1. Bezprawnik -
  2. Prywatność i bezpieczeństwo -
  3. Sekunda nieuwagi na wakacjach i będziesz płacić, żeby odzyskać własny telefon

Sekunda nieuwagi na wakacjach i będziesz płacić, żeby odzyskać własny telefon

Wakacyjny spacer, telefon w dłoni, szybkie zdjęcie na tle znanej ulicy — i tracimy dobry humor. W wielu turystycznych miejscach działa podobny schemat: ktoś proponuje wspólne zdjęcie, uśmiecha się do aparatu, a po kilku sekundach pojawia się oczekiwanie zapłaty. Osoba, która miała być jedynie sympatycznym dodatkiem do fotografii, wystawia niespodziewany rachunek za pojawienie się w kadrze.

W Polsce symbolem takich kontrowersji od lat pozostaje miś z Krupówek. Ta postać stała się dobitnym przykładem zatarcia granicy między uliczną atrakcją a natarczywym sposobem zarabiania.

Miś z Krupówek — atrakcja z ponadstuletnią historią

Misia kojarzymy przede wszystkim z zatłoczonymi Krupówkami. Historia tej atrakcji sięga ponad 100 lat wstecz. Początkowo nie były to osoby w kostiumach spacerujące po ulicach, lecz konstrukcje, przy których odwiedzający mogli wykonywać fotografie. Z czasem stelaże zastąpili ludzie w charakterystycznych strojach. Tak miś z Krupówek stał się, obok oscypka, symbolem Zakopanego.

Historyczny wizerunek misia popsuła niestety wyjątkowa chytrość człowieka za niego przebranego. Uporczywie wyciągał on od turystów pieniądze za zrobienie sobie z nim zdjęcia lub nagrania. Sprawa nabrała rozgłosu, gdy w kadrze przebierańca znalazła się znana aktorka — a jej reakcja pokazała, że nie musisz płacić pazernemu góralowi za to, że robisz mu zdjęcie.

Uliczny „biznes”: najpierw pozują, później żądają pieniędzy

Dyskusja na temat ulicznych przebierańców w typie misia z Krupówek powraca regularnie. Turyści z reguły są zniesmaczeni faktem, że osoba w kostiumie domaga się zapłaty za swoją obecność na zdjęciu czy nagraniu. Przypomina to poniekąd inne próby naciągania klientów w gastronomii — choćby te, w których wyjście z restauracji bez płacenia kończy się poważnymi konsekwencjami.

Nie jest to jednak wyłącznie historia jednej osoby czy jednego miejsca. Podobne sytuacje od lat opisują turyści z różnych miast, także za granicą. Najpierw pojawia się propozycja zdjęcia albo zgoda na fotografię, a później informacja, że za taką „przyjemność” należy się opłata.

O cenie dowiadujemy się po fakcie. A trudno mówić o uczciwej usłudze, jeśli klient nie zna jej warunków przed skorzystaniem.

Czy ktoś może żądać pieniędzy tylko za to, że znalazł się na zdjęciu?

Samo pojawienie się przebierańca w tle zdjęcia lub filmu wykonanego w miejscu publicznym nie oznacza automatycznie, że turysta musi zapłacić. Ulica, plac czy popularny deptak nie są prywatnym studiem fotograficznym.

Fotografowanie w przestrzeni publicznej wciąż budzi spory

Niby oczywiste, ale sama dyskusja na temat robienia zdjęć czy nagrywania w miejscach publicznych nie jest nowa. Kontrowersje wywołuje zakaz fotografowania z drona, a odrębnym tematem pozostaje pytanie, czy sklep może zakazać fotografowania.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy ktoś świadomie podchodzi do misia, prosi o wspólne zdjęcie i zgadza się na konkretną cenę. Wtedy mamy do czynienia z normalną usługą.

Ten sam patent działa za granicą. Telefon trzymaj przy sobie

Podobne sytuacje można spotkać również poza Polską. Chociażby w popularnych miejscach turystycznych, takich jak nowojorski Times Square, często pojawiają się osoby przebrane za superbohaterów czy bohaterów bajek. Wspólne zdjęcie z nimi — nieoczekiwanie dla turystów — traktują jako atrakcję kosztującą 20 dolarów. Jasne, nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka. Nie każdy performer żeruje na podróżnych. Ale lepiej mieć się na baczności, bo zawsze znajdą się czarne owce. I zaatakują, zwłaszcza gdy trafią na obcokrajowca.

Smartfon jako narzędzie nacisku

Stosowany jest tam również bardziej wyrafinowany sposób działania. Przebieraniec proponuje, że zrobi selfie telefonem turysty. Smartfon trafia na chwilę do jego rąk, a potem pojawia się oczekiwanie zapłaty. Gdy turysta odmawia, telefon staje się elementem nacisku — osoba w kostiumie nie chce go oddać, dopóki nie otrzyma pieniędzy. Turysta płaci, ale nie ze względu na uznanie żądania za słuszne, lecz z chęci szybkiego odzyskania własności i uniknięcia awantury.

Warto pamiętać, że działalność takich przebierańców bywa nielegalna także z innych powodów — pokazały to dalsze losy misia z Krupówek, spacyfikowanego przez lokalne regulacje Zakopanego.

Najprostsza zasada jest niezmienna: jeśli coś ma kosztować, cena powinna być znana przed wykonaniem usługi. W przeciwnym razie niewinne zdjęcie z wakacji okaże się najdroższą fotografią z wyjazdu.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover