, nie ma problemu z wymyśleniem nowego silnika gospodarki lokalnej, a my z tym musimy się mierzyć. Ta konkurencja może pomóc podjąć nowe inicjatywy.
Niestety stworzeniu jednego miasta nie pomagają sceptyczni włodarze innych miast GZM-u
Pomimo tego, że wielu prezydentów, burmistrzów i wójtów gmin przychylnie odnosi się do idei stworzenia supermiasta, zdolnego nawet do zdetronizowania Warszawy, to jednak na drodze do tego celu stają sceptycznie nastawieni do tego pomysłu włodarze innych ośrodków miejskich Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.
Wątpliwości w tej sprawie wyrażał między innymi Arkadiusz Chęciński, Prezydent Sosnowca, który obawiał się „utraty tożsamości Zagłębia Dąbrowskiego”. O łączeniu miast w jeden organizm sceptycznie wypowiadali się swego czasu włodarze Tychów, Bytomia, Rudy Śląskiej i Chorzowa.
Nie bez znaczenia jest także paternalistyczne podejście Katowic do innych miast GZM-u. To właśnie dlatego wiele innych ośrodków miejskich podchodzi z rezerwą do fuzji i stworzenia Wielkich Katowic. Obawiają się oni, że powołanie do życia jednego ośrodka miejskiego, będzie oznaczało w praktyce stworzenie pola do coraz większej dominacji stolicy regionu nad innymi miastami, co efekcie doprowadzi nie tylko do ich marginalizacji, ale także w dalszej perspektywie do likwidacji i wchłonięcia ich przez Katowice.
Niestety, ale idea jednego miasta w przypadku GZM-u jest o tyle wspaniałomyślna, co utopijna. Na jej drodze staje szereg czynników. Na wspomniane rozproszenie nakładają się także różnice kulturowe, które nadal są żywe wśród mieszkańców. Zagłębie Dąbrowskie boi się, że utraci tożsamość i zleje się ze Śląskiem, którego nie jest częścią. Z kolei miasta Śląskie GZM-u mają obawy przed wymazywaniem ich historii. Tutaj można przywołać np. Bytom i Gliwice – oba miasta prawa miejskie uzyskały w 1254 roku – 611 lat wcześniej od Katowic.
To naprawdę bardzo dobrze, że włodarze innych miast i gmin chcą bronić swoich małych ojczyzn i nie pozwolą na to, żeby lokalna tożsamość została rozmyta w jednym organizmie miejskim. Tym samym jednak można powiedzieć, że skazują całą Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię na marginalizację ekonomiczną i zapaść demograficzną, gdyż rozdrobnienie na małe organizmy miejskie nigdy nie pomagało GZM-owi. Wręcz przeciwnie – jest balastem, który sprawia, że nie tylko nie konkuruje ona z Warszawą, ale także przegrywa wyścig ekonomiczny i demograficzny z Krakowem, Wrocławiem i Trójmiastem.