1. Bezprawnik -
  2. ecommerce -
  3. „Podróbka” za 30 zł i znikające pieniądze. Tak działa pułapka na sprzedających na Vinted

„Podróbka” za 30 zł i znikające pieniądze. Tak działa pułapka na sprzedających na Vinted

Vinted przez lata budowało wizerunek miejsca, w którym można szybko sprzedać niepotrzebne ubrania, buty albo dodatki. Bez wielkiej filozofii: wystawiasz rzecz, ktoś kupuje, wysyłasz paczkę, pieniądze trafiają na konto. Problem w tym, że coraz więcej sprzedających opisuje sytuacje, w których ten prosty mechanizm przestaje działać. Kupujący zgłasza problem, Vinted zwraca mu pieniądze, a sprzedający zostaje bez produktu i bez zapłaty. A produkty potrafią być naprawdę drogie.

Joanna Świba08.06.2026 14:54
ecommerce

Fala zarzutów pod adresem Vinted

Fałszywe zgłoszenia, które inicjują na Vinted spór pomiędzy kupującym a sprzedającym, to już prawdziwa plaga. Na grupach w mediach społecznościowych (a warto wskazać, że istnieją grupy w stylu „Oszukani na Vinted” albo „Pokrzywdzeni przez Vinted”, które zrzeszają dziesiątki, a czasem nawet setki tysięcy internautów) codziennie pojawia się przynajmniej kilkanaście postów osób, które padły ofiarą takiego procederu – wysłały produkt, kupujący zgłosił niezgodność towaru z opisem i pieniądze przepadły. To, że ktoś mógł paść ofiarą oszustwa na Vinted, nawet o tym nie wiedząc, przestaje być wyjątkiem.

Najczęściej chodzi o dwa rodzaje zgłoszeń. Pierwsze: przedmiot miał być uszkodzony albo znacząco różnić się od opisu. Drugie: kupujący twierdzi, że produkt jest podróbką. I to właśnie ta druga kategoria budzi największe emocje, bo Vinted wprost w swoim regulaminie przewiduje sytuację, w której kupujący dostaje zwrot pieniędzy i nie musi odsyłać przedmiotu. W centrum pomocy platformy można znaleźć informację, że jeżeli przedstawione dowody wyraźnie wskazują na podróbkę, zamówienie zostaje anulowane, pieniądze są zwracane, a odsyłanie rzeczy nie jest wymagane.

Z punktu widzenia walki z podróbkami da się to jakoś zrozumieć. Problem zaczyna się wtedy, gdy sprzedający twierdzi, że rzecz była oryginalna, a decyzja zapada na podstawie zdjęć (które dziś mogą zostać sfabrykowane przez AI), krótkiej wymiany wiadomości i oceny, której sprzedający nie uważa za rzetelną, w dodatku bez możliwości dowodzenia swoich racji. Pojawiło się już zresztą nowe oszustwo na Vinted z AI, w którym kupujący odpala spór i przedstawia jako dowód zmanipulowane zdjęcie.

Ochrona kupującego działa, ale sprzedający czuje się bez ochrony

Mechanizm Vinted jest zbudowany przede wszystkim wokół bezpieczeństwa kupującego. Platforma sama informuje, że pieniądze są zabezpieczone do czasu, aż kupujący otrzyma zamówienie i potwierdzi, że wszystko jest w porządku. Vinted wskazuje też, że zwróci pieniądze, jeżeli przedmiot nie dotrze, dotrze uszkodzony albo różni się od opisu. Na zgłoszenie problemu kupujący ma 2 dni.

Na papierze wygląda to sensownie. Kupujący nie powinien płacić za rzecz, której nie dostał, która jest uszkodzona albo niezgodna z opisem. Tyle że praktyka opisywana przez sprzedających pokazuje drugą stronę tego systemu. Jeżeli kupujący zgłosi problem, sprzedający musi bardzo szybko reagować, przedstawiać dowody, tłumaczyć się i liczyć, że platforma uzna jego argumenty. W przeciwnym razie może dojść do anulowania transakcji.

Relacje sprzedających: zwrot bez obowiązku odesłania towaru

Na grupach poświęconych problemom z Vinted pojawiają się relacje sprzedających, którzy twierdzą, że kupujący oskarżył ich o sprzedaż podróbki, a następnie otrzymał pieniądze bez obowiązku zwrotu towaru. Tylko że oferowane towary niewiele miały wspólnego z podróbkami (tak, w skrajnych przypadkach nieuczciwi kupujący bardzo często wskazują, że „podróbką” jest produkt marki typu Zara czy H&M, a więc marek, których co do zasady nie opłaca się podrabiać). Jakby tego było mało, kupujący otrzymuje zwrot pieniędzy, a produkt, którego nie musi odsyłać, wystawia na tej platformie… jako oryginał.

Oczywiście wpisy w grupach nie są dowodem na to, że każdy opisany przypadek wyglądał dokładnie tak, jak przedstawia go sprzedający. Ale pokazują skalę frustracji. I dość dobrze tłumaczą, dlaczego część użytkowników zaczyna traktować sprzedaż droższych rzeczy na Vinted jako ryzyko.

