1. Bezprawnik -
  2. Edukacja -
  3. Od 1 września sklepiki szkolne bez cukru i soli. Za jeden batonik kara do 5 tys. zł

Od 1 września sklepiki szkolne bez cukru i soli. Za jeden batonik kara do 5 tys. zł

Od 1 września ze szkolnych sklepików i automatów znikają co do zasady produkty z dodatkiem cukrów, substancji słodzących i soli. Za jedną pozycję spoza dopuszczonej listy sanepid wymierzy karę od 1 tys. do 5 tys. zł, a dyrektor może zerwać umowę z ajentem z dnia na dzień — bez wypowiedzenia i bez odszkodowania.

Z półek szkolnych sklepików może zniknąć wiele produktów

Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 16 lutego 2026 r. uchyla w całości regulację z 26 lipca 2016 r., więc zmieniają się zasady oceny produktu. Do 31 sierpnia decydują progi — jogurt czy batonik może stać na półce, o ile mieści się w limicie 15 g cukru na 100 g gotowego wyrobu (13,5 g dla części przetworów mlecznych), 10 g tłuszczu i 0,4 g sodu. Od września punktem odniesienia jest skład, bo dopuszczone kategorie mają być wolne od dodatku cukrów, substancji słodzących i soli.

Gorzka czekolada, guma bez cukru i napoje na miejscu — lista wyjątków

Wyjątków zostało kilka: gorzka czekolada z zawartością minimum 70 proc. kakaowej suchej masy, guma bez cukru oraz napoje robione na miejscu, w których dopuszczono do 5 g dodanych cukrów na 250 ml. Zmiana logiki jest o tyle zrozumiała, że spożycie cukru w Polsce od lat utrzymuje się w europejskiej czołówce.

Sanepid wypisze karę. Klucze odbiera jednak dyrektor

W relacjach o zmianach powtarza się, że kontrola kończy się mandatem, a w skrajnym wypadku zamknięciem punktu. Jedno i drugie wymaga sprostowania. Kary z art. 103 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia wymierza decyzją państwowy wojewódzki inspektor sanitarny, a za sprzedaż produktów spoza katalogu widełki wynoszą od 1 tys. do 5 tys. zł.

Zamknąć punkt może natomiast dyrektor — art. 52c ust. 5 pozwala mu rozwiązać umowę bez zachowania terminu wypowiedzenia i bez odszkodowania. Można się domyślać, że stąd bierze się spokój placówek; ryzyko finansowe przeniesiono na ajenta i firmę cateringową, a szkole zostawiono narzędzie do egzekwowania warunków. Nie jest to zresztą pierwsze ograniczenie obowiązujące na terenie placówek — działa tam już zakaz sprzedaży nieletnim energetyków i wyrobów tytoniowych.

„Za asortyment dyrektor nie odpowiada". Rada rodziców ma tu więcej do powiedzenia niż sanepid

Na łamach portalsamorzadowy.pl wicedyrektor puławskiej SP nr 11 Jacek Rudnik tłumaczy, że za zawartość półki odpowiada najemca, bo tak skonstruowano umowę. Karę faktycznie płaci przedsiębiorca; nie da się jednak ukryć, że ustawa nakłada na dyrektora dwa obowiązki własne — nadzór nad tym, by na terenie placówki nie promowano produktów spoza katalogu, oraz ustalenie szczegółowej listy dopuszczonych artykułów w porozumieniu z radą rodziców (art. 52c ust. 3).

Dyskusja o żywieniu w szkołach kończy się zwykle apelem, że bez rodziców żadne przepisy nie zadziałają; tymczasem rodzice mają tu miejsce przy stole zapisane w ustawie i mogą zawęzić katalog wynikający z rozporządzenia. To uprawnienie zupełnie innej wagi niż dobrowolne składki na radę rodziców, o których szkoły przypominają każdego września.

Ryba, strączki, dwa razy mięso. Nowe normy na stołówkach szkolnych

Na stołówkach zmiany są bardziej techniczne. Tam, gdzie wydaje się trzy posiłki dziennie, w tygodniowym menu ma się znaleźć porcja ryby, danie w pełni roślinne na bazie nasion strączkowych i dwie porcje mięsa ze świeżego surowca; zupy dwa razy w tygodniu na wywarze warzywnym, a smażonych potraw najwyżej dwie.

Utylizacja jedzenia w przedszkolach, czyli czego rozporządzenie nie mierzy

Dyrektorzy pytani o gotowość odpowiadają zgodnie, że norm dopilnuje intendentka albo firma cateringowa, obawiają się natomiast czegoś, czego rozporządzenie w ogóle nie obejmuje. Marzena Migas, kierująca Centrum Obsługi Oświaty w Proszowicach, mówi wprost o utylizacji jedzenia w przedszkolach. Wydaje się, że to najsłabszy punkt całej konstrukcji — przepis szczegółowo opisuje, co ma trafić na talerz, nie przewiduje jednak żadnego wskaźnika marnowania żywności. Walka z marnowaniem jedzenia pozostaje więc w placówkach kwestią dobrej woli.

Sto lat stołówki, a teraz sklep za rogiem. Tam żaden z tych przepisów nie sięga

Uczniowie szkół ponadpodstawowych mogą w ciągu dnia wychodzić poza teren placówki, więc wpływ nowych zasad na ich jadłospis zależy od tego, co stoi po drugiej stronie ulicy. W ZSO w Myślenicach stołówka działająca od ponad stu lat, w której płaciło się 6,50 zł za wsad do kotła, została zlikwidowana przez organ prowadzący, a cateringu nie udało się uruchomić z braku chętnych.

Warto przypomnieć, że opłaty za obiady w szkołach z założenia obejmują wyłącznie ten wsad, bez kosztów utrzymania kuchni i wynagrodzeń. Tymczasem w efekcie młodzież stołuje się w pobliskim sklepie sieciowym, którego przepisy o żywieniu zbiorowym nie dotyczą. Po wejściu w życie nowych przepisów istnieje realne ryzyko, że takich przypadków będzie więcej.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover