- Bezprawnik -
- Praca -
- Kiedy umowa zlecenia i B2B powinny być etatem? Pojawiły się nowe interpretacje
Kiedy umowa zlecenia i B2B powinny być etatem? Pojawiły się nowe interpretacje
Główny Inspektor Pracy opublikował trzy kolejne interpretacje indywidualne. Zlecenie kierowcy rozwożącego pieczywo obroniło się, kontrakt B2B również, a praca w magazynie na zleceniu została uznana za stosunek pracy. O wyniku przesądziło za każdym razem to samo pytanie — czy współpracownik może odmówić konkretnego zadania i sam decyduje, kiedy oraz gdzie je wykona.
Dziesięć rozstrzygnięć GIP w publicznym wykazie
Od 8 lipca 2026 r. GIP odpowiada na wnioski przedsiębiorców, którzy chcą się upewnić, czy planowana albo prowadzona już współpraca nie zostanie później zakwalifikowana jako etat. Od 17 sierpnia rozstrzygnięcia trafiają do publicznego wykazu i powoli układają się w zbiór wskazówek dla przedsiębiorców. Trzy najświeższe — ósma, dziewiąta i dziesiąta w kolejności — dotyczą kierowców, kontraktorów B2B i pracowników magazynu; najnowsza nosi datę 27 sierpnia.
Kierowca sam wskazuje dni dyspozycyjności. Piekarnia obroniła zlecenie
Jak podaje Business Insider, pierwsza z nowych interpretacji (z 10 sierpnia, sygn. GIP-GPP.50.9.2026.6) dotyczy piekarni dowożącej pieczywo do własnych sklepów. Firma zatrudnia kierowców jednocześnie na etatach i na zleceniach; kursy w pierwszej kolejności obsługują pracownicy, a zleceniobiorcy wchodzą do gry wtedy, gdy zamówień jest więcej albo gdy etatowa obsada nie domyka grafiku. Kierowcy sami wskazują dni, w których są dostępni, i dopiero na tej podstawie powstaje harmonogram kursów. Nawet po jego ułożeniu mogą zrezygnować ze zlecenia — wystarczy powiadomienie firmy — albo przekazać je komuś innemu.
Brak obowiązku osobistego wykonywania zadań przesądził o wyniku
To ostatnie okazało się kluczowe. GIP uznał, że nie ma tu stosunku pracy, bo brakuje obowiązku osobistego wykonywania zadań, a firma nie narzuca ani czasu, ani miejsca. To właśnie osobiste podporządkowanie decyduje o tym, kiedy umowa zlecenia jest umową o pracę. Piekarnia wspominała jeszcze, że sami kierowcy wolą zlecenie, bo jedni mają inne zajęcia, drudzy prowadzą własne firmy, jeszcze inni pobierają już emeryturę. Można się domyślać, że w ocenie zaważyła konstrukcja współpracy, nie zaś motywacja jej uczestników.
Kontraktor sam zabiegał o B2B. Inspekcja nie przywiązała do tego wagi
Druga interpretacja (z 11 sierpnia, sygn. GIP-GPP.50.11.2026.3) opisuje model, w którym to wykonawcy proszą o kontrakt B2B, choć etat leży na stole. Umowa daje im pełną swobodę co do czasu, miejsca i sposobu wykonania usługi, dopuszcza podwykonawców, a sami kontraktorzy mają własne ubezpieczenie OC. Telefon i komputer wynajmują od firmy, co — jak widać po rozstrzygnięciu — nie zostało potraktowane jako korzystanie z narzędzi pracodawcy.
Oświadczenia kontraktorów niczego nie załatwiają
GIP zgodził się na taki model, ale przy okazji zaznaczył coś, co powinno zwrócić uwagę wielu firm: fakt, że o współpracę zabiegał wykonawca, a nie zleceniodawca, nie miał decydującego znaczenia. Oświadczenia podpisywane przez kontraktorów przy starcie współpracy same z siebie niczego zatem nie załatwiają. Liczy się to, ile realnej autonomii zostawia im umowa i codzienna praktyka — rachunek zysków i strat w relacji samozatrudnienie a etat wygląda z perspektywy inspekcji zupełnie inaczej niż z perspektywy stron.
Magazynier może zapewnić zastępstwo, a i tak przegrywa
Najnowsze rozstrzygnięcie (z 27 sierpnia, sygn. GIP-GPP5180720265) poszło w drugą stronę. Firma chciała zatrudnić na zleceniu osoby do kompletowania zamówień, przyjmowania dostaw, etykietowania, pakowania i utrzymywania porządku w magazynie. Zadania mają być powtarzalne i zależne od bieżących potrzeb, o czasie i miejscu decyduje firma, wynagrodzenie liczone jest według stawki godzinowej. Zleceniobiorca może oddać zadanie komuś innemu albo wystawić za siebie zastępcę, ale wyłącznie za zgodą firmy.
Rozliczenie godzinowe wynagradza czas, a nie efekt
O ile w sprawie kierowców możliwość rezygnacji przeważyła szalę, o tyle tutaj GIP potraktował ją jako element poboczny. Swoboda zleceniobiorcy kończy się w momencie przyjęcia zlecenia; dalej pozostaje wykonywanie powtarzalnych czynności w miejscu i czasie wskazanym przez firmę, przy użyciu jej środków i wewnątrz zorganizowanego przez nią procesu. Zgodzie na zastępstwo, o którą trzeba wystąpić, trudno przyznać walor realnej swobody. Rozliczenie godzinowe dopełnia obrazu, bo wynagradza czas pozostawania do dyspozycji, a nie efekt. Właśnie takie układy najczęściej kończą się kontrolą, po której następuje przekształcanie umów cywilnoprawnych.
Ochrona za 40 zł, ale tylko przy zgodności opisu z rzeczywistością
Wniosek o interpretację PIP kosztuje 40 zł od każdego opisanego stanu faktycznego, a GIP ma na odpowiedź 30 dni. Papier chroni jednak wyłącznie wtedy, gdy współpraca faktycznie wygląda tak, jak firma opisała ją we wniosku. Jeśli inspektor zastanie na miejscu bieżące polecenia, sztywny grafik i nadzór, o których nie było mowy, interpretacja przestaje cokolwiek dawać.
Modele pośrednie są najbardziej ryzykowne
Nie da się przy tym ukryć, że najbardziej ryzykowne są modele pośrednie — formalnie elastyczne, w praktyce ułożone jak etat. Skutki już widać; PIP właśnie odgórnie przekształciła pierwsze umowy zlecenia w etaty.
Dziesięć opublikowanych rozstrzygnięć to wciąż niewiele, ale kierunek jest czytelny. Branża i nazwa umowy nie mają znaczenia; liczy się, czy po przyjęciu zadania po stronie wykonawcy zostaje jeszcze jakakolwiek samodzielność.