Podróbki to najtrudniejszy przypadek

Największy problem dotyczy przedmiotów markowych. Sprzedający wystawia buty, kurtkę, torebkę albo zegarek znanej marki – wart kilkaset, a czasem nawet kilka tysięcy złotych. Kupujący odbiera paczkę, zgłasza, że produkt jest nieoryginalny, a Vinted uruchamia swoją procedurę. Jeżeli platforma uzna dowody za wystarczające, transakcja może zostać anulowana, a sprzedający nie odzyska ani pieniędzy, ani przedmiotu.

Z perspektywy platformy takie rozwiązanie ma ograniczać obrót podróbkami. Sprzedaż podrabianych produktów jest niezgodna z prawem, nawet wtedy, gdy sprzedający otwarcie informuje, że rzecz jest podróbką. Vinted również wyraźnie wskazuje, że takich przedmiotów nie wolno sprzedawać. Co istotne, zarówno sprzedaż, jak i zakup podróbki na Vinted może w pewnych wypadkach oznaczać poważne kłopoty z prawem. Tylko że w realnym sporze nie zawsze chodzi o ewidentną podróbkę z bazaru. Czasem sprzedający jest przekonany, że rzecz jest oryginalna. Czasem ma paragon, certyfikat, zdjęcia detali, historię zakupu. Czasem kupujący może się mylić. A czasem — i o tym mówią sprzedający — może po prostu wykorzystać procedurę.

Zagraniczni kupujący i wrażenie automatycznych decyzji

Co ciekawe, wiele osób wskazuje, że najgorsi są zagraniczni kupujący (tutaj internauci wskazują mieszkańców krajów bałtyckich i bałkańskich), którzy ochoczo sprawdzają możliwości, jakie daje im Vinted – jak wskazują użytkownicy platformy, to właśnie transakcje z takimi kupującymi najczęściej kończą się sporem i utratą towaru, chociaż Polacy również nie dają w tym zakresie gwarancji bezpieczeństwa.

Obecnie, śledząc działanie Vinted, odnosi się wrażenie, że kupujący są stroną szczególnie uprzywilejowaną, a platforma zapomina o ochronie sprzedających. Jeżeli skutkiem zgłoszenia jest odebranie sprzedającemu pieniędzy i pozostawienie rzeczy u kupującego, to nie może to działać jak szybka, automatyczna decyzja na podstawie kilku zdjęć. To jest zbyt poważna konsekwencja. A o tym, że Vinted stało się nieludzkie i decyzje wyglądają na podejmowane przez automaty, zwraca uwagę coraz więcej użytkowników platformy.

Członkowie opisanych wyżej grup zgłaszają wrażenie kontaktu z automatycznym albo nienależycie zlokalizowanym wsparciem. Może wydawać się, że na platformie brak polskojęzycznych konsultantów, a nawet konsultantów jako takich – decyzje bowiem podejmowane są na podstawie algorytmu, który nie potrafi ocenić wielu sytuacji. A gdy w grę wchodzą pieniądze i ludzka „pomysłowość”, algorytm zdecydowanie się nie sprawdza.

Jak bronić się przed utratą towaru i pieniędzy na Vinted?

Przede wszystkim trzeba dokumentować sprzedaż znacznie dokładniej, niż wynikałoby to ze zdrowego rozsądku. Przy droższych rzeczach warto mieć zdjęcia metek, numerów seryjnych, paragonów, certyfikatów, opakowania, stanu rzeczy przed wysyłką i samego pakowania (a nawet nagrywać filmik z pakowania i wysyłki paczki). Nie dlatego, że każdy kupujący jest nieuczciwy. Dlatego, że w razie sporu sprzedający musi bardzo szybko pokazać, co faktycznie wysłał.

Warto również uważać przy opisie markowych przedmiotów. Jeżeli rzecz jest oryginalna, warto wskazać, skąd pochodzi i jakie dokumenty potwierdzają zakup (chociaż nie zawsze będzie to wystarczające). Jeżeli sprzedający nie ma pewności, lepiej nie używać kategorycznych zapewnień. Vinted samo ostrzega, że jeżeli użytkownik podejrzewa, że przedmiot może być podróbką, nie powinien go dodawać.

Reklamacja, DSA i zawiadomienie UOKiK

Spory z Vinted wielu osobom wydają się stronnicze, dlatego warto wyjść poza sam czat w aplikacji. Vinted jest platformą internetową, więc w grę może wchodzić skarga przez wewnętrzny system reklamacyjny. Unijny Akt o usługach cyfrowych przewiduje, że użytkownicy platform mogą kwestionować decyzje platform przez wewnętrzny system rozpatrywania skarg, a platformy powinny takie decyzje ponownie oceniać.

Czasem warto również rozważyć zawiadomienie UOKiK. Urząd już wcześniej zajmował się Vinted. W 2022 r. Prezes UOKiK nałożył na litewską spółkę karę za brak jasnych informacji o warunkach odblokowania pieniędzy ze sprzedaży i o zasadach związanych z „Ochroną Kupującego”. To właśnie wtedy zdecydowano, że Vinted zapłaci karę w wysokości 5,3 mln zł. UOKiK wskazywał wówczas, że konsumenci mogli podejmować niekorzystne decyzje, tracąc pieniądze i czas.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi
Kliknij by przejść do artykułu